Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaguar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaguar. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 września 2017

Veronica Roth - Naznaczeni śmiercią

Cyra jest narzędziem w rękach brata - okrutnego tyrana rządzącego ludem Shotet. Dziewczyna samym dotykiem może sprawić każdemu niewyobrażalny ból, a nawet doprowadzić go do śmierci. Ale Cyra jest kimś więcej niż tylko narzędziem - to szybka, zwinna wojowniczka, a co najważniejsze, jest mądrzejsza niż wydaje się jej bratu. Akos pochodzi z miłującego pokój narodu Thuvhe, jego oddanie wobec rodziny nie zna granic. Niespodziewanie on i jego starszy brat zostają porwani przez wrogich żołnierzy Shotet. Kiedy Akos wchodzi do świata Cyry, wszystko ich dzieli i wydaje się, że wrogość pomiędzy ich krajami oraz rodzinami stwarza barierę  nie do pokonania. Stopniowo jednak oboje nabierają do siebie zaufania i stają się dla siebie coraz ważniejsi. Czy zdołają uwolnić się od narzuconych im ról, czy poddadzą się swemu przeznaczeniu?

Veronica Roth znana jest z trylogii "Niezgodna" która z części na część była coraz słabsza. Po pewnym czasie przerwy postanowiła stworzyć coś nowego - w ten sposób powstali Naznaczeni śmiercią. Długo czekałam na ten tytuł, liczyłam na porządną fantastykę, którą coraz trudniej spotkać. I faktycznie, tą książkę czyta się bardzo szybko pomimo tego, że jest całkiem spora. Jedyne co bardzo rzuca się w oczy, to widoczna inspiracja "Dotykiem Julii"...

Autorka na naszych oczach tworzy zupełnie nowy wszechświat - tak, jest nie tylko jedna nowa planeta, a dziewięć zastępujące znany nam świat. Widać, że przyłożyła się do tego, każdą z planet coś odróżnia, z czasem poznajmy coraz więcej historii. Nie popisała się jednak tworząc nazwy. Oryginalność oryginalnością, ale jeśli niektóre imiona i światy wyglądają, jak przypadkowe litery na klawiaturze, to coś tu nie gra. Mi osobiście to trochę przeszkadzało, bo najzwyczajniej nie potrafiłam wymówić tych słów, a to z kolei przeszkadzało mi w całościowym skupieniu się na lekturze.

Cyra, główna bohaterka, została wychowana w otoczeniu pełnym przemocy, dodatkowo sama ją powodując dzięki swojemu „darowi” Nurtu. Akos wywodzi się za to z ludu miłującego spokój. Po porwaniu jego oraz jego brata w niewolę, postanawia, że zrobi wszystko, aby ich uratować. Zupełnie różne światy, jednak po złapaniu nici kontaktu, zaczynają się zmieniać – właśnie ten proces jest jednym z ciekawszych. Oprócz nich pojawiło się multum innych postaci. W momencie czytania książki nie było to aż tak dużą przeszkodą, jednak teraz trudno byłoby mi wymienić więcej niż cztery osoby.

Podsumowując. Naznaczeni śmiercią są powieścią z potencjałem, trochę zmarnowanym, ale nadal wierzę, że w kontynuacji Roth pokaże, że sama także potrafi wymyślić coś oryginalnego. Krótko mówiąc jest to wciągająca fantastyka, pozwalająca na chwilę całkowicie odciąć się od realnego świata. Polecam szczególnie osobom, które lubią historie dziejące się w kosmosie, pełne akcji, tajemnic, spisków i wszystkiego co się z tym wiąże.




7/10




"To chyba podpada pod hulyetahak - odparł z westchnieniem. - Szkołę głupoty."



Carve the Mark


Za możliwość odwiedzenia Shotet dziękuję wydawnictwu Jaguar oraz portalowi Duże Ka!

