Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 listopada 2018

Przedpremierowo: Alwyn Hamilton - Opowieści z piasku i morza

Pustynia skrywa jeszcze więcej magicznych tajemnic, czy chcesz poznać je wszystkie? Przed Wami ekskluzywna kolekcja opowiadań ze świata "Buntowniczki z pustyni". Doskonałe uzupełnienie dla fanów serii lub wprowadzenie dla tych, którzy chcą zacząć pustynną przygodę z Niebieskooką Bandytką. Zbiór zawiera opowieści dopełniające historię Amani i rebelii oraz ekskluzywny wywiad z autorką.

Całą trylogię Alwyn Hamilton darzę dużym uczuciem. Jest to historia, która całkowicie mnie zauroczyła i zdecydowanie należy do jednych z moich ulubionych. Dlatego też z chęcią wróciłam do wykreowanego przez autorkę świata, choć w postaci zaledwie czterech niezbyt długich nowelek. 

Pierwsza z nich, Skradziony ładunek mówi o Jinie i Ahmedzie, a także ich misji, której podjęli się przed rozpoczęciem wydarzeń z "Buntowniczki z pustyni". Choć obydwie te postacie bardzo lubię, zwłaszcza tą pierwszą, opowiadanie nie powaliło mnie na kolana, ot co. 

Druga, nosząca nazwę Dziewczyna z morza, spodobała mi się o wiele bardziej. Przybliżyła dzieciństwo braci wspomnianych wyżej, a dokładniej jak to się stało, że wyrwali się z haremu. Choć Czytelnik po przeczytaniu całej trylogii zna tą historię, jest ona opowiedziana o wiele dokładniej. Ma także w sobie coś, przez co czyta się ją... inaczej? 

Następna jest Opowieść o Bohaterze Attallahu i Księżniczce Hawie, która również była przedstawiona w częściach trylogii, więc tutaj mamy po prostu pełną wersję. Czyta się ją naprawdę dobrze. Autorka sięgnęła po odrobinę inny sposób pisania, który nadaje baśniowego klimatu, co sprawia, że pochłania się je w mgnieniu oka.

Ostatnie opowiadanie spodobało mi się najbardziej. Dżin i uciekinierka zawiera humor; wydaje mi się również, że mimo wszystko jest lżejsze niż poprzednie. Na pewno je czytało się najprzyjemniej!

Jeśli ktoś lubi świat stworzony przez Alwyn równie bardzo jak ja, sięgnięcie po Opowieści z piasku i morza będzie dobrym dopełnieniem historii, choć równie dobrze może służyć jako wprowadzenie - nie ma to większego znaczenia. Świetnym dodatkiem jest także wywiad z autorką. Wydaje się, że to nic specjalnego, wywiad jak każdy inny, jednak znajduje się tam dużo motywacji, zwłaszcza dla osób, które w przyszłości chciałby wydać swoją własną powieść. Zbiór nowelek do pochłonięcia w jeden wieczór, powrót choć na chwilę do Miraji w towarzystwie ulubionych bohaterów.


7/10


"(...) miała wrażenie, że śni o czasach, gdy mężczyźni byli bohaterami, a kobiety tkały magię z powietrza, natomiast niegodziwi, niesprawiedliwi i nikczemni byli zabijani przez siły silniejsze od ludzi. Gdzie książęta jeździli na chmurach w miejsca, o których nikt nie słyszał, a dzieci tańczyły z duchami, kiedy nikt nie patrzył."


Seria pustynna
Opowieści z piasku i morza (0.5) | Buntowniczka z pustyni | Zdrajca tronu | Duchy rebelii


premiera: 14 listopada


Za możliwość poznania nowych opowieści szeptanych przez piasek i morze dziękuję
wydawnictwu We Need YA!

wtorek, 1 maja 2018

Marissa Meyer - Scarlet

Sięgasz po jedną z ostatnich skrzynek, wypełnionych po brzegi dużymi czerwonymi pomidorami. Odwracasz się od statku, od razu kierując się w stronę zaplecza karczmy, gdzie od dobrych kilku minut zanosisz warzywa ze swojej farmy. Jedna z kelnerek z uśmiechem przytrzymuje Ci drzwi, a Ty kiwasz z wdzięcznością głową. Gdy w końcu ostatnia drewniana skrzynka ląduje na ziemi, odnajdujesz właściciela. Odbiera Twój ekranet, potwierdzając odbiór i przelewając pieniądze za zlecenie. Wymuszasz uśmiech, następie przecierając odrobinę wilgotne czoło. Ruszasz w stronę swojego statku, gotowy ruszyć z powrotem na farmę.

Cinder - bohaterka pierwszego tomu Sagi Księżycowej powraca i kolejny raz wpada w wielkie kłopoty. Tymczasem po drugiej stronie świata znika babcia Scarlet Benoit. Szybko okazuje się, że Scarlet nie wie o niej wielu rzeczy. Nie wie także o śmiertelnym niebezpieczeństwie, w jakim przeżyła całe swoje życie. A kiedy spotyka Wilka, pięściarza, który może posiadać informacje o miejscu pobytu jej babci, wzbrania się przez zaufaniem mu. Coś ją do niego jednak przyciąga. A jego do niej.  Kiedy Scarlet i Wilk wyjaśniają jedną tajemnicę, natychmiast napotykają na następną, a to prowadzi ich do Cinder. Teraz razem muszą stale być o krok przed Levaną, mściwą królową Księżycowych. 

Trochę czasu minęło odkąd przeczytałam pierwszy tom Sagi Księżycowej, czyli "Cinder". Z niecierpliwością czekałam jednak, co przyniesie Scarlet. Powrót do świata wykreowanego przez Meyer był świetną przygodą, chociaż spodziewałam się odrobinę więcej.

Bardzo ciekawym zabiegiem jest przedstawienie historii z dwóch głównych perspektyw - Cinder oraz Scarlet. Pojawiają się także rozdziały opowiadane przez księcia Kaia, którego brakowało mi w głównej akcji. Dzięki temu jednak autorka prowadzi kilka wątków jednocześnie, a co ciekawe, co jakiś czas przecinają się wzajemnie. Choć dzieje się dużo, jest to zdecydowanie plus całej powieści.

Nową bohaterką w uniwersum Sagi jest tytułowa Scarlet Benoit. Choć na początku darzyłam ją sympatią, im dalej, tym bardziej stawała się irytująca. Przez całą książkę skupia się na dwóch rzeczach - swojej babci oraz tajemniczym Wilku, którego sama niezbyt wie, jak traktować. Po pewnym czasie najzwyczajniej robi się to dość monotonne. Za to postać Wilka jest dość ciekawie wykreowana - niekoniecznie pozytywna, od momentu poznania go coś nie pozwala w pełni go polubić. Nie ukrywam, że to co się zadziało, było dla mnie nie małym zaskoczeniem! Nie zapomnijmy także o kadecie Thorne, który woli być nazywany kapitanem i uwielbia sarkazm. Ma w sobie coś, przez co ze zniecierpliwieniem czekamy na każde kolejne pojawienie.

Scarlet a dokładniej bohaterka o tym imieniu, ma o wiele mroczniejszą historię od Cinder. Jest o wiele bardziej przesiąknięta przemocą, tajemnicą i nagłymi zwrotami akcji. Choć pojawiły się pewne wady i powieść nie była tak dobra, jak swoja poprzedniczka, uważam ją za dobrą kontynuację. Głównym wątkiem jest jednak zdecydowanie Cinder, więc jestem ciekawa, w jakim kierunku to się rozwinie.



