wtorek, 9 lutego 2016

P.C. & Kristin Cast - Wyzwolona




Siedzicie razem w szkolnej stołówce i analizujecie obecną sytuację, która nie jest najlepsza. Sami nie wiecie już co robić. Działać, czy czekać? Postanawiacie rozdzielić się i poszukać jakiś informacji, które mogą być przydatne. W końcu to XXI wiek. Jest Internet, są książki. Postanawiacie także skorzystać z wiedzy nauczycieli i najwyższych kapłanek. Już macie wstać i wyjść, kiedy drzwi otwierają się na oścież i staje w nich detektyw. Dowiadujecie się najgorszego. Neferet znów się ujawniła i popełniła już kilkanaście morderstw. Musicie się pośpieszyć. Czas ucieka. 

Zoey Redbird ma poważne kłopoty. Przekazuje Afrodycie kamień proroczy, a sama oddaje się w ręce policji i zrywa kontakty ze swoimi przyjaciółmi. Pragnie ponieść zasłużoną karę, nawet jeśli jej ciało miałoby odrzucić Przemianę i umrzeć. Jedynie miłość najbliższych może ocalić Zoey przed Ciemnością, która zawładnęła jej duszą. Niestety, z mroku wyłania się zło. Neferet ukazuje wreszcie śmiertelnikom swoje prawdziwe oblicze i ogłasza się boginią Ciemności, czyniąc z mieszkańców Tulsy swoich zakładników.

Od dawna nie mogłam się doczekać zakończenia Domu Nocy. Byłam, (a może nadal jestem?) przywiązana do tej serii, w końcu moja przygoda z nią trwała około 4/5 lat. Jednak bałam się tego co tu się wydarzy. Po zakończeniu Wyzwolonej i odłożeniu jej na bok zdałam sobie sprawę z tego, że Dom Nocy bardzo się zmienił. Pierwsze części są czysto młodzieżowe i polegały głównie na wyborze chłopaka. Są niewinne i nie dzieje się w nich praktycznie nic krwawego. Jednak z każdym kolejnym tomem zmieniało się to co się działo. W końcu przerodziło się to w powieści pełne krwi, morderstw, obrzędów, obłędu Neferet i trudnej walki z Ciemnością.

Po przeczytaniu powieści Kristin Cast, zauważyłam dużą różnicę. Mam wrażenie, że praktycznie wszystko pisze P.C. Cast, a jej córka „podrzuca” jej pomysły, co może się jeszcze wydarzyć. Wyzwoloną czytało mi się szybko i prosto, chociaż nie mogę powiedzieć, że przyjemnie,      a to wina perspektywy Neferet, która napawała mnie obrzydzeniem. W jej postępowaniu było za dużo obłędu, chęci zemsty, a to było okropne i nieprzyjemnie się o tym czytało. Po dłuższym zastanowieniu, uważam, że kontynuowanie tej serii przez 12 tomów nie było najlepszym pomysłem. Dlaczego? Ponieważ praktycznie nic nie pamiętałam, a uwierzcie mi, że trudno sobie przypomnieć, co było w siódmym tomie, który czytało się cztery lata temu. Prawdę mówiąc, wolałabym 6 tomów po 500 stron. Może w taki sposób udałoby mi się co nieco zapamiętać. Jednym z minusów jest także pierwsze 100 stron które przypominały mi kiepski film akcji. 

Tyle powieści przewinęło się przez tą serię, że oprócz głównych postaci praktycznie nikogo nie pamiętałam. Na przykład, widząc imię „Kramisha” musiałam zajrzeć do Internetu, żeby to sobie przypomnieć. Nie umknęło mojej uwadze, że autorki więcej uwagi poświęciły Neferet. Nawet kiedy rozdziały były z perspektywy Zoey czy Afrodyty i tak wszystko krążyło wokół byłej kapłanki Domu Nocy. Ale przejdźmy może do pozytywnych rzeczy. Jedną z nich jest następne i niestety ostatnie spotkanie ze Starkiem, który odkąd się pojawił podbił moje serce. W Wyzwolonej po raz kolejny udowodnił, że warto go lubić. Nie zabrało także ciętego języka Afrodyty, chociaż był on znacznie spokojniejszy, co było miłą odmianą. 