środa, 19 października 2016

Tammara Webber - Między wierszami

Reid Alexander dobrze wie, czego oczekuje od życia. Kolejnego kasowego filmu, dobrej zabawy i gorących dziewczyn. Jego status gwiazdy zazwyczaj wszystko to mu zapewnia… Teraz rozpoczyna zdjęcia do współczesnej adaptacji „Dumy i uprzedzenia”. W roli jego ekranowej miłości ma wystąpić Emma Pierce, dla której występ w tym filmie może być wstępem do wielkiej kariery. Główna rola w wysokobudżetowej produkcji powinna być dla niej spełnieniem marzeń. Problem w tym, że w skrytości ducha dziewczyna niczego nie pragnie tak bardzo, jak normalności. Kiedy Reid i Emma spotykają się na planie, zaczyna iskrzyć ale sytuacja daleka jest od idealnej. Po pierwsze, jedną z ról gra była dziewczyna Reida. Po drugie, byłą dziewczynę Reida coś łączy z Grahamem Douglasem. Po trzecie Graham Douglas wyraźnie klei się do Emmy. Po raz pierwszy w życiu jego aktorska gwiazdorskość, Reid Alexander musi walczyć o względy dziewczyny, na którą ma ochotę. A to mu się wcale nie podoba…

Kiedyś czytałam książkę która opowiadała o pewnym aktorze i zwykłej dziewczynie i bardzo mi się spodobała. Byłam ciekawa, jak Tammara Webber, zachwalana przez wiele osób pisarka, poradzi sobie z podobnym tematem. Moje nastawienie było pozytywne, chociaż nie oczekiwałam zbyt wiele. Jednak im głębiej tym gorzej. Naprawdę. Zawsze staram się dostrzec coś pozytywnego, a tu niestety nie ma ich zbyt wiele. A szkoda, bo liczyłam na naprawdę wciągającą i lekką powieść dla młodzieży, która pozwoli choćby na chwilę postawić się na miejscu aktora podczas pracy. Mam wrażenie, że zostałam skutecznie zniechęcona do tej autorki.

Styl pisania autorki jest nijaki, niezbyt przekonujący, czasem denerwujący. Ciekawe jest zaś przedstawienie życia z perspektywy dwóch aktorów – Reida który zdobywa fortunę oraz Emmy, występującej w reklamie zabawek czy jedzenia. Diametralnie różnią się one od siebie i jest to ukazane w fajny sposób. Całe przygotowania do roli, przesłuchanie… jest to temat rzeka, który można ciekawie przedstawić, autorka skusiła się jednak na ogromne przeskoki w czasie. I w pewnym momencie do Między wierszami wkradł się utarty schemat.

Bohaterów nie da się określić innym mianem niż beznadziejni. Są tacy sami, niczym nie wyróżniający się w tłumie, papierowi. Nie polubiłam nikogo. Emma jest nijaka, myśląca tylko o chłopakach i przyjaciółce, której potem opowiada o nich. Odniosłam wrażenie, że nie miała żadnych planów przyszłościowych, żyła tu i teraz, w złym tego słowa znaczeniu. Reid za to otrzymuje ode mnie medal z ziemniaka za najbardziej derywującego bohatera wszechczasów. Jedyne co mu w głowie to alkohol, imprezy i panienki. Podrywa Emmę tylko dla własnej satysfakcji. Graham wydał się w miarę okej, jednak nie wzbudził we mnie zbytniego zainteresowania.

Bohaterowie skupiają się na kręceniu adaptacji „Dumy i uprzedzenia”, właśnie dzięki temu się poznali. Sam film wydaje się być słaby i głupi, z beznadziejnymi dialogami i brakiem czegokolwiek co może zaciekawić widza. Przynajmniej ja tak to odebrałam, po zawartych tu fragmentach. Nie znam pierwowzoru. Ale powiem jedno – jeśli taki film naprawdę miałby się ukazać, pod żadnym pozorem bym go nie zobaczyła. Wracając, akcja jest minimalna, bohaterzy nieprzekonujący, a sama historia nużąca. Nie dajcie się zwieść tej ślicznej okładce. Nie wszystko złote, co się świeci.





5/10





„To zabawne, nieważne, jak mądrze brzmiałyby moje rady, jakoś nie bardzo umiem kierować się nimi we własnym życiu.”