7/10



"Nie dziękuj mi za mówienie ci prawdy, kiedy kłamstwo byłoby dla ciebie zbawieniem."



Saga Księżycowa
Glitches (0.5) | The Little Android (0.6) | Cinder  | The Queen's Army (1.5) | Scarlet | Cress | Fairest (3.5) | Winter | Stars Above (4.5)


Za możliwość ruszenia na poszukiwania madame Benoit dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc!




poniedziałek, 18 września 2017

Cassandra Clare - Miasto zagubionych dusz

Jace stał się sługą zła, związanym na wieczność z Sebastianem. Tylko mała grupka Nocnych Łowców wierzy, że można go ratować. Żeby to zrobić, muszą zbuntować się przeciwko Clave. I muszą działać bez Clary. Bo Clary rozgrywa niebezpieczną grę zupełnie sama. Ceną przegranej jest nie tylko jej własne życie, ale również dusza Jace’a. Clary jest gotowa zrobić dla niego wszystko, ale czy nadal może mu ufać? I czy on jest naprawdę stracony? Jaka cena jest zbyt wysoka, nawet za miłość?

Dary Anioła są naprawdę świetną serią. Jednak po sięgnięciu po piątą, przedostatnią część, coraz bardziej dostrzegam brak pomysłów Cassie. Nie myślcie, że ta recenzja będzie negatywna, wręcz przeciwnie, ale nie zmienia to faktu, że Clare nie zrobiła zbyt dobrze. Czwarty tom był fajny, jednak wymuszony. Miasto zagubionych dusz pod tym względem było lepsze. Przebrnięcie przez wszystkie strony zajęło malutko czasu, a i wciągnęłam się w wydarzenia. Brakowało mi tylko głębszego pomysłu.

Miasto zagubionych dusz krąży wokół jednej rzeczy - złego Jace'a. Wszyscy stają na głowie aby coś zrobić, inni są w stanie poświęcić wiele, żeby nie robić nic. I tak prawie cały czas. Są oczywiście też inne wątki, jednak autorka nie dała im zbyt wiele czasu. W sumie to jedyne co mnie irytowało. No może jeszcze to, iż mam wrażenie, że książka mogłaby być krótsza o mniej-więcej 100 stron, a zawierałaby to samo.

Wcześniej miałam dość neutralne nastawienie do Clary. Tym razem udało jej się nie raz mnie zdenerwować. Jest to dziewczyna bardzo porywcza, nie zastanawia się nad tym co robi, a kiedy ma szansę - nie korzysta z niej. Na jej miejscu pewnie zachowałabym się w miarę podobnie, jednak takich rzeczy nie robi się bez żadnego głębszego pomysłu. Przez całą książkę miałam wrażenie, że autorka stara się zrobić naprawdę wiele, by czytelnicy polubili Sebastiana/Johnatana. W moim przypadku niekoniecznie się udało.

Miasto zagubionych dusz  jest dobrą, trochę nieprzemyślaną książką. Mimo niewielu możliwości, akcji było nawet sporo. Liczę na to, że było to tylko przygotowanie do Grande Finale i Clare naprawdę mnie zaskoczy. 



7/10




""Nie" to magiczne słowo. Oto jak działa. Ty mówisz: "Simon, mam szalony, samobójczy plan. Chciałbyś mi pomóc w jego przeprowadzeniu?". A ja na to: "Nie"."



Dary Anioła

sobota, 9 września 2017

Veronica Roth - Naznaczeni śmiercią

Cyra jest narzędziem w rękach brata - okrutnego tyrana rządzącego ludem Shotet. Dziewczyna samym dotykiem może sprawić każdemu niewyobrażalny ból, a nawet doprowadzić go do śmierci. Ale Cyra jest kimś więcej niż tylko narzędziem - to szybka, zwinna wojowniczka, a co najważniejsze, jest mądrzejsza niż wydaje się jej bratu. Akos pochodzi z miłującego pokój narodu Thuvhe, jego oddanie wobec rodziny nie zna granic. Niespodziewanie on i jego starszy brat zostają porwani przez wrogich żołnierzy Shotet. Kiedy Akos wchodzi do świata Cyry, wszystko ich dzieli i wydaje się, że wrogość pomiędzy ich krajami oraz rodzinami stwarza barierę  nie do pokonania. Stopniowo jednak oboje nabierają do siebie zaufania i stają się dla siebie coraz ważniejsi. Czy zdołają uwolnić się od narzuconych im ról, czy poddadzą się swemu przeznaczeniu?

Veronica Roth znana jest z trylogii "Niezgodna" która z części na część była coraz słabsza. Po pewnym czasie przerwy postanowiła stworzyć coś nowego - w ten sposób powstali Naznaczeni śmiercią. Długo czekałam na ten tytuł, liczyłam na porządną fantastykę, którą coraz trudniej spotkać. I faktycznie, tą książkę czyta się bardzo szybko pomimo tego, że jest całkiem spora. Jedyne co bardzo rzuca się w oczy, to widoczna inspiracja "Dotykiem Julii"...

Autorka na naszych oczach tworzy zupełnie nowy wszechświat - tak, jest nie tylko jedna nowa planeta, a dziewięć zastępujące znany nam świat. Widać, że przyłożyła się do tego, każdą z planet coś odróżnia, z czasem poznajmy coraz więcej historii. Nie popisała się jednak tworząc nazwy. Oryginalność oryginalnością, ale jeśli niektóre imiona i światy wyglądają, jak przypadkowe litery na klawiaturze, to coś tu nie gra. Mi osobiście to trochę przeszkadzało, bo najzwyczajniej nie potrafiłam wymówić tych słów, a to z kolei przeszkadzało mi w całościowym skupieniu się na lekturze.

Cyra, główna bohaterka, została wychowana w otoczeniu pełnym przemocy, dodatkowo sama ją powodując dzięki swojemu „darowi” Nurtu. Akos wywodzi się za to z ludu miłującego spokój. Po porwaniu jego oraz jego brata w niewolę, postanawia, że zrobi wszystko, aby ich uratować. Zupełnie różne światy, jednak po złapaniu nici kontaktu, zaczynają się zmieniać – właśnie ten proces jest jednym z ciekawszych. Oprócz nich pojawiło się multum innych postaci. W momencie czytania książki nie było to aż tak dużą przeszkodą, jednak teraz trudno byłoby mi wymienić więcej niż cztery osoby.

Podsumowując. Naznaczeni śmiercią są powieścią z potencjałem, trochę zmarnowanym, ale nadal wierzę, że w kontynuacji Roth pokaże, że sama także potrafi wymyślić coś oryginalnego. Krótko mówiąc jest to wciągająca fantastyka, pozwalająca na chwilę całkowicie odciąć się od realnego świata. Polecam szczególnie osobom, które lubią historie dziejące się w kosmosie, pełne akcji, tajemnic, spisków i wszystkiego co się z tym wiąże.




7/10




"To chyba podpada pod hulyetahak - odparł z westchnieniem. - Szkołę głupoty."



