wtorek, 17 stycznia 2017

Susan Dennard - Prawdodziejka

Safi jest jedyną w Czaroziemiach prawdodziejką, zdolną zdemaskować każde kłamstwo. Swój dar trzyma w sekrecie, inaczej zostanie wykorzystana w konflikcie między imperiami. Z kolei prawdziwe moce Iseult są tajemnicą nawet dla niej samej. I lepiej, żeby tak zostało. Safi i Iseult pragną jedynie wolności. Niebezpieczeństwo czai się tuż za rogiem. Zbliżają się niespokojne czasy, wojna wisi w powietrzu i nawet sojusznicy nie grają fair. Przyjaciółki będą walczyć z władcami i ich najemnikami. Niektórzy posuną się do ostateczności, by dopaść prawdodziejkę.

O Prawdodziejce było głośno wszędzie. Na zagranicznym Book Tubie. Gdzie się nie obejrzałam tam pisano o niej. Była też na prawie wszystkich polskich blogach i kanałach, bardzo wychwalana. Niesamowicie się na nią cieszyłam. Więc kiedy do mnie przyszła, od razu wzięłam się za czytanie, które szło mi dość opornie. I to nie tylko na początku, ale prawie przez większość książki. Ciekawa, oryginalna, ale czy naprawdę tak dobra jak mówi większość osób?

Muszę przyznać, że pomysł jest naprawdę inny i wciągający. Susan stworzyła cały świat od podstaw. Świat, który ma swoją historię sięgającą dużo wstecz. Świat, który tworzy spójną całość z historią dwóch przyjaciółek. Najbardziej spodobał mi się wątek więziosiostry, więziorodziny i sercowięzi. Nie jestem pewna dlaczego. Wydaje mi się, że właśnie to nadało Prawdodziejce inny wydźwięk. Pokazało, że oprócz akcji i walki znajdzie się tu miejsce na takie wartości jak miłość i przyjaźń.

Bohaterowie są dobrze wykreowani. Było ich od groma i jeszcze trochę, przez co zdarzało mi się gubić, a teraz, kilka dni po jej przeczytaniu trudno mi powiedzieć kto jest kim. No i tak jak Iseult okazała się całkiem fajna, tak Safi nie mogłam przeboleć. Niesamowicie mnie denerwowała, ciągle zachowywała się jak księżniczka, a potem nagle jej to mijało. Podobnie było z Merikiem. Irytujący, nagle stawał się dobroduszny i sympatyczny, lecz mojego serca  i tak sobie nie zaskarbił.

Susan Dennard pisze w fajny, chociaż ciężki sposób. Trudno mi się ją czytało, mimo tego, że była całkiem niezła. Kilkanaście ostatnich stron jest wyśmienitych i jest to niestety jeden z niewielu momentów w których naprawdę udało mi się wciągnąć. Niby ciągle coś się dzieje, ale jednak jest to dość monotonne i raczej łatwo przewidzieć co będzie następne. Plusem jest to, że historia jest opowiadana z różnych punktów widzenia, co pozwala zobaczyć to czytelnikowi od każdej ze stron.

Prawdodziejka na pewno jest oryginalna i ciekawa, chociaż nie do końca się tego spodziewałam. Trochę się męczyłam z przebrnięciem przez nią, jednak jest ciekawa i warta uwagi, o ile ktoś lubi fantastykę. Jeśli nie, nie obiecuję, że to przypadnie wam do gustu. Jest to jedna z tych powieści, które czyta się mając umysł otwarty na zupełnie nowe… doświadczenia. Świat, historię, postaci. Niewiele brakuje Susan Dennard do czegoś naprawdę niesamowitego.





6/10



„Bądź jak kwiat, jak kwiat na tafli jeziora.”



Czaroziemie

Prawdodziejka | Wiatrodziej | Bloodwitch | ???



Za możliwość poznania więziosióstr dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non!

1 komentarz:

  1. o Prawdodziejce słyszałam ostatnimi czasy bardzo wiele i była ona dosłownie wszędzie. Teraz już zauważam, że ten szał na nią trochę zelżał. Ja jednak raczej nie mam w planach czytania tej książki. Obawiam, że mogłabym tak jak Ty, trochę męczyć się z nią.
    Pozdrawiam!

    http://recenzje-sophie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Bardzo mi miło jeśli komentujesz moje posty, ale jeśli nie przeczytałeś całego posta to go nie komentuj 'tak' lub 'nie' bądź 'przeczytam' lub 'nie przeczytam'. Wykaż się i skomentuj po przeczytaniu. Dziękuję.

Pozdrawiam,
Sophie Carmen