Między wierszami
Między wierszami | Tam gdzie ty | Good for you | Here without you




Za możliwość odwiedzenia planu najnowszej adaptacji „Dumy i uprzedzenia” dziękuję portalowi Papierowy Pies!

niedziela, 26 czerwca 2016

Kiera Cass - Korona

Dwadzieścia lat minęło od wydarzeń z „Jedynej”. Córka Americi i Maxona - księżniczka Eadlyn nie sądzi, że uda jej się znaleźć prawdziwego partnera wśród konkursowych trzydziestu pięciu zalotników, nie mówiąc już o prawdziwej miłości. Ale czasami serce znajdzie sposób, aby nas zaskoczyć. Eadlyn musi dokonać wyboru, który okaże się trudniejszy niż ktokolwiek się mógł spodziewać...

Nie mogłam się doczekać, kiedy Korona wreszcie trafi w moje ręce. W końcu jest to prawdziwe zakończenie serii którą poznałam trzy lata temu i mam do niej ogromny sentyment. Na pewno o niej nie zapomnę. Wracając, spodziewałam się zakończenia z rozmachem, pełnym przepychu. Dostałam jednak zupełne przeciwieństwo – mimo tego jestem pozytywnie zaskoczona i pod wrażeniem wykreowanego przez autorkę świata. Nie jest to dokładnie to, czego się spodziewałam, jednak po skończeniu na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Uważam, że naprawdę warto poznać tą przyjemną serię, która pozwala się zrelaksować.

Kiera Cass kolejny raz się popisała, posługując się lekkim i przyjemnym piórem, dzięki czemu czytanie idzie jak z płatka. Nie sposób się także oderwać od lektury. Akcja gna do przodu, nie zostawiając Czytelnikowi czasu na rozmyślanie nad tym co było, a zmuszając do zastanowienia się nad tym, co dopiero będzie. W tej części oczywiście nie zabrakło także pięknych sukien i słodkich sytuacji, które tak bardzo wszyscy polubili w poprzednich częściach.

W Koronie łatwo zauważyć zmianę, jaka zaszła w Eadlyn. Stała się bardziej odpowiedzialna, poważna i zdająca sobie sprawę ze swoich wyborów. Także nie raz udowodniła, jak wiele jest w stanie zrobić dla rodziny, a także poddanych. Muszę przyznać, że wreszcie ją polubiłam. W rodzinie królewskiej dzieje się dużo rzeczy. Jedne pozytywne, inne niekoniecznie. Przez pewien czas miałam wrażenie, że do niej należę, a to dzięki autorce, która opisała to tak dokładnie. W Koronie o wiele bardziej skupiamy się na głównej bohaterce niż na Kandytach, jednak w żaden sposób to nie przeszkadza.

Mimo wielu negatywnych opinii na temat „Rywalek” ta seria pozostaje jedną z moich ulubionych. Jest lekka i urocza ale nie brakuje w niej odrobiny problemów. Uważam, że Korona jest dobrym zwieńczeniem całej historii, mimo tego, że zaczęłam podejrzewać jak to się skończy. Co prawda, nie postąpiłabym tak jak Eadlyn, ale jak najbardziej szanuję jej wybór i cieszę się, że zrobiła to, co podpowiadało jej serce. Mam wrażenie, że Kiera Cass podczas pisania nagle zmieniła pomysł na zakończenie, ale nie wyszło to tak źle. Pomimo zdecydowanie najgorszej okładki, treść jest jak zwykle piękna.





8/10





„Może to nie pierwsze pocałunki powinny być takie szczególne,  tylko ostatnie?”



Selekcja
Rywalki. Książę i gwardzista | Rywalki. Królowa i faworytka

sobota, 16 kwietnia 2016

Kiera Cass - Rywalki. Królowa i faworytka

Dwa opowiadania, osadzone w urzekającym świecie Rywalek, niezwykle popularnej powieści Kiery Cass, która zajęła pierwsze miejsce na liście bestsellerów „New York Times”, są teraz po raz pierwszy dostępne w druku! Królowa i Faworytka ukazują nieznane wydarzenia z życia dwóch ulubionych przez czytelniczki bohaterek Rywalek. Zanim zaczęła się opowieść o Americe Singer, inna dziewczyna przyjechała do pałacu, by rywalizować o rękę innego księcia. W Królowej możemy śledzić losy przyszłej matki księcia Maxona, Amberly, podczas Eliminacji, dzięki którym została ukochaną przez wszystkich królową. Marlee Tames przybyła do pałacu, by zdobyć serce księcia Maxona – ale jej własne serce miało inne plany. Faworytka pokazuje sceny ze wspólnego życia Marlee i Cartera, od pamiętnej nocy, gdy ich sekret wyszedł na jaw, aż po wydarzenia z finału Jedynej.