Carve the Mark


Za możliwość odwiedzenia Shotet dziękuję wydawnictwu Jaguar oraz portalowi Duże Ka!

czwartek, 24 sierpnia 2017

Alwyn Hamilton - Buntowniczka z pustyni

Bezkresne piaski pustyni przemierzają tajemnicze bestie, w których żyłach płynie czysty ogień. Krążą pogłoski, że istnieją jeszcze takie miejsca, w których Dżiny wciąż parają się czarami. Lud Miraji coraz mocniej występuje przeciwko tyranii Sułtana. Każda noc pośród wydm pełna jest niebezpieczeństw i magii. Jednak osada Dustwalk nie jest ani magiczna, ani mistyczna – to zabita deskami dziura, którą nastoletnia Amani pragnie opuścić przy najbliższej okazji. Dziewczyna wierzy, że dzięki talentowi w posługiwaniu się bronią, uda jej się uciec spod opieki despotycznego wuja. Podczas zawodów strzeleckich poznaje Jina – tajemniczego i przystojnego cudzoziemca, który może jej pomóc w realizacji planów. Amani nie przepuszcza jednak, że jedna, ryzykowana decyzja, sprawi, że będzie musiała uciekać przed armią Sułtana, ramię w ramię ze zbiegiem oskarżonym o zdradę stanu.

Powtórzę słowa Sylwii z My Books My Life - ta książka mnie zabiła. W każdy możliwy sposób. Podczas czytania jej, otrzymałam pytanie, czy wszystko jest ze mną okej i co się stało. Wydaje mi się, że właśnie to jest wyznacznikiem poziomu Buntowniczki z pustyni. Oczywiście nie moje reakcje, ale to, że czytelnik do tego stopnia wciąga się w historię Amani, iż nie potrafi skupić się na niczym innym.

Alwyn Hamilton stworzyła własną historię, inspirując się Bliskim Wschodem oraz "Baśniami tysiąca i jednej nocy". Powstał nowy kraj, legendy, mity. Dla nas, Polaków, dzięki osadzeniu historii w tym miejscu, powieść staje się o wiele ciekawsza, ponieważ czytamy o rzeczach, z którymi nie spotykamy się na co dzień. Na początku sprawiało mi to mały problem, ale szybko się przyzwyczaiłam. Autorka pisze w bardzo przyjemny i obrazowy sposób. Dosłownie, podczas czytania, przed oczami miałam sceny z książki. I choć jest tu powielony dobrze znany motyw podróży, Buntowniczka z pustyni choćby przez chwilę nie jest nudna.

Bohaterowie są ciekawie, a także porządnie wykreowani. Od samego początku czułam pewien związek z Amani. Towarzyszył mi on do końca lektury. Jest to silna dziewczyna która przede wszystkim pragnie wydostać się z Dustwalk gdzie nic nie znaczy przez to, że jest kobietą. Męski bohater także skradł mi serce w chwili, gdy pierwszy raz się pojawił. Jin, mój drogi, oficjalnie zostałeś moim nowym chłopakiem. Jedynym, malutkim minusem jest mnóstwo postaci do spamiętania. 

Buntowniczka z pustyni jest wyśmienitą pozycją dla każdego, kto uwielbia magię. Tu pojawia się ona na każdym kroku, dodatkowo, w postaci nie tak oczywistej. Alwyn sprytnie manipuluje czytelnikiem, zwodząc go za nos, kiedy tak naprawdę rozwiązanie jest tuż przed nim. Nie zabrakło tajemniczości która nie raz zaskakuje i to tak porządnie. Książka po przeczytaniu od razu trafiła na półkę "ulubione", a to nie zdarza się często. Historia Amani i Jina po prostu ma w sobie "to coś".





9/10




"Czy nigdy nie chciałeś czegoś tak bardzo, że stało się czymś więcej niż tylko zachcianką? Pragnę wydostać się z tego miasta. Pragnę tego tak, jak pragnę oddychać."



Buntowniczka z pustyni
Buntowniczka z pustyni | Zdrajca tronu | Hero at the Fall




środa, 2 sierpnia 2017

Przedpremierowo: Mary E. Pearson - Fałszywy pocałunek

Księżniczka Lia jest pierwszą córką domu Morrighan, królestwa przesiąkniętego tradycją, poczuciem obowiązku i opowieściami o minionym świecie. W dniu swojego ślubu ucieka, uchylając się od obowiązków - pragnie wyjść za mąż z miłości, a nie w celu zapewnienia sojuszu politycznego. Ścigana przez licznych łowców, znajduje schronienie w odległej wsi, gdzie rozpoczyna nowe życie. Gdy do wioski przybywa dwóch przystojnych nieznajomych, w Lii rozbudza się nadzieja. Nie wie, że jeden z nich jest odtrąconym księciem, a drugi to zabójca, który ma za zadanie ją zamordować. Wszędzie czai się podstęp. Lia jest bliska odkrycia niebezpiecznych tajemnic.


O powieści spod pióra Mary E. Pearson słyszałam nie raz, zwłaszcza za granicą. Gdy dowiedziałam się, że powieść ta wyjdzie u nas, nie wahałam się ani chwili. Fałszywy pocałunek okazał się ciekawy, tajemniczy i wciągający. Autorka wykreowała nowy świat, historię, zupełnie mieszając czytelnikom w głowach. Ale żeby nie było zbyt kolorowo, znalazły się też małe minusy.

Zacznijmy od zabiegu, który pewnej części czytelników mógł przypaść do gustu. Chodzi tu o trik bardzo często stosowany w filmach - scena pierwsza się urywa, a wyjaśnienie tego co działo się dalej, pojawia się w scenie drugiej, trzeciej bądź gdzieś dużo później (jak na przykład po połowie książki). Mi osobiście niezbyt się to spodobało, bo siało niepotrzebny zamęt. Lubię tajemnice, ale taka niewiedza okazuje się po prostu zbędna. Dodatkowo, autorka opowiada całą historię z perspektywy trzech osób - księżniczki, zabójcy i księcia. Na niektórych wydarzeniach skupiała się jednak bardziej, pokazując ją z punktu widzenia dwóch bohaterów nie jako kontynuację, a ponowne przedstawienie. 

Pomijając te dwie wady, Mary E. Pearson pisze w przyjemny sposób, stylizując się trochę na język średniowiecza. Nie jest to jednak przeszkodą, a miłym dodatkiem. Akcja od pewnego momentu pędzi przed siebie nie raz zaskakując czytelnika. Dodatkowo autorce udaje się opisywać miejsca wydarzeń w krótki lecz treściwy sposób, dzięki czemu bardzo łatwo wyobrazić sobie to, co widzą bohaterowie.

Czas na postacie. Najbardziej mi się spodobało, jaką widać zmianę w nastawieniu Lii. W sensie, nadal jest tak samo uparta i pewna siebie, jednak zmieniają się jej priorytety, przez co staje się odważniejsza, przy okazji poznając prawdziwą siebie. Niby taki motyw często się pojawia, jednak tu został on ciekawie przedstawiony oraz podkreślony. Teraz jest krótka chwila w której możecie się zaśmiać z mojej głupoty - przez całą powieść zamieniałam rolę księcia i zabójcy. Warto więc zapisać, zapamiętać i się nie mylić. Skoro już to sobie wyjaśniliśmy to dodam tylko, iż jednego z nich polubiłam o wiele bardziej i nie chodzi tu o "czarny charakter". Na koniec - autorka niepotrzebnie wprowadziła w Fałszywy pocałunek trójkąt miłosny, bo bez niego byłoby o niebo lepiej.

Mimo małych wad, Fałszywy pocałunek jest bardzo dobrą książką. Wciągającą, tajemniczą, z własną, odrobinę skomplikowaną historią. Trudno było się rozstać z bohaterami i to jeszcze w takim momencie! Z niecierpliwością czekam na kontynuację i liczę na to, że okaże się tak dobra, jak myślę.




7/10




"Nawet my jesteśmy winni temu, że nienależycie opiekujemy się darami, a dary, które nie są karmione, więdną i umierają."




