sobota, 25 stycznia 2014

Cassandra Clare - Miasto kości



Wyobraź sobie, że gdzieś tam daleko, jest kraj zupełnie Ci, drogi Czytelniku, nieznany. Gdzie wszystko wydaje się takie idealne. Gdzie wszystko jest takie proste... Ale czyżby na pewno? Czy to na pewno jest utopijny świat, który sobie wymarzyłeś? Życie nie jest proste, drogi Czytelniku. Ma swoje zalety i wady. Jednak... mimo tylu sprzeczności, oprócz dobra jest też zło, które czyha na każdym kroku. Brakuje kogoś, kto będzie umiał się tego pozbyć. Uwolnić nas o tego co złe, chociaż nie oznacza to brak problemów. Zapraszam na recenzję książki tak mrocznej, wyjątkowej i niesamowitej jak tylko możesz sobie wyobrazić.

Młoda Clary Fray postanawia wraz z swoim przyjacielem Simonem udać się do klubu Pandemonium. Już przy wejściu dziewczyna zauważa interesującego chłopaka, który bardzo wyróżniał się z tłumu. Mimo tego, że dziewczyna próbuje dobrze się bawić, zauważa owego chłopaka i młodą kobietę, która zaciąga go w ustronne miejsce. Clary wydaje to się dość dziwne, i pod wpływem chwili podąża za nimi. Wtem życie dziewczyny obraca się o 180 stopni. Na jej oczach dziwny chłopak zostaje zabity przez dwójkę mężczyzn i kobietę, która go tam zwabiła. Clary próbuje wezwać pomoc, aby chociaż sobie pomóc, ale okazuje się, że nikt nie widzi trójki zabójców oprócz niej, a ciało, no cóż, znikło.

A teraz czas na moją przygodę, pod tytułem „Moja przygoda z książką po obejrzeniu filmie na jej podstawie”. Powiem szczerze, że stare okładki raczej mnie nie przyciągnęły do książki, a wręcz zniechęciły. Wiem, wiem. Nie ocenia się książki po okładce, no ale stało się. Przez to nie miałam nawet ochoty sięgnąć po opis. Lecz gdy powstał film na podstawie Miasta kości musiałam porządnie zmusić siebie, aby na niego nie pójść. Gdy znajoma mnie zaprosiła, nie byłam w stanie jej odmówić. Poszłam, zobaczyłam, i byłam pozytywnie zaskoczona. I wtedy zaczęłam mieć wyrzuty sumienia, że obejrzałam film przed przeczytaniem tego tytułu. Wtedy także było pełno recenzji Miasta kości, więc wiedziałam, że muszę go przeczytać. W jednym z licznych konkursów udało mi się zdobyć drugą część, czyli Miasto popiołów. No ale od drugiej części nie zacznę. Więc już miałam zacząć odkładać pieniądze, na kupno pierwszej, ale ni stąd ni zowąd na Mikołajki dostałam Miasto kości, więc jak najszybciej chciałam się za nie zabrać. Poczekałam chwilę, ale miałam ku temu powody, więc ku przestrodze pewnej osóbki, zaczekałam, aż znajdę czas, aby zabrać się za tą 500 stronicową książkę.

Postawiłam wysoką poprzeczkę pierwszej części serii Dary Anioła. Udało się. A nawet więcej – Miasto kości obaliło moje największe pomysły. Nawet spodziewałam się czegoś na miano dobrej książki na wolny czas, a ona wcale taka nie jest. Bez najmniejszego problemu mogę ją mianować wybitną książką, która porwała mnie w otchłań czasoprzestrzenną i nim się obejrzałam, skończyła się. Co mogę ci, kochany Czytelniku, powiedzieć, jest to, że każdy szanujący się „książkoholik” musi zapoznać się z tą pozycją. Język jest lekki, łatwy do zrozumienia przez co książkę czyta się przyjemnie. Jeśli myślisz, że ta książka, jest kolejną „szablonową” powieścią – mylisz się, i to nawet nie wiesz jak bardzo.

Bohaterowie są jak najbardziej mocną stroną Miasta kości. Każdy ma swój wyjątkowy charakter, i różni się od innych. Clary nie jest podobna do innych głównych bohaterek. Jest silna, ma swoje zdanie i robi wszystkim na przekór. Bardzo się z nią zżyłam, ponieważ jest w pewnym sensie podobna do mnie. Jace – osoba w której nie sposób od razu się nie zakochać. Jest zabawny, troskliwy, arogancki a w dodatku uroczy. Jeśli wyobrażasz sobie perfekcyjnego chłopaka, to myślę, że byłby nim Jace. Osoba która była najmniej dopracowana, to była Jocelyn. Odrobinę zdenerwowało mnie to, że nie wszystkie postacie były zwizualizowane. Jednak najzabawniejsze było to, że mimo tego, że postaci było trochę za dużo, Cassandra Clare tak to wymyśliła, że bez problemu można wszystkich spamiętać.

Clare potrafi tworzyć nagłe zwroty akcji, zupełnie jak Sara Shepard, i wprowadzić nas do swojego świata, zupełnie jak J.K. Rowling. I bez większego namysłu, autorka Miasta kości znajduje się na mojej liście numer jeden, na równinie z stworzycielką Harrego Pottera. Miastko kości jest naprawdę niesamowite, i wciągnie czytelnika już od początku. Lubisz fantastykę? Wilkołaki? Wampiry, elfy i inne takie? Musisz sięgnąć po Miasto kości!




10/10





"Kochać to niszczyć, a być kochanym, to zostać zniszczony"




Dary Anioła

8 komentarzy:

  1. Uwielbiam zarówno "Dary Anioła", jak i "Diabelskie maszyny" ♥ Teraz czekam niecierpliwie na ostatni tom tych pierwszych :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham tę autorkę, ale Piekielne Maszyny podobają mi się jeszcze bardziej niż Dary Anioła: :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejna seria, którą pragnę przeczytać. Tyle dobrych książek serwują nam wydawnictwa, ze już się pogubiłam <3 Ale to dobrze! Oby jak najwięcej takich zagubień! :D

    po-uszy-w-ksiazkach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham tę serię! I nadal nie wierzę, że dopiero teraz po nią sięgałaś!

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam tą książkę jak i serie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czeka już na półeczce! Nie mogę się doczekać :D Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam "Dary Anioła"! A recenzja świetna! : )

    Pozdrawiam ciepło, Anath

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowna seria , czytałam,a pierwsza część nawet leży na mojej półeczce z książkami ;)
    Zgadzam się z recenzją :)


    http://czytaniemoimhobby.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Bardzo mi miło jeśli komentujesz moje posty, ale jeśli nie przeczytałeś całego posta to go nie komentuj 'tak' lub 'nie' bądź 'przeczytam' lub 'nie przeczytam'. Wykaż się i skomentuj po przeczytaniu. Dziękuję.

Pozdrawiam,
Sophie Carmen