Podczas oczekiwania na ostatnią część „Rywalek” sięgnęłam po zbiór nowelek Królowa i Faworytka, w której znajdują się także opowiadania z zagranicznego dodatku „Happily Ever After”. Uważam, że większość z nich jest ciekawa, chociaż jedno z tytułowych opowiadań nie przypadło mi do gustu. Mowa tu o historii Amberle (Królowa) która miała nam ukazać, jak to się stało, że zwykła dziewczyna tak bardzo zakochała się w księciu i mimo tego, jak zachowywał się w „Rywalkach”… nadal kochała go całym sercem. Zaś Faworytka skupia się na tym, co dzieje się z Marlee i Carterem. Muszę przyznać, że niektóre sceny z tego opowiadania chwyciły mnie za serce. Całościowo mogę uznać, że jest to urocza opowieść. Wielkim plusem jest króciutkie opowiadanie pt.: „Pokojówka” oraz co stało się dziewczętami, które odpadły w Eliminacjach.

Królowa skupia się na Amberle i Clarksonie. Kiera Cass sama w krótkim wstępie wyjaśnia, że nie chce w żaden sposób usprawiedliwiać przemocy w związku oraz ma nadzieję, że nie umniejszy postaci Amberle. Niestety po skończeniu go mam wrażenie, że ta decyzja była zaskoczeniem dla samej dziewczyny. Autorce się nie udało, bo Królowa umniejsza postać Amberle i to bardzo. Ukazuje, jak bardzo jest niemądra. Mam wrażenie, że naprawdę nie zwracała uwagi na zachowanie Clarksona. Właśnie, skoro już mowa o nim… W niektórych momentach przez chwilę miałam wrażenie, że jest uroczy, ale później znów stawał się taki, jakim go znamy i rozwiewał nadzieję na zmianę swego zachowania. Królowa przypomniała mi dlaczego go nie lubię i nigdy nie polubię.

Faworytka jest przeciwnością swojej poprzedniczki. Historia Marlee i Cartera jest urocza, pełna miłości i oddania. Udowadnia, że gwardzista nawet w najgorszej chwili się nie poddał i więcej uwagi skupiał na ukochanej niż na sobie. Pojawia się tu także postać Maxona, który znów ukazuje swoje dobre serce. Wracając do głównych bohaterów – naprawdę ich podziwiam za taką postawę. Śmiem twierdzić, że każda kobieta (nie tylko czytelniczka) oczekuje od życia tak prawdziwej i szczerej miłości.

Królowa i Faworytka jest obowiązkowym dodatkiem dla każdego kto jest fanem „Rywalek”      i chce się dowiedzieć czegoś więcej. Nowelki nie są przydługie, a język jakiego użyła Kiera Cass jest przyjemny, dzięki czemu bardzo łatwo się je czyta. Jeśli jesteście ciekawi historii Amberle i Marlee (i nie tylko) to jak najbardziej warto po to sięgnąć!





7/10





„Prawdziwa miłość zwykle jest okropnie niewygodna.”



Selekcja
Rywalki. Książę i gwardzista | Rywalki. Królowa i faworytka

czwartek, 28 maja 2015

Kiera Cass - Następczyni



ZAWIERA SPOILERY Z POPRZEDNICH CZĘŚCI

Poprawiasz niesfornego loczka, który wymknął się z twojego perfekcyjnego koka. Wsuwasz wsuwkę, która ma ci pomóc utrzymać go na właściwym miejscu. Bierzesz głęboki oddech i spoglądasz w lustro. Jak zwykle perfekcyjnie. „Jestem królewną. Mogę wszystko” powtarzasz sobie w myślach. Twoja pokojówka pomaga ci zapiąć piękną, wieczorową suknię i założyć błyszczące kolczyki. Do tego dobierasz wysokie szpilki, idealnie pasujące do tej okazji. Czas na ostatni dodatek. Podchodzisz do komody i otwierasz ją. Obdarzasz znajdujące się tam przedmioty zakochanym uśmiechem. Po chwili zastanawiania się wybierasz małą koronę z nielicznymi diamencikami. Pasuje idealnie. Nadszedł czas, aby pokazać światu, że możesz wszystko i niczego się nie boisz.