Kroniki Ocalałych
Morrighan (0.5) | Fałszywy pocałunek | The Heart of Betrayal | The Beauty of Darkness



PREMIERA 3 SIERPNIA!


Za możliwość ucieczki z Lią dziękuję wydawnictwu Initium!

czwartek, 20 lipca 2017

Victoria Aveyard - Czerwona królowa

Społeczeństwo dzieli się na dwie grupy - Srebrnych, potężnych, szanowanych, pełnych mocy oraz Czerwonych, słabych, służących, wojskowych, nijakich. Mare Barrow jest Czerwoną, wychowaną w towarzystwie uzdolnionej siostry i braci, którzy trafili do wojska. Ją samą niedługo ma czekać taki los. Niby przez przypadek trafia do letniej rezydencji rodziny królewskiej by pracować jako służka. Dopiero tam dowiaduje się jaka jest prawda. Choć w jej żyłach płynie czerwona krew, zdolności wskazują na coś zupełnie innego.

Czerwona królowa jest specyficzną pozycją - albo się ją kocha, albo nienawidzi. Mi do miłości jeszcze trochę brakuje, ale stoję po pozytywnej stronie. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest to oklepana historia. Wiecie, zwykła dziewczyna która okazuje się niezwykła i tak dalej. Jednak Aveyard stworzyła całkiem nowy świat, historię. Od razu widać, że włożyła w to mnóstwo serca i pracy. I to wyróżnia Czerwoną królową.

Sposób w jaki pisze autorka jest średni, przynajmniej na początku bardzo się męczyłam. Im dalej tym lepiej, jednak lektura zajęła mi o wiele więcej niż się spodziewałam, bo historia naprawdę wciąga. Na dłuższą metę można jednak przywyknąć. Nie zabrakło zagadek i tajemnic, a pod koniec sama nie wiedziałam komu ufać. Niby znamy myśli Mare, jednak udaje się jej zaskoczyć Czytelnika. W Czerwonej królowej nic nie jest pewne.

Postacie są całkowitym zaskoczeniem. Co prawa jest ich od groma, ale bez większego problemu udało mi się spamiętać kto kim jest. Mare jest świetną bohaterką, wyrazistą, odważną, pewną swojego. Nie ukrywam, że troszkę mi zajęło zanim ją polubiłam bo cóż, jest nieprzewidywalna. Bracia Calore, Cal i Maven, moja miłość i złamane serce. Po skończeniu naprawdę nie wiem, czy któregoś z nich lubię. Podczas czytania na przemian ich nienawidziłam i kochałam i w sumie nie jestem pewna na czym stanęło. Mają miejsce w moim sercu, ale to nie musi oznaczać niczego więcej, prawda?

Victoria Aveyard stworzyła świetną powieść którą czyta się z zapartym tchem. Bohaterowie są żywi, z kartki na kartkę poznajemy ich coraz lepiej, znajdując słabe punkty i przywiązując się do nich jak do najbliższych przyjaciół. Akcja jest wartka, pełna zwrotów akcji oraz zaskoczeń. Nie można spokojnie wysiedzieć, wstrzymując się od głośnych komentarzy. Liczę na to, że kontynuacja jeszcze bardziej powali mnie na kolana!




7/10




"Ten świat jest Srebrny, ale też szary. Nie czarno-biały."


Czerwona królowa
Czerwona królowa | Szklany miecz | Królewska klatka


Za możliwość udania się do Norty dziękuję wydawnictwu Moondrive!

niedziela, 9 lipca 2017

Darynda Jones - Pierwszy grób po prawej

Charley Davidson, prywatna detektyw i kostucha, widzi nieżywych ludzi. Jej zadaniem jako kostuchy jest przekonać ich, by "szli w stronę światła". Niekiedy jednak osoby te nie umarły śmiercią naturalną, bo przykładowo zostały zamordowane. Wówczas często chcą, by Charley doprowadziła ich zabójców przed oblicze sprawiedliwości. Wszystko dodatkowo komplikuje fakt, że Charley stara się poznać tożsamość nieznajomego, który odwiedza ją w snach.

Zacznijmy może od tego, że nie jestem pewna co w zasadzie myślę o tej książce. Była ciekawa, pomysł, choć niezbyt oryginalny, zrealizowany w fajny sposób. Jednak nie zmienia to faktu, że niezbyt polubiłam główną bohaterkę. Charley irytowała mnie pod wieloma względami, głównie dlatego, że mimo swojego wieku zachowywała się jak dziecko, jej żarty były słabe, a nazywanie wujka "Bubkiem" żenujące.

Darynda Jones pisze przyjemnym językiem, akcja się nie wlecze, a i wątek z tajemniczym nieznajomym w pewnym momencie stał się zaskakujący. Niestety "suchary" nagminnie prześladujące czytelnika zepsuły atmosferę. Miały raczej uprzyjemnić lekturę, jednak w moim wypadku niekoniecznie to się udało. I waham się co do nazwania Pierwszego grobu po prawej literaturą młodzieżową, gdyż autorka wplotła niejedną pikantną scenę. Zobaczymy, co przyniesie kontynuacja. Mam nadzieję, że nie okaże się słabsza.



6/10



"Czyste sumienie to na ogół symptom kiepskiej pamięci."



Charley Davidson
Pierwszy grób po prawej | Drugi grób po lewej | Trzeci grób na wprost | Fourth Grave Beneath My Feet | Fifth Grave Past the Light | Sixth Grave on the Edge | Seventh Grave and No Body | Eighth Grave After Dark | Brighter Than the Sun (8.5) | The Dirt on Ninth Grave | The Curse of Tenth Grave | Eleventh Grave in Moonlight | The Trouble with Twelfth Grave | ???


Za możliwość rozwiązania morderstwa trzech prawników dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc!

piątek, 21 kwietnia 2017

Patrica Briggs - Zew księżyca

Wilkołaki mogą być niebezpieczne, gdy wejdziesz im w drogę. Wystarczy jednak zachować ostrożność, a-raczej- nie zrobią Ci krzywdy. Bez trudu ukrywają swoją naturę przed ludźmi. Na pierwszy rzut oka Mercedes Thompson żyje w zwyczajnym, amerykańskim miasteczku. Może wykonuje niezbyt popularny wśród kobiet zawód - jest mechanikiem samochodowym, jednak to jeszcze nic wyjątkowego. Ale nie daj się zwieść pozorom. Tu nic nie jest zwyczajne. Mercy jest zmiennokształtną, jej sąsiad jest wilkołakiem, a samochód, który właśnie naprawia należy do wampira. A to dopiero początek naprawdę niesamowitej historii...
Wraz z wyjściem wznowienia serii o Mercedes Thompson, stwierdziłam, że warto przekonać się na własnej skórze, czym się wszyscy zachwycają. Zew księżyca już przeczytałam i dołączyłam do grona wielbicieli niesamowitej zmiennokształtnej. Ostatnio miałam trudny czas w czytaniu, nie potrafiłam się wciągnąć, niespecjalnie interesowało mnie to, co się dzieje. Briggs jednak udało się to zmienić.
Nie było chwili, kiedy moich myśli nie zaprzątał Zew księżyca, ciągle zastanawiałam się co będzie dalej. Autorka pisze w bardzo przyjemny sposób, dzięki czemu czytelnik od razu "zatapia" się w świat powieści, przeżywając wydarzenia na równi z bohaterami. A może nawet bardziej. Fabuła jest świetna - to jedna z tych powieści, gdzie różne watki ciągle się przeplatają, ciągle coś się dzieje, nie ma ani chwili wytchnienia. Nie zabrakło także tajemnic oraz rzeczy fantastycznych. Patricia powoli wprowadza nas w stworzony przez siebie świat, na każdym kroku zdradzając coś nowego.
Postacie są wyśmienicie wykreowane - od razu widać, że autorka włożyła w to mnóstwo pracy. Każdy ma jakąś historię, niektóre przecinają się z innymi. Nie ma bohatera, który czymś się nie wyróżnia. Dzięki temu Mercy, Adam, Samuel - wszyscy wydają się bardzo realni. Bardzo związałam się z główną bohaterką, panną Thompson, mimo tego, że jest zupełnie inna - odważna, honorowa. Choć czasem jej myśli były nieźle poplątane, to zawsze wiedziała, jak należy postąpić, skupiała się na innych, nie na sobie. Jest tu wiele osób które polubiłam - chociażby Adama - ale obawiam się, że nieświadomie mogę napisać za dużo i coś wam zdradzić, a najlepsze jest odkrywanie bohaterów samemu.
Zew księżyca jest jedną z lepszych książek jakie czytałam. Nie mogę się doczekać aż sięgnę po kontynuację. Żałuję, że dopiero teraz poznaję dzieła Briggs. Jeśli lubicie mroczny i tajemniczy świat wilkołaków, to zdecydowanie pozycja dla was. Chociaż są tu nie tylko Dzieci Księżyca, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Po skończeniu nadal czuję niedosyt. Powieść ta jest naprawdę dopracowana, wciągająca, zupełnie nie da się oderwać!