Praktycznie od początku recenzji nie robię nic innego tylko narzekam i zdaję sobie z tego sprawę. Łatwiej wskazać mi minusy które zauważyłam, niż wypisać plusy, których też jest jednak dużo. Nie wiem co mogę sądzić o Domu Nocy, nie licząc tego, że na zawsze zostanie w moim sercu, w którym dawno temu zagościł. Nie jest to zakończenie jakie sobie wyobrażałam, ale też jest całkiem ciekawe. Nie raz moje oczy robiły się szkliste, w nadziei, że to nie dzieje się naprawdę i po prostu coś źle przeczytałam. Zachęcam Was do przeczytania Domu Nocy. Nie patrzcie na niego z perspektywy powieści z najwyższych półek, bo to nie są takie książki. Są to powieści które miło się wspomina, lekkie i pozwalające się odstresować. Będę tęsknić za Domem Nocy. Bardzo. 





7/10





„Był naszym superbohaterem, lecz nawet bohater popełnia niekiedy błędy.”



Dom Nocy
Naznaczona | Zdradzona | Wybrana | Nieposkromiona | Osaczona | Kuszona | Spalona | Przebudzona | Przeznaczona | Ukryta | Ujawniona | Wyzwolona

Opowieści z cyklu Dom Nocy
Przysięga Smoka | Ślubowanie Lenobii | Klątwa Neferet | Upadek Kalony


Za możliwość poznania zakończenia Domu Nocy dziękuję wydawnictwu Publicat

sobota, 6 lutego 2016

Victoria Scott - Ogień i woda



Stoisz nad jeziorem wpatrując się przed siebie. Masz już dosyć tego całego życia w izolacji od świata. Przecież to i tak nic nie daje twojemu ciężko choremu bratu, a ty jedyne co z tego masz to… nic. Brak przyjaciół, Internetu, telewizji. Jakiegokolwiek kontaktu z kimś innym, nie licząc rodziców      i brata. Słyszysz, że mama woła cię do domu. Wzdychasz i idziesz w kierunku niezbyt dużej chatki, która stoi niedaleko. Przechodzisz przez kuchnię, kierując się od razu do siebie do pokoju. Po drodze zatrzymujesz się jednak i uchylasz drzwi obok twoich. Cicho wchodzisz do pokoju i pochylasz się nad bratem, sprawdzając, czy nadal oddycha. Kiedy słyszysz jego miarowy oddech, uśmiechasz się delikatnie i czujesz, jak kamień spada ci z serca. 

W życiu 16-letniej Telli Holloway wszystko jest nie tak. Jej brat jest umierający, a gdy kilkunastu lekarzy nie może ustalić, co mu dolega, rodzice decydują się zamieszkać w „Zapadłej Dziurze w Montanie”, by Cody miał „świeże powietrze”. Tella traci ukochane życie w Bostonie i przyjaciół, rodzice doprowadzają ją do szału, jej brat jest bliski śmierci, a ona – kompletnie bezradna… dopóki nie odbiera tajemniczych instrukcji, jak wystartować w Piekielnym Wyścigu prowadzącym przez dżunglę, pustynię, ocean i góry, by wygrać nagrodę, której Tella rozpaczliwie pragnie: lekarstwo na chorobę brata. Wyprawa jest mordercza, zegar tyka, a Tella wie, że nie może ufać nikomu, nawet członkom swojej grupy. Czy może zaufać przynajmniej Guyowi? Czy rodzące się uczucie pomoże jej wygrać wyścig, czy będzie przyczyną jej klęski?

Nie planowałam przeczytania Ognia i wody, jednak po tylu pozytywnych recenzjach musiałam się przekonać na własnej skórze czym się wszyscy zachwycają. I nie spodziewałam się tak dobrej książki! Już pierwsze strony sprawiły, że nie mogłam się oderwać od lektury, a w dodatku cały czas uśmiechałam się jak głupia sama do siebie. Trzy dni minęły jak za dotykiem magicznej różdżki, a ja coraz bardziej „wciągałam się” w Piekielny Wyścig, siedząc z zapartym tchem i oczekując dalszych wydarzeń.  Mało jest powieści które przyprawiają mnie o szybsze bicie serca, ale Ogień i woda zdecydowanie do nich należy. 