Księżniczka Eadlyn dorastała, słuchając niekończących się opowieści o tym, jak poznali się jej rodzice. Dwadzieścia lat temu America Singer zgłosiła się do Eliminacji, podbiła serce księcia Maxona – i żyli długo i szczęśliwie. Eadlyn zawsze uważała tę piękną opowieść za romantyczną, ale bynajmniej nie marzyła o tym, by ją powtórzyć. Gdyby to od niej zależało, odwlekałaby małżeństwo tak długo, jak to możliwe. Ale życie księżniczki nie należy tylko do niej samej i Eadlyn nie może uciec od własnych Eliminacji – nawet jeśli sprzeciwia im się z całego serca. Dziewczyna nie liczy na wielkie uczucie, jest pochłonięta sprawami kraju i stara się jak najlepiej przygotować do roli przyszłej władczyni. Okazuje się jednak, że spośród 35 kandydatów do jej ręki, pojawia się ktoś, kto ma szansę zdobyć serce księżniczki i udowodnić, że szczęśliwe zakończenie nie jest tak nieprawdopodobne, jak sadziła.

Jak wszyscy zapewne wiecie, wprost uwielbiam serię Selekcja, opowiadającą losy Americi – zwykłej dziewczyny i Maxona – księcia Iléi. Prawdę mówiąc, po skończeniu Jedynej chciałam więcej. Więcej tego niesamowitego, a jednak niebezpiecznego świata. Więc, gdy na jaw wyszło, że pojawi się Następczyni byłam cała w skowronkach. Odliczałam dni do premiery, odkrywałam tajemnice czwartej części… Byłam strasznie podekscytowana. Ale nie tylko ja – Lucy Blake, którą wprowadziłam do Ilei również była ogromnie szczęśliwa, może nawet bardziej niż ja. Naszą decyzją więc było to, że gdy tylko przyjedziemy na Targi w sobotę i wejdziemy na stadion to pierwszą rzeczą jaką zrobimy będzie zakup Następczyni. Udało nam się ją zdobyć w troszkę inny sposób, ale gdy tylko wróciłyśmy do mieszkania, nogi i głowa okropnie mnie bolały,  jedyne co chciałam to pójść spać, lecz jednak zaczęłam czytać nową powieść spod pióra Kiery Cass. I teraz… o Boże, żałuję, że zaczęłam to wtedy, bo oderwanie się było naprawdę okropną sprawą.

Następczyni jest dla mnie książką jedyną w swoim rodzaju. Opowiada ona bowiem losy córki Americi i Maxona Schreave. Pokazuje ich starsze wcielenia, nowe państwo, zmiany które nastąpiły przez te dwadzieścia lat naszej nieobecności i Selekcję od kuchni. Wbrew wszystkiemu, autorka wzięła na siebie wielką odpowiedzialność. Świat znany nam z poprzednich części musiała zmienić, postacią dopisać dalszą historię. I nie mówię tu tylko o rodzicach Eadlyn, ale też na przykład o Marlee i Aspenie. A jakby tego było mało, to w oparciu o wcześniejsze pozycje musiała stworzyć Eliminacje od początku, od tej drugiej strony. Właśnie to mnie zauroczyło – możliwość poznania Eliminacji z zupełnie innego punktu widzenia.