8/10



"Łatwiej jest żyć, niż umieraćm moja Mercy. (...) Tańcz, kiedy śpiewa księżyc, i nie płacz z powodu kłopotów, które jeszcze nie nadeszły."


Mercedes Thompson
Zew księżyca | Więzy krwi | Pocałunek żelaza | Znak kości | Zrodzony ze srebra | Piętno rzeki | Żar mrozu | Night Broken | Fire Touched | Silence Fallen


Za możliwość dołączenia do Stada Dorzecza Kolumbii dziękuję wydawnictwu Fabryka słów!

wtorek, 17 stycznia 2017

Susan Dennard - Prawdodziejka

Safi jest jedyną w Czaroziemiach prawdodziejką, zdolną zdemaskować każde kłamstwo. Swój dar trzyma w sekrecie, inaczej zostanie wykorzystana w konflikcie między imperiami. Z kolei prawdziwe moce Iseult są tajemnicą nawet dla niej samej. I lepiej, żeby tak zostało. Safi i Iseult pragną jedynie wolności. Niebezpieczeństwo czai się tuż za rogiem. Zbliżają się niespokojne czasy, wojna wisi w powietrzu i nawet sojusznicy nie grają fair. Przyjaciółki będą walczyć z władcami i ich najemnikami. Niektórzy posuną się do ostateczności, by dopaść prawdodziejkę.

O Prawdodziejce było głośno wszędzie. Na zagranicznym Book Tubie. Gdzie się nie obejrzałam tam pisano o niej. Była też na prawie wszystkich polskich blogach i kanałach, bardzo wychwalana. Niesamowicie się na nią cieszyłam. Więc kiedy do mnie przyszła, od razu wzięłam się za czytanie, które szło mi dość opornie. I to nie tylko na początku, ale prawie przez większość książki. Ciekawa, oryginalna, ale czy naprawdę tak dobra jak mówi większość osób?

Muszę przyznać, że pomysł jest naprawdę inny i wciągający. Susan stworzyła cały świat od podstaw. Świat, który ma swoją historię sięgającą dużo wstecz. Świat, który tworzy spójną całość z historią dwóch przyjaciółek. Najbardziej spodobał mi się wątek więziosiostry, więziorodziny i sercowięzi. Nie jestem pewna dlaczego. Wydaje mi się, że właśnie to nadało Prawdodziejce inny wydźwięk. Pokazało, że oprócz akcji i walki znajdzie się tu miejsce na takie wartości jak miłość i przyjaźń.

Bohaterowie są dobrze wykreowani. Było ich od groma i jeszcze trochę, przez co zdarzało mi się gubić, a teraz, kilka dni po jej przeczytaniu trudno mi powiedzieć kto jest kim. No i tak jak Iseult okazała się całkiem fajna, tak Safi nie mogłam przeboleć. Niesamowicie mnie denerwowała, ciągle zachowywała się jak księżniczka, a potem nagle jej to mijało. Podobnie było z Merikiem. Irytujący, nagle stawał się dobroduszny i sympatyczny, lecz mojego serca  i tak sobie nie zaskarbił.

Susan Dennard pisze w fajny, chociaż ciężki sposób. Trudno mi się ją czytało, mimo tego, że była całkiem niezła. Kilkanaście ostatnich stron jest wyśmienitych i jest to niestety jeden z niewielu momentów w których naprawdę udało mi się wciągnąć. Niby ciągle coś się dzieje, ale jednak jest to dość monotonne i raczej łatwo przewidzieć co będzie następne. Plusem jest to, że historia jest opowiadana z różnych punktów widzenia, co pozwala zobaczyć to czytelnikowi od każdej ze stron.

Prawdodziejka na pewno jest oryginalna i ciekawa, chociaż nie do końca się tego spodziewałam. Trochę się męczyłam z przebrnięciem przez nią, jednak jest ciekawa i warta uwagi, o ile ktoś lubi fantastykę. Jeśli nie, nie obiecuję, że to przypadnie wam do gustu. Jest to jedna z tych powieści, które czyta się mając umysł otwarty na zupełnie nowe… doświadczenia. Świat, historię, postaci. Niewiele brakuje Susan Dennard do czegoś naprawdę niesamowitego.





6/10



„Bądź jak kwiat, jak kwiat na tafli jeziora.”



Czaroziemie

Prawdodziejka | Wiatrodziej | Bloodwitch | ???



Za możliwość poznania więziosióstr dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non!

poniedziałek, 18 lipca 2016

Anna Gręda - Ogar Boga. Popiół i piach

                Siedzisz na ganku popijając kawę. Słońce już dawno zaszło, a na dworze zaczyna się robić coraz chłodniej. Naciągasz na siebie koc. Siedzisz tak jeszcze przez chwilę, ale kiedy zaczyna padać śnieg, od razu czmychasz do domu. Przeczesujesz dłonią włosy, siadając na kanapie. W kominku płonie ogień. Nagle twój telefon zaczyna dzwonić. Kiedy przestaje, na wyświetlaczu widzisz nową wiadomość. Czujesz, że to nie będzie nic dobrego. Sięgasz po niego, a ciarki przebiegają cię po plecach. Tym razem także się nie myliłaś. Znaleziono kolejne zwłoki. Przebierasz się w mgnieniu oka, chowając do kieszeni nóż. Wybiegasz na dwór. Tym razem chłód nie robi na tobie żadnego wrażenia.

                Kira Santiago jest żywym dowodem na to, że cięty język, seksapil i umiejętność posługiwania się naostrzoną stalą to istotnie zabójcza mieszanka. Łowczyni, tajemnicza hybryda i wyjątkowo niebezpieczna zabójczyni stanowi najsilniejsze ogniwo w łańcuchu pokarmowym wśród istot nadnaturalnych i ludzi. Kiedy w mieście pojawiają się kłopoty z nowonarodzonymi wampirami, urządzającymi sobie bufet na ulicach, polując na niewinnych ludzi, Kira zwołuje swoich dawnych towarzyszy broni, by urządzić polowanie na wampira, który puszcza swoich nowo przemienionych pobratymców samopas. Łowczyni nie wie jednak, że w pobliżu czai się ktoś silniejszy i groźniejszy od niej, który nie ma zamiaru stać z boku i biernie czekać na dalszy ciąg wydarzeń.

