poniedziałek, 28 marca 2016

Lissa Price - Ender

Callie, dawniej bezdomna, mieszka teraz z Tylerem i Michaelem w okazałej rezydencji zapisanej jej przez bogatą rentierkę Helenę. Pomimo zburzenia i zdelegalizowania przez rząd banku ciał, nosiciele chipów, w tym Callie, są tropieni i porywani przez nieznanych prześladowców, zainteresowanych dokonywaniem na nich eksperymentów. Callie długo unika uprowadzenia, w końcu jednak i ona zostaje uwięziona przez rządowego agenta, który poddaje ją i jej przyjaciela brutalnym testom. Po wydostaniu się z więzienia jadą na pustynię, do nowej siedziby Brockmana. Callie ma nadzieję odnaleźć tam swojego ojca i uwięzionych przyjaciół. Zdemaskowanie Brockmana okazuje się trudniejsze niż się spodziewała…

„Starter” mi się spodobał i zaskoczył swoją oryginalnością. Następnie nadeszła premiera drugiego tomu i lawina niezbyt pochlebnych opinii, że Ender jest słaby i nie dorównuje pierwszej części. Zgadzam się, ta powieść jest gorsza niż jej poprzedniczka (jak to często jest z drugimi tomami, ale pomińmy ten fakt), ale nie przeszkodziło mi to w wciągnięciu się w świat wykreowany przez Lissę Price. Dzieje się tu dużo, teraz, z perspektywy czasu wydaje mi się, że trochę za dużo jak na zaledwie 332 strony, ponieważ są tu tematy które można znacznie rozwinąć, a dzięki temu czytelnik dowiedziałby się więcej. Ja osobiście po skończeniu czytania czuję niedosyt. No i zakończenie nie do końca mnie zadowoliło, chociaż byłam zaskoczona obrotem wydarzeń.

Lissa Price zaskoczyła mnie nie raz w „Starterze”, ale to co dzieje się w Enderze, po prostu nie mieści mi się w głowie! Ta powieść jest pełna emocji, akcji, tajemnicy i zaskoczenia. Czasami nie pozostawało mi nic innego do roboty niż siedzieć z otwartymi ustami i pilnować, żeby przez przypadek serce nie wyskoczyło mi  z piersi. Autorka pozwala czytelnikowi domyślać się zakończenia, wyjaśnień różnych spraw, aż nagle wszystko zmieniała, a Czytelnik śledził losy głównych bohaterów z zapartym tchem nie mogąc oderwać się od lektury. Język jest przyjemny, a rozdziały kończą się w takich momentach, że Endera po prostu nie da się odłożyć na bok!

Podziwiam główną bohaterkę, czyli Callie za upartość i chęć dociągnięcia sprawy do końca, chociaż niektóre rzeczy znacząco się skomplikowały. Niekiedy wydawało mi się, że na jej miejscu dawno bym się poddała, a ta dziewczyna starała się zakończyć to raz na zawsze. Jej zawzięcie naprawdę jest niezwykłe. Pojawia się tu także pewna postać męska, Hayden, którego bardzo polubiłam. A zwłaszcza jego sposób myślenia. Bardzo przebiegła osoba. Ale nie chcę zdradzić Wam za dużo na jego temat. Wystarczy sięgnąć po Endera!

Ender nie jest nie wiadomo jak dobrą książką, ale całkiem miło spędziłam z nim czas. Wiele tajemnic się rozwiązało, ale pozostały także te nierozwiązane. Lissa Price naprawdę się postarała tworząc tą powieść. Dzieje się tu tyle rzeczy – zarówno złych jak i tych dobrych, że nie wiem co o tym napisać. Zakończenie zostawia otwartą bramkę, a więc Czytelnik sam może zdecydować co będzie dalej. Bardzo dobry pomysł i ciekawe, chociaż niespodziewane zakończenie. Jeśli jeszcze nie sięgnęliście po „Starter” to musicie to zrobić jak najszybciej!





7/10





„Każdy wygląda dużo lepiej, jeśli promieniuje zadowoleniem. Jeżeli wykorzystuje swoją inteligencję i talenty, zamiast przejmować się tym, czy aby w oczach innych jest „śliczny”.”



Starter




Za możliwość poznania zakończenia dziękuję wydawnictwu Albatros!

3 komentarze:

  1. Ja również miło spędziłam z tą książką czas, szczerze przyznam, że nawet mi się podobała :D
    Buziaki,
    SilverMoon z bloga Books obsession :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Miło wspominam tą duologie tym bardziej że Ender bardzo mnie zaskoczył :)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń
  3. Może i mnie nie zachwyciła, ale całkiem miło ją wspominam. :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Bardzo mi miło jeśli komentujesz moje posty, ale jeśli nie przeczytałeś całego posta to go nie komentuj 'tak' lub 'nie' bądź 'przeczytam' lub 'nie przeczytam'. Wykaż się i skomentuj po przeczytaniu. Dziękuję.

Pozdrawiam,
Sophie Carmen