Prawdę mówiąc, już od pierwszych stron nie polubiłam Eadlyn. Za każdym razem miałam wrażenie, że jest ona rozpuszczonym, egoistycznym dzieckiem, które nie jest w stanie przyjąć tego, że coś może się dziać nie po jej myśli. A to, że na ostatnie 20 stron książki doznała olśnienia i przyszły do niej jakiejś ludzkie uczucia się nie liczy. Za to o wiele bardziej polubiłam jej brata bliźniaka, Ahrena. Żałuję, że tak mało go było w Następczyni. Albo powiem to inaczej. Gdyby było go więcej, nie marudziłabym. Jeśli chodzi o Króla i Królową, to się naprawdę zdziwiłam. Przez cały czas jest mówione, jak bardzo się kochają, a jednak bardzo rzadko okazują sobie jakiekolwiek uczucia. I nie wiem co o tym sądzić. Pozostawiam to w rękach Kiery.

Jestem zadowolona, że powstała Następczyni i możemy dowiedzieć się, co się dzieje dalej. Jednak na pewno nie cieszę się, że tak szybko ją przeczytałam. Na myśl, że mam czekać kolejny rok serce mi się kraje. Biorąc pod uwagę to, co się działo, biję pokłony przed Cass, za to, że tak dobrze dała sobie z tym radę. W dodatku ta powieść skończyła się w takim momencie, że bezustannie o niej myślę i o tym co będzie dalej. Chociaż nie wiem jak bardzo wreszcie chciałabym wyrzucić Następczyni ze swojej głowy, nie jestem w stanie. Kiedy w końcu uda mi się ją wypędzić, z pewnością znajdzie sobie milutki kącik w moim sercu. Co mogę więcej powiedzieć? Czekam na dalszą część historii Eadlyn. Ufam ci, Kiero Cass!





8/10





„Jeśli myśleli, że poddam się bez walki, mylili się.”





Selekcja


Rywalki. Książę i gwardzista | Rywalki. Królowa i faworytka



 Za możliwość poznania nowych Eliminacji dziękuję wydawnictwu Jaguar!

wtorek, 7 kwietnia 2015

Soman Chainani - Akademia Dobra i Zła



Za górami, za lasami, była sobie kraina zwana Lasem Za Światem. Rodzili się tam i żyli całkiem zwyczajni ludzie, zwani Czytelnikami. Uwielbiali oni bowiem czytać baśnie. Już jako małe dzieci do ich ulubionych zajęć należało przekartkowywanie książek w poszukiwaniu malowniczych ilustracji. Jednak co cztery lata pojawiała się nowa baśń, nie wiadomo skąd, ani od kogo. Niekiedy buzie z obrazków wydawały im się znajome, innym razem zupełnie nowe. Co cztery lata nadarzała się okazja, aby dwoje dzieci, jedno Dobre, drugie Złe, poznało sekret nowych baśni. Może tym razem Ty zostaniesz porwany?

Tego roku, najlepsze przyjaciółki Sofia i Agata dowiedzą się dokąd trafiają po skończeniu trzynastu lat wszystkie zaginione dzieci. Do legendarnej Akademii Dobra i Zła, w której zwyczajni chłopcy i zwyczajne dziewczynki są szkolone by zostać albo bajkowymi bohaterami, albo wielkimi złoczyńcami. Sofia, najładniejsza dziewczyna w całym Gavaldonie całe dotychczasowe życie marzyła żeby zostać już porwaną i trafić do zaczarowanego świata. Ze swoimi różowymi sukienkami, dobrymi stopniami i skłonnością do dobrych uczynków, wie, że ma szansę dostać się do szkoły Dobra i w efekcie zostać księżniczką z bajek. Z kolei Agata gustująca w mrocznych strojach i czarnych kotach, pełna niechęci do wszystkich napotkanych na jej drodze istot, myśli, że trafi do szkoły Zła, jednak staje się zupełnie inaczej. 

Na pierwszy rzut oka Akademia Dobra i Zła to lekka książka dla dzieci, przypominająca baśń. Dokładnie tak odbieram tą historię. Ostatnio ciągnie mnie do powieści trochę bardziej zawiłych, z dużą dawką akcji (czyżby efekt ponownego czytania Pottera?), ale Akademia to niestety nie jest to. Prawdę mówiąc, trochę obawiałam się, czy to będzie tak dobre. Niedługo po tym, jak ta powieść do mnie przywędrowała naczytałam się dużo nieprzychylnych opinii, więc nie postawiłam poprzeczki zbyt wysoko. Co prawda, nie jestem lekturą zachwycona, tak jak to było planowane na początku, ale z pewnością czuję się jak usatysfakcjonowany czytelnik. 