                Odkąd zaczęłam czytać inne książki niż bajki, pełne wróżek i puszystych misiów, uwielbiałam fantastykę w której pojawiały się wampiry, wilkołaki, faerie. Nic więc dziwnego, że z chęcią sięgnęłam po najnowszą książkę Anny Grędy, dodatkowo obejmując ją patronatem. Na początku trochę się obawiałam, w końcu jest naprawdę mało powieści polskich autorów które polubiłam. Powiedzmy sobie prawdę – pierwszy rozdział to pomyłka i uważam, że nie powinien się tam znaleźć. Historia Kiry jest bardzo dobrze wyjaśniona później, więc męczące wprowadzenie (przy którym większość osób się poddaje) jest niepotrzebne. Podczas następnego rozdziału autorka już zdobyła moje serce.

                Język jakim posługuje się Anna Gręda jest przyjemny, jednak niekoniecznie lekki. Czas czytania Popiołu i piachu na początku zrzuciłam ja wydanie – biały papier jest grubszy, przez co książka robi się ciężka i źle trzyma się ją w ręce. W połowie zdałam sobie sprawę, że jestem w stanie przeczytać kilka stron, a moje oczy już się zamykają. Pod koniec to się jednak zmieniło, widać, że autorce pisało się o wiele łatwiej. Sama historia jednak jest ciekawa i wciągająca. Niekiedy nic się nie dzieje, ale przecież wiadomo, że za dużo to niezdrowo. Pełno tajemnic dodaje tylko smaczku.

                Bohaterowie są barwni i ciekawie wykreowani, chociaż ich opisy były przydługie i niepotrzebne. W końcu postacie poznajemy z czasem. Kira Santiago już od pierwszych stron przypadła mi do gustu.  Jej cięty język sprawia, że staje się idealną towarzyszką podróży. Nie raz się z nią śmiałam, mimo tego, że wydaje się raczej poważnie traktującą wszystko kobietą. Także poboczne postacie mi się spodobały, chociaż znalazły się także i te denerwujące. Jednak uważam, że na tym polu autorka zdecydowanie się popisała!

Książka pod patronatem Boook Reviews
                Podsumowując. Uważam, że Popiół piach jest bardzo ciekawym wstępem do trylogii i spodoba się fanom fantastyki. Jak wiecie, nie przepadam za polskimi autorami, ale Anna Gręda  poradziła sobie bardzo dobrze, tworząc ciekawą, a przede wszystkim wciągającą opowieść. Wydaje się być z gatunku typowej fantastyki, jednak na każdym kroku coś nas zaskakuje. Dlatego lubię ten gatunek – to właśnie w nim najczęściej można znaleźć miłe zaskoczenia. Popiół i piach jest jednym z nich. Jeśli szukacie czegoś nowego, to naprawdę polecam wam tę powieść. Mam nadzieję, że kontynuacja będzie jeszcze lepsza.





7/10





„Nazywam się Kira Santiago i nie jestem sługą ani Boga, ani Diabła.”



Ogar Boga
Popiół i piach | Teoria Hybrydy | ???


Za możliwość poznania Kiry serdecznie dziękuję autorce!

środa, 13 kwietnia 2016

Premierowo: Jenny Martin - Wyścig

                Bierzesz głęboki oddech. Oczywiście, że się denerwujesz. Zresztą jak przed każdym wyścigiem. Gdy dostajesz znak od twojego nawigatora, podchodzisz do swojego czarnego samochodu. Jesteś z niego niesamowicie zadowolony, uważasz, że jest on jednym z lepszych pojazdów w tym rajdzie. Otwierasz drzwi, po czym wsiadasz do środka. Kiedy czujesz znajomy zapach od razu się rozluźniasz, nie czujesz już nerwów, za to dostajesz przypływu odwagi i pewności siebie. Podjeżdżasz do linii startu, a twój nawigator przypomina ci jak wygląda trasa. Kiwasz głową i czekasz. Po chwili flaga nagle się podnosi, a ty ruszasz z piskiem opon.

                Na kontrolowanej przez korporacje planecie Castra uliczne wyścigi samochodowe to nie tylko dochodowa rozrywka, ale i walka o znacznie wyższą, polityczną stawkę. 17-letnia Phoebe van Zant należy do najlepszych kierowców w stawce, nic więc dziwnego, że każdy chciałby ją widzieć w swoim zespole. Dziewczyna musi się dobrze zastanowić nad wyborem, ale decyzji nie ułatwiają jej ani sercowe rozterki, ani świadomość, że każdy nierozważny krok może doprowadzić do kosmicznej wojny. Czy młoda bohaterka poradzi sobie w skorumpowanym świecie międzyplanetarnej polityki?

                Od dłuższego czasu potrzebowałam dobrej młodzieżówki, która będzie przepełniona akcją. Po Wyścig sięgnęłam więc z chęcią, przypominając sobie, że kiedyś czytałam książkę która także opowiadała o wyścigach i mi się podobała. Mimo wszystko podeszłam do tej książki z dystansem, wiedząc, że jest to debiut Jenny Martin. Powiem tak. Początek jest ciekawy, mimo tego gdzieś do połowy, historia niezwykle się wlecze, a Czytelnik nie czuje jakiejś większej przyjemności z jej czytania. W pewnym momencie akcja się rozkręca, cały czas coś się dzieje, nieraz nagle dowiadujemy się o czymś, czego nawet nie podejrzewaliśmy. Całkiem przyjemna lektura, chociaż styl pisania autorki potrzebuje jeszcze trochę pracy.

                Jenny Martin pisze ciekawym językiem, chociaż bardzo prostym. Jednak w Wyścigu jest jedna wyjątkowa rzecz, która jest zarówno plusem jak i minusem. Chodzi tu o wykreowanie własnego świata, a nawet innych planet, ich historii i dużej liczby innych, nowych rzeczy. Jest to bardzo dobrze wypracowane jednak autorka zamieściła tu kilka wyrazów, których znaczenia nie znam i nie dowiedziałam się tego z treści. Uważam, że skoro nie ma tego zamiaru wyjaśniać w tekście, to chociaż powinien się znaleźć krótki przypis od niej, który nam to wytłumaczy, jak to jest w przypadku innych powieści. Zabawnym zwrotem który przykuł moją uwagę, jest używanie słowa „rdza” zamiast „cholera”, co w efekcie stwarza ciekawe, a niekiedy nawet śmieszne zwroty.

                Postaci niestety w większości nie polubiłam. Jest tu bardzo dużo bohaterów więc w pewnym momencie trochę się pogubiłam i najbardziej kojarzyłam tych, którzy pojawiali się co chwilę. Jednak jeśli się nad tym zastanowić, to tak bardziej polubiłam zaledwie dwie postacie – Casha i Jamesa, którzy praktycznie od początku przypadli mi do gustu. Niestety, główna bohaterka mnie zawiodła. Przez całą powieść miałam wrażenie, że jest bardzo egoistyczna i chociaż starała się dbać o innych, zawsze to ona wychodziła na tym najlepiej. No i jej przyjaciel, Bear, którego imię w tekście doprowadzało mnie do białej gorączki. Niby opiekuńczy, jednak tak naprawdę niesamowicie egoistyczny i nie potrafiący zrozumieć, że Phoebe kocha go jak brata, tylko, jak brata. O reszcie bohaterów nie mam jakiegoś szczególnego zdania, po prostu byli tu i tyle.