Sam w sobie pomysł wyścigu nie należy do najbardziej oryginalnych, przecież obecnie tyle autorów to wykorzystuje. Jednak powieść Victorii Scott wyróżnia się tym, że oprócz tego pojawiają się tu zupełnie nowe rzeczy, takie jak Pandory. Sam język jakim pisany jest Ogień i woda jest bardzo plastyczny i przyjemny, czasami także humorystyczny i tajemniczy. Dzieje się dużo, to prawda, ale bez problemu można się w tym wszystkim odnaleźć. Tajemnica goni tajemnicę, a czytelnik nie jest w stanie się domyślić, co będzie dalej. Scott udało się nie raz mnie zaskoczyć, a to nie jest proste. Do tego Ogień i woda jest książką pełną emocji, takich prawdziwych, które trudno wyrazić.

Bohaterowie także są wyjątkowi, ponieważ każdy jest inny, niepowtarzalny. Tella należy do bardzo wąskiego grona żeńskich postaci, których decyzje aż tak bardzo mnie nie denerwowały, a niekiedy się z nimi nawet zgadzałam. Widać także jej przemianę. Na początku była próżną dziewczyną, którą najbardziej obchodził jej wygląd, a nie to co się dzieje dookoła. Zaś pod koniec powieści, łatwo zauważyć wielką zmianę w jej zachowaniu, między innymi to, że nie stawia już siebie na pierwszym miejscu. Mało jest postaci męskich którzy podbijają moje serce w większym stopniu niż ‘lubię go’, ale Guy stanowi wyjątek. Jest w nim coś co sprawia, że chcę poznać go lepiej. I mogę to zrobić, poznając go wraz z Tellą. Wracając do samych w sobie bohaterów -  są barwni, wyróżniają się i nie sposób o nich zapomnieć. 

Ogień i woda jest wyjątkową powieścią, którą powinien poznać każdy kto lubi między innymi „Igrzyska Śmierci”. Fabuła na pierwszy rzut oka nie wydaje się oryginalna i może nie do końca taka jest, ale zdecydowanie należy do jednych z lepszych powieści, które naprawdę wciągają czytelnika, który śledzi dalsze losy z zapartym tchem i nie jest w stanie choć na chwilę się oderwać. Ta powieść posiada wszystko, co musi mieć dobra książka: przygoda, przyjaźń, miłość, tajemnice… Nie sposób wszystkiego wymienić. Każdy znajdzie jakiś wątek który go zainteresuje. Odkąd skończyłam Ogień i wodę polecam ją każdemu – wam także. 





9/10





„Każdy z nas ma w domu jakiś powód, dla którego walczy (...).”



Ogień i woda
Ogień i woda | Kamień i sól


Za możliwość wystartowania w Piekielnym Wyścigu dziękuję wydawnictwu IUVI




środa, 3 lutego 2016

C.C. Hunter - Wybrana o zmroku



W Wodospadach Cienia Kylie odkryła świat o wiele dziwniejszy, niż kiedykolwiek mogłaby się spodziewać. Czy kiedykolwiek wyobrażała sobie, że jej najlepszymi przyjaciółkami będą wampirzyca i czarownica? Czy myślała, że będzie uciekać przed wrogiem i mierzyć się z własnym dziedzictwem i mocą? Czy kiedykolwiek śniła o dokonywaniu wyboru między wilkołakiem, który złamał jej serce, ale za wszelką cenę chce ją odzyskać, a półelfem, który był przy niej, ale wycofał się, zanim los dał im szansę? Kylie musiała opuścić Wodospady Cienia ze swoją rodziną. Gdy na jej trop wpada najpotężniejszy wróg, dziewczyna widzi przed sobą tylko jedną możliwość: musi przejść przemianę i w pełni zawładnąć swoją mocą. Tylko to pozwoli jej powstrzymać Maria. Jej podróż ku własnej tożsamości nie zakończy się jednak, dopóki jej serce nie dokona ostatecznego wyboru. 