Soman Chainani ma bardzo płynny i przyjemny język. W Akademii jest dużo opisów, co sprawia, że samo czytanie zajmuje nam bardzo mało czasu. Dzięki temu zabiegowi Czytelnik może także poznać świat przedstawiony. Jest rzecz którą nie do końca rozumiem. Skoro cała ta spółka z Akademii ma 12 lat, to dlaczego uczennice Dobra malują się jak 16latki, uczennica Zła panikuje gdy brak jej różu, a chłopcy (jest po podkreślone na każdej stronie – chłopcy i dziewczynki, a nie chłopaki i dziewczyny) ni stąd ni zowąd wyciągają miecz z pochwy i toczą wielką bitwę. Normalne? Według autora całkiem. Niestety rzeczą która mnie bardzo zawiodła było to, że większa część książki jest opowiadana z perspektywy tej denerwującej bohaterki – Sofii.

Jeśli już zeszliśmy na temat bohaterów, zostańmy przy nim na chwilę. Mamy dwie główne postacie – Sofię i Agatę. Jedna jest okropną egoistką, taką, że to jest aż denerwujące, druga zaś jest jej zupełnym odzwierciedleniem. Z tych dwóch zdecydowanie polubiłam Agatę, chociaż czasami jest za bardzo ufna. Na początku ma taki „zadziorny” charakter, ale z czasem odniosłam wrażenie, że robi wszystko, byleby nie stracić swojej przyjaciółki. Sofia zaś najpierw wmawia wszystkim, że są przyjaciółkami, później się tego wypiera, ale jak przyjdzie co do czego (czyli kiedy potrzebuje pomocy) nagle sobie przypomina o Agacie. Oprócz nich, w czasie całej powieści poznajemy z 30 innych osób. Uczniowie, nauczyciele i tajemniczy Dyrektor Akademii.

Chcę jakże wspomnieć o oprawie graficznej. Chociaż okładka nie jest nie wiadomo jak piękna, ma tajemniczy i zachęcający klimat. Ilustracje w środku są wprost obłędne. Jedne należą do tych strasznych, inne do uroczych, ale wszystkie są dopracowane w najmniejszych detalach. Na jeden rozdział przypada jeden obrazek uzupełniający całą historię. 

Pomysł jest naprawdę dobry, ale co do wykonania to mogę się doczepić do paru rzeczy. Mam nadzieję, że w drugiej części te rzeczy zostaną naprawione, to naprawdę będę pod wielkim wrażeniem. Mimo mojego narzekania, Akademia Dobra i Zła mi się podobała. Może nie znalazłam tam dokładnie tego, czego oczekiwałam, ale ogólnie rzecz biorąc jestem pozytywnie nastawiona na tą historię, a tobie, Czytelniku, chcę coś przekazać. Nie daj się zwieść pozorom – gdy rozpoczną się pierwsze lekcje, z pewnością się wciągniesz. Jaki jest morał tej bajki? Nie osądzajcie po wyglądzie, bo nie wszystko złote, co się świeci. 





7/10





„A Dobro zawsze zwycięża.”





Akademia Dobra i Zła
Akademia Dobra i Zła | The School for Good and Evil: A World without Princes | The School for Good and Evil: The Last Ever After




Za możliwość odwiedzenia Akademii dziękuję wydawnictwu Jaguar!

czwartek, 8 stycznia 2015

Kiera Cass - Jedyna

      "Do pałacu przyjechało 35 dziewczyn. Zostały tylko cztery. Zwycięży jedna.” Powtarzasz to sobie w głowie, cały czas. Jeszcze raz. I jeszcze jeden i drugi. Z jednej strony chcesz tu zostać. Chyba kochasz księcia, ale nie jesteś całkowicie pewna co do tego uczucia. A może lepiej wybrać gwardzistę? Zastanawiasz się nad tym już od dłuższego czasu. W końcu musisz podjąć decyzję. Już masz powiedzieć to na głos, aż nagle słyszysz pukanie. Drzwi się otwierają. Stoi w nich książę ubrany jak zawsze nienagannie. W ręce trzyma małe pudełeczko.