                Wyścig jest ciekawą powieścią, pełną akcji, tajemnic i emocji. Mimo tego, że główna bohaterka czasami się nad sobą użala w taki sposób jaki robią tylko dziewczyny, wydaje mi się, że ta książka powinna spodobać się także chłopakom, gdyż wątek miłosny jest tu malutki, a w dodatku schodzi na dalszy plan. Akcja gna na łeb, na szyję, wszystko dzieje się tak szybko, że po zakończeniu czuję niedosyt. Jenny Martin użyła trochę słówek związanych z samochodami, lecz mimo tego, że nie do końca je rozumiałam, Wyścig czytało mi się miło. Uważam to za udaną przygodę i nie mogę doczekać się kontynuacji!





7/10





„Mogłam pędzić, ale nie mogłam biec. Mogłam żyć, ale nie oddychać.”



Tracked
Wyścig | Marked



PREMIERA 13 KWIETNIA!




Za możliwość wzięcia udziału w wyścigu dziękuję wydawnictwu Akurat!

sobota, 2 kwietnia 2016

Marie Rutkoski - Pojedynek

Ona, córka generała, Valorianka, z ludu zwycięzców, która cieszy się w swoim świecie wieloma przywilejami i wiedzie pozbawione trosk życie pełne zabaw. On, niewolnik, Herrańczyk. Nie ma nic własnego, poza nieposkromionym duchem. Pozornie nic ich nie łączy – a jednak pochopnie podjęta decyzja wiąże ich węzłem mocniejszym, niż można by przypuszczać. Nie mogą nic poradzić na to, że między nimi rodzi się uczucie. Ale pochodzą z wrogich sobie ludów.  By być razem – muszą zdradzić swoich. A w imię patriotycznej lojalności – muszą zdradzić siebie nawzajem. Zajadłe pojedynki, podstępne salonowe gry, pozornie beztroskie bale, brudne plotki, tajemnice poliszynela i dzika rewolta – to wszystko wkrótce wypełni ich życie. Gdy stawką jest wszystko, wolałbyś zachować głowę czy stracić serce?

Pojedynek chciałam przeczytać jeszcze za nim dowiedziałam się, że ukaże się w Polsce. Wszyscy za granicą zachwycali się tą powieścią, a więc nie mogłam się doczekać na to, aż wreszcie wpadnie w moje ręce. Udało mi się ją przeczytać, kiedy byłam chora, i niestety się zawiodłam. Spodziewałam się  czegoś oryginalnego, co mnie zaskoczy i od czego nie będę się mogła oderwać. Owszem, świat jest przedstawiony bardzo ciekawie i oryginalnie – prezentuje się najlepiej z całej książki. Niestety akcja bardzo mi się wlekła i po prostu nie mogłam się „wczuć”. Styl pisania Marie Rutkoski zdecydowanie mi tego nie ułatwiał. Wydawał się przyjemny, niestety, czytanie jednej strony zajmowało mi zdecydowanie za dużo czasu, a sprawiało za mało przyjemności.

Przez to języka autorki nie zaliczyłabym do najprostszego. Świat wykreowany przez Marie Rutkoski naprawdę jest niesamowity. Nie została stworzona tylko miejscowość, ale także cała jej historia. W książce znajdziemy także mapę, która na chwilę obecną niezbyt nam się przydaje, lecz mam nadzieję, że w kontynuacji będzie ona niezbędna. Minusem Pojedynku jest zdecydowanie akcja która gna na łeb, na szyję. Czytelnik ledwo zdążył się „połapać” w jedynej sytuacji, a już zaczyna się następna – naprawdę nie ma chwili wytchnienia. To nie jest film i historia powinna momentami zwolnić. Być może autorka miała nadzieję, że dzięki temu Czytelnik nie będzie mógł się oderwać od lektury, niestety, przeceniła swoje możliwości.

Bohaterowie są ciekawie wykreowani, jednak nie za bardzo ich polubiłam. Po dłuższym zastanowieniu mogę powiedzieć, że prawdopodobnie jedynymi postaciami z Pojedynku które naprawdę polubiłam są przyjaciele Kestrel – Jess i Ronan. To właśnie oni wnieśli wiele pozytywnej energii do książki pani Rutkoski. Główna bohaterka wydaje mi się odrobinę lekkomyślna, chociaż czasami wykazuje się niezwykłą zdolnością logicznego myślenia. Co nie zmienia faktu, że przez większość książki wydawała mi się o wiele mniejsza, zagubiona i za bardzo łatwowierna. Ronan jest postacią która po prostu roztapia serce każdej Czytelniczki, jednak Arien nie przypadł mi do gustu. Miałam wrażenie, że właściwie nie wie po czyjej stronie stoi i co tak właściwie czuje.

Pojedynek jest dobrą książką, chociaż oczekiwałam od autorki o wiele, wiele więcej. Miałam nadzieję, że co chwilę będę mówić „och”, a tak naprawdę podczas czytania nie czułam nic szczególnego. A to sobie bardzo cenię w każdej powieści – kiedy książka wzbudza w czytelnikach prawdziwe emocje i sprawia, że będzie tęsknił za tą historią. Nie czuję czegoś takiego. W sumie gdybym chciała, to mogłabym odłożyć Pojedynek na bok i o nim zapomnieć. Ale nie zrobię tego, bo widzę w tej historii naprawdę duży potencjał. Mam nadzieję, że w kontynuacji autorka go wykorzysta, a ja całkowicie dam się porwać tej powieści. Na razie mam dość mieszane uczucia.





6/10





„Ludzie przebywający w jasno oświetlonych miejscach nie dostrzegają tego, co skrywa się w mroku.”



Niezwyciężona
Pojedynek | Zdrada | The Winner’s Kiss




Za możliwość poznania Valorian i Herrańczyków dziękuję wydawnictwu Feeria!

poniedziałek, 28 marca 2016

Lissa Price - Ender

Callie, dawniej bezdomna, mieszka teraz z Tylerem i Michaelem w okazałej rezydencji zapisanej jej przez bogatą rentierkę Helenę. Pomimo zburzenia i zdelegalizowania przez rząd banku ciał, nosiciele chipów, w tym Callie, są tropieni i porywani przez nieznanych prześladowców, zainteresowanych dokonywaniem na nich eksperymentów. Callie długo unika uprowadzenia, w końcu jednak i ona zostaje uwięziona przez rządowego agenta, który poddaje ją i jej przyjaciela brutalnym testom. Po wydostaniu się z więzienia jadą na pustynię, do nowej siedziby Brockmana. Callie ma nadzieję odnaleźć tam swojego ojca i uwięzionych przyjaciół. Zdemaskowanie Brockmana okazuje się trudniejsze niż się spodziewała…

„Starter” mi się spodobał i zaskoczył swoją oryginalnością. Następnie nadeszła premiera drugiego tomu i lawina niezbyt pochlebnych opinii, że Ender jest słaby i nie dorównuje pierwszej części. Zgadzam się, ta powieść jest gorsza niż jej poprzedniczka (jak to często jest z drugimi tomami, ale pomińmy ten fakt), ale nie przeszkodziło mi to w wciągnięciu się w świat wykreowany przez Lissę Price. Dzieje się tu dużo, teraz, z perspektywy czasu wydaje mi się, że trochę za dużo jak na zaledwie 332 strony, ponieważ są tu tematy które można znacznie rozwinąć, a dzięki temu czytelnik dowiedziałby się więcej. Ja osobiście po skończeniu czytania czuję niedosyt. No i zakończenie nie do końca mnie zadowoliło, chociaż byłam zaskoczona obrotem wydarzeń.