Wodospady Cienia to seria która dała mi naprawdę wiele, a tym samym ujęła mnie za serce. Długo odmawiałam sobie możliwości przeczytania ostatniej części, nie chcąc zakończyć tej niesamowitej recenzji. Ale w końcu nadszedł ten czas, kiedy sięgnęłam po Wybraną o zmroku i ostatni raz udałam się z Kylie do Wodospadów Cienia. Mimo tego, że to już koniec, ta niesamowita historia która nieraz wywoływała ciarki na moich plecach na długo zostanie w mojej pamięci. Z jednej strony z chęcią przeczytałabym jakieś opowiadanie, a nawet powieść, o tym, co się dzieje po zakończeniu Wybranej o zmierzchu – tak gdzieś 5 lat później, ale z drugiej strony cieszę się z tego, jak się skończyło. Sama nie wymyśliłabym lepszego zakończenia.

Podziwiam C.C. Hunter za to, że od początku podchodzi do pisania z ogromnym zaangażowaniem, wkładając w to całe serce. Może trochę dziwnie to brzmi, w końcu jej nie znam. Jednak podczas czytania nietrudno zauważyć, czy autor pisał po prostu, bo chciał, czy pisał i włożył w to całe serce, całego siebie, starając się dopracować każdy szczegół – od bohaterów po kolor ścian w gabinecie. Nie jestem pewna, ale prawdopodobnie mówiłam to już w którejś recenzji. Mianowicie chodzi o to, że czytając książki spod pióra pani Hunter ma się wrażenie, jakby oglądało się film. I w dodatku w 3D. Może według was to niezbyt trafne porównanie, przecież większość „książkoholików” nie potrafi docenić ekranizacji powieści. Jednak ja osobiście z chęcią zobaczyłabym filmową wersję Wodospadów Cienia. 

Po przeczytaniu kilku stron zaczęłam się bać, że mimo tego, iż Wybrana o zmroku jest ostatnią częścią, to i tak Kylie będzie się nadal zastanawiać kogo wybrać. Jednak się myliłam, gdyż Derekowi już na tym nie zależało. Pogodził się z tym i starał się być jak najlepszym przyjacielem, przez co wreszcie znów go polubiłam. No i Lucas, którego całkowicie uwielbiam. Mimo tego, że wcześniej postąpił okropnie, cały czas miałam wrażenie, że to nie była jego wina. Więc za każdym razem kiedy pojawiał się w obecności Kylie, moje serce miękło i zastanawiałam się, kiedy dziewczyna wreszcie mu wybaczy. Uważam, że idealnie do siebie pasują i nic tego nie zmieni. 

Powiem wam w tajemnicy, że rzadko zaznaczam cytaty w książkach. Jeśli już, to są to pojedyncze zdania wpisywane do telefonu. Obecnie mój egzemplarz Wybranej o zmroku liczy 10 karteczek, chociaż gdyby nie moje wciągnięcie to byłoby ich o wiele, wiele więcej.

Będzie mi tego brakować. Całej tej atmosfery i wyczekiwania na następne części. Co prawda są „Wodospady Cienia: Po zmroku” ale to już nie to samo. Della, to nie Kylie. Nawet nie wiecie jak się cieszę, że skusiłam się na Urodzoną o północy. Mimo tego, że spotkania z duchami za każdym razem mnie przerażały, a po plecach przechodziły ciarki, ja z chęcią czytałam dalej i dalej nie chcąc na chwilę ani na chwilę odłożyć książki. Jestem pewna, że skoro dotarliście to tej recenzji, to pewnie czytaliście poprzednie części, więc nie mogę radzić Wam, żebyście przeczytali Wodospady Cienia. Mam nadzieję, że Wasza przygoda z Wodospadami również się udała i na zawsze pozostanie w waszych cieplutkich sercach. W moim także. 





8/10





„Bo gdy się kogoś kocha, to się mu wybacza.”




Wodospady Cienia



Za możliwość zakończenia przygody z Wodospadami Cienia dziękuję wydawnictwu Feeria!