America Singer jest jedną z czterech dziewcząt, które utrzymały się w ścisłej czołówce Eliminacji. Ukochana przez zwykłych ludzi, znienawidzona i bojkotowana przez obecnego króla, dziewczyna wciąż nie jest pewna swoich zawiłych uczuć. Sytuacja w kraju pogarsza się z każdym dniem. Ataki rebeliantów stają się coraz bardziej zaciekłe. Śmiertelne niebezpieczeństwo grozi nie tylko osobom mieszkającym w pałacu, ale także innym obywatelom. Los całej Illéi spoczywa w rękach Ami – jedynej osoby, która odważyła się mówić głośno o społecznej niesprawiedliwości o potrzebie odmiany. Dziewczyna może powrócić do dawnej miłości, albo wybrać Maxona i zdecydować się być królową, by podjąć walkę o lepszy świat dla siebie i innych mieszkańców. 


Serię Selekcja zaczęłam czytać może trochę pod wpływem innych. Wszyscy o niej pisali, wszyscy o niej mówili. Pierwsza część spodobała się większości osób, druga dla nich była beznadziejna, tak samo trzecia. Ja się z nimi nie zgadzam. Rywalki spodobały mi się bardzo, Elita była słabsza ale i tak dobra. Jedyna okazała się wyśmienita. Sprawdziła się nie tylko jako świetne zakończenie Eliminacji, a także jako genialna książka. Pewnie chcecie teraz przestać czytać tą recenzję, ale dajcie mi chociaż szansę na uzasadnienie!


Nie wiem jak to jest za granicą, lecz u nas fabuła wydaje się oryginalna. Może wygląda jak splecenie ze sobą różnych powieści, nie zmienia to jednak faktu, że patrząc na całość ukazuje się to nam w zupełnie innym świetle, niż gdy spoglądamy na nią przez pryzmat skojarzeń z innymi książkami. Kiera Cass wpadła na świetny pomysł, tworząc zupełnie nowy świat. Świat, którego nikt z nas nie znał. Autorka ma elastyczny, z lekka prosty i emocjonalny język przez co czytanie Jedynej jest bardzo przyjemne i niezwykłe. Historia wymyka się poza pałac co wiąże się z dodatkowymi konsekwencjami czyli wymyślaniem świata na zewnątrz. Jednak Kiera poradziła sobie z tym znakomicie. Czytając Jedyną obrazy pojawiały mi się przed oczami. Uczucie, jakbym oglądała film, a jednak czytałam książkę. 



Bohaterowie zmienili się nie do poznania. Nie są już tacy, jak byli na początku. Mer stała się bardzo silną i stanowczą kobietą, bo dziewczyną już nie mogę jej nazwać. Wyrosła z dziecinnego zachowania, myśli trzeźwo i wreszcie podejmuje decyzję. Jedyna najbardziej różni się od pierwszej części tym, że Ami wreszcie jest zdecydowana. Nie skacze od Aspena do Maxona. Decyduje się i jest szczęśliwa ze swoim wyborem. Książę często sprawia wrażenie zamyślonego, niepewnego… aż do pewnego momentu. Aspen nie jest już taki zaborczy co mi się spodobało, ale niestety… Przykro mi Aspen, nadal cię nie lubię.



Jeśli szukasz lekkiej serii przy której miło spędzisz czas, koniecznie sięgnij po książki autorstwa Kiery Cass. Dużo negatywnych recenzji cię zniechęciło? Nie wahaj się i sam się przekonaj, czy warto! Jedyna to idealne zwieńczenie serii. Jestem szczęśliwa, że skończyło się tak, a nie inaczej. W niektórych momentach cieszyłam się jak głupia, w innych powstrzymywałam łzy cisnące mi się do oczu. Trzecia część to istna bomba emocjonalna. I za to ją uwielbiam.








9/10









„-Boisz się?

-Nie.
-Ja też nie.

Byłam jednak prawie pewna, że żadne z nas nie mówi prawdy.”







Selekcja


Rywalki. Książę i gwardzista | Rywalki. Królowa i faworytka