Lissa Price zaskoczyła mnie nie raz w „Starterze”, ale to co dzieje się w Enderze, po prostu nie mieści mi się w głowie! Ta powieść jest pełna emocji, akcji, tajemnicy i zaskoczenia. Czasami nie pozostawało mi nic innego do roboty niż siedzieć z otwartymi ustami i pilnować, żeby przez przypadek serce nie wyskoczyło mi  z piersi. Autorka pozwala czytelnikowi domyślać się zakończenia, wyjaśnień różnych spraw, aż nagle wszystko zmieniała, a Czytelnik śledził losy głównych bohaterów z zapartym tchem nie mogąc oderwać się od lektury. Język jest przyjemny, a rozdziały kończą się w takich momentach, że Endera po prostu nie da się odłożyć na bok!

Podziwiam główną bohaterkę, czyli Callie za upartość i chęć dociągnięcia sprawy do końca, chociaż niektóre rzeczy znacząco się skomplikowały. Niekiedy wydawało mi się, że na jej miejscu dawno bym się poddała, a ta dziewczyna starała się zakończyć to raz na zawsze. Jej zawzięcie naprawdę jest niezwykłe. Pojawia się tu także pewna postać męska, Hayden, którego bardzo polubiłam. A zwłaszcza jego sposób myślenia. Bardzo przebiegła osoba. Ale nie chcę zdradzić Wam za dużo na jego temat. Wystarczy sięgnąć po Endera!

Ender nie jest nie wiadomo jak dobrą książką, ale całkiem miło spędziłam z nim czas. Wiele tajemnic się rozwiązało, ale pozostały także te nierozwiązane. Lissa Price naprawdę się postarała tworząc tą powieść. Dzieje się tu tyle rzeczy – zarówno złych jak i tych dobrych, że nie wiem co o tym napisać. Zakończenie zostawia otwartą bramkę, a więc Czytelnik sam może zdecydować co będzie dalej. Bardzo dobry pomysł i ciekawe, chociaż niespodziewane zakończenie. Jeśli jeszcze nie sięgnęliście po „Starter” to musicie to zrobić jak najszybciej!





7/10





„Każdy wygląda dużo lepiej, jeśli promieniuje zadowoleniem. Jeżeli wykorzystuje swoją inteligencję i talenty, zamiast przejmować się tym, czy aby w oczach innych jest „śliczny”.”



Starter




Za możliwość poznania zakończenia dziękuję wydawnictwu Albatros!

wtorek, 22 marca 2016

Cassandra Clare - Miasto upadłych aniołów

Wojna się skończyła i szesnastoletnia Clary Fray wraca do Nowego Jorku, podekscytowana możliwościami, które się przed nią otwierają. Zaczyna szkolenie Nocnego Łowcy, żeby nauczyć się wykorzystywać swój wyjątkowy dar. Podziemni i Nocni Łowcy w końcu zawarli pokój i, co najważniejsze, Clary może w końcu nazywać Jace’a swoim chłopakiem. Jednakże wszystko ma swoją cenę. Ktoś zabija Nocnych Łowców i prowokuje w ten sposób napięcia między Podziemnymi i Nocnymi Łowcami, mogące doprowadzić do kolejnej krwawej wojny. Najlepszy przyjaciel Clary, Simon, nie może jej pomóc. Jego matka właśnie dowiedziała się, że syn jest wampirem, więc Simon musiał opuścić dom rodzinny. Okazuje się jednak, że wszyscy chcą mieć go po swojej stronie... ze względu na moc klątwy, która niszczy jego życie. I gotowi są zrobić wszystko, żeby dostać to, czego chcą. W dodatku, Simon umawia się równocześnie z dwiema pięknymi, niebezpiecznymi dziewczynami, i żadna nie wie o tej drugiej. Kiedy Jace zaczyna się odsuwać od Clary, niczego nie wyjaśniając, jest ona zmuszona dotrzeć do serca tajemnicy, która okaże się jej najgorszym koszmarem. Clary zapoczątkowuje ciąg strasznych wydarzeń, mogących pozbawić ją wszystkiego, co kocha. Nawet Jace’a. 

Pierwszą część „Darów Anioła” przeczytałam na początku 2014 roku, a teraz, dwa lata później, dzięki zachęcie przyjaciółki sięgnęłam po czwartą część, której lektury nie mogłam się doczekać. Okazało się jednak, że się zawiodłam i to bardzo. Miasto upadłych aniołów różni się od poprzednich trzech części pod wieloma względami. Odniosłam wrażenie, że Cassandra Clare o wiele więcej skupia się na Simonie (którego lubię, ale bez przesady), a kiedy wreszcie wracamy do Clary bądź Jace’a, musimy przebrnąć przez ich miłosne rozterki, co jest naprawdę nużące i denerwujące. Jedną z najbardziej ciekawych scen Miasta upadłych aniołów jest zakończenie, które przyprawia Czytelnika o ciarki na plecach.

Cassandrę Clare podziwiałam za sposób w jaki zachęca czytelnika do dalszej lektury, wprowadzając kilka tajemnic i dynamicznych dialogów. Zawsze coś się działo, nigdy nie było odpoczynku, chociaż to był przyjemny zabieg, nadający jej książkom  tego „czegoś”. Niestety, przez większość Miasta upadłych aniołów mi się nudziło, gdyż krążyliśmy wokół jednego tematu: związku Clary i Jace. Dopiero na drugim miejscu była sprawa Simona, która nadawała książce tempa. Gdyby nie to, powieść okazałaby się klapą. Brakuje mi tu tylu rzeczy! Zaczynając pisać tą recenzję miałam w głowie tyle sytuacji, o których chciałam wspomnieć, a teraz nie za bardzo wiem co pisać.

Ku mojemu niemiłemu zaskoczeniu w Mieście upadłych aniołów pojawia się mało Aleca i Magnusa, którzy sprawiliby, że akcja nie byłaby monotonna. Clary zaś wraca do swojej osobowości z „Miasta kości” – niepewna, wszędzie wpychająca swój nos i starająca się na siłę naprawić cały świat. Bohaterem który niezmiernie mnie denerwował w tej powieści jest… Jace. Tak, mój ukochany Jace, którego uwielbiałam od pierwszej części, sprawiał, że miałam ochotę rzucić Miasto upadłych aniołów  w kąt. Stał się zupełnie kimś innym. Najbardziej brakowało mi jego niezastąpionej arogancji i sarkazmu. Stał się za bardzo potulny i bojaźliwy. Zupełnie jak nie przystało na Nocnego Łowcę.

„Dary Anioła” nadal kocham, chociaż po przeczytaniu Miasta upadłych aniołów w mojej głowie zaświeciła się czerwona lampka, że być może nie powinnam sięgać po następne tomy. Ale jednak ciekawość wzięła górę. Zwróciłam uwagę na to, że czytając czwartą część, czytelnik ma wrażenie, że Cassandra Clare pisze na siłę i w ogóle nie może się w to wczuć. Jednak nie pozostaje mi nic innego jak wzruszyć ramionami i mieć nadzieję, że to nie powtórzy się w następnej części. Po prostu uznajmy, że jest to przejściowy tom, który nie jest najlepszy, ale po prostu musi być. I zakończmy na tym.





7/10





„- Chodzi o to, że należy trzymać się blisko przyjaciół, a wrogów jeszcze bliżej?
- Sądziłem, że należy trzymać się blisko przyjaciół, żeby miał cię kto podwieźć, kiedy zakradasz się nocą do domu wroga i rzygasz do jego skrzynki na listy.”



Dary Anioła