środa, 4 czerwca 2014

C.C. Hunter - Przebudzona o świcie

Kylie Galen przebywa w Wodospadach Cienia już od jakiegoś czasu. Choć wśród tych wszystkich niezwykłych istot jej życie już nigdy nie będzie takie samo, czuje, że jej miejsce jest właśnie tutaj. Wciąż jednak nie ma pojęcia, kim jest naprawdę. Desperacko pragnie ustalić swoją tożsamość i zrozumieć, dlaczego nawiedzają ją duchy. Jeden z nich twierdzi, że ktoś bliski Kylie umrze przed końcem lata. Kylie dręczą też problemy sercowe. Nie potrafi zdecydować, czy zostać z wilkołakiem Lucasem, związek z którym nie należy do usłanych różami, czy być z półelfem Derekiem, który zaczyna coraz bardziej na nią naciskać. Dziewczyna wie, że musi dokonać wyboru… Romanse jednak muszą zejść na dalszy plan, gdy ciemna strona świata istot paranormalnych zaczyna zagrażać wszystkiemu, co jest dla Kylie drogie.

Czy pamiętasz, drogi Czytelniku, jak bardzo byłam zachwycona Urodzoną o północy? I jak bardzo nie mogłam się doczekać drugiej części? Tak, miałam takie szczęście, że Przebudzona o świcie miała dwa tygodnie później swoją premierę. Cieszyłam się  bardzo, że mogę ją przeczytać. Jednak gdy przyszła do mnie, cały czas ją odkładałam, na rzecz innych lektur. Przygotowałam się emocjonalnie na lekką książkę, taką jaką była pierwsza część., i zawiodłam się. Zamiast książki, którą można przeczytać w niecały dzień, znalazłam powieść, której 60 stron męczyłam przez tydzień. Do tego znalazłam podobieństwo między Przebudzoną o świcie, a drugą częścią serii Stephanie Meyer – Księżycem w nowiu. Sposób, jaki wybrała C.C. Hunter, naprawdę mnie rozczarował. Pewnie uznała, że jeśli postara się naśladować Meyer, która doszła do pewnego stopnia sławy, z nią stanie się tak samo. Jednak, wystarczyło by, aby Hunter trzymała się swojego stylu, w jakim jest pisana pierwsza część, a naprawdę zaszła by jeszcze dalej.

Autorka w jakimś stopniu zachowała swój sposób pisania, który zadowolił czytelnika. Aczkolwiek to co zaczęła tworzyć, strasznie mnie zdenerwował. Nawet w pewnym momencie, czułam się jakbym czytała Zmierzch. Kropka w kropkę. Akcja jest wartka, łatwo się w niej odnaleźć. Niekiedy można się nawet uśmiechnąć.  Hunter doskonale sprawdziła się, jeśli chodzi o nieprzewidywalność, i za to ją podziwiam. Naprawdę trudno napisać coś, gdzie nic nie będzie przewidywalne. Czytelnik rozwiązuje jedną zagadkę, w zamian dostając następną. I tak przez cały czas.

To co było najgorsze, to ten przeklęty trójkącik! Tak jak w pierwszej części był do zniesienia, tak w drugiej zaczął mnie przerastać, i denerwować. Nie rozumiem, jak można było zrobić coś takiego czytelnikowi. W pewnym momencie to zrobiło się tak niesmaczne, że miałam ochotę rzucić książką w ścianę, i nie wracać do niej. Długo. Kylie zupełnie się zmieniła. Tak jak na początku, bez problemu odnowiłam z nią kontakty, tak z coraz dalszymi stronami, złościła mnie niesamowicie. Stała się małą dziewczynką, która nie ma nic innego do roboty. Rozumiem raz na jakiś czas, ale co pięć minut. No ludzie!

Jeśli mówimy  o okładce, to bardzo mi się podoba. Urodzona o północy jest utrzymana w barwach fioletowych i różowych, a Przebudzona o północy niebieskich i odrobinę zielonych.  To jest bardzo pomysłowe, bo taki zabieg naprawdę przykuwa wzrok. Do tego cudnie prezentują się na półce!

Przebudzona o północy nie była nie wiadomo jak wybitna, brakowało mi tego „czegoś”. Ale w seriach najczęściej jest tak, że druga część jest gorsza od poprzedniczki, więc chcę dać szansę trzeciemu tomowi. Trochę za dużo tu innych dzieł, i autorka troszkę zgubiła siebie w tym wszystkim, ale miejmy nadzieję, że w następnej części ją odnajdzie.




„-Jeśli to wszystko, to czemu wślepiacie się we mnie tak, jakby wyrósł mi ogon?
-A myślisz, że to możliwe? (…)
O cholera! On mówił poważnie. Przesunęła ręką po pupie, by się upewnić, że nic się tam nagle nie pojawiło. Ale nie.”





6/10






Wodospady Cienia





Za możliwość ponownego odwiedzenia obozu w Wodospadach Cienia dziękuję wydawnictwu Feeria!

2 komentarze:

  1. 6/10 to nie aż taka zła ocena. Mam nadzieję, że ja się na niej nie zawiodę. Ale cóż, rzeczywiście hunter mogła trzymać się własnego stylu, bo po co naśladować kogoś kim się nie jest?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam tej serii chyba. Ale to cała ja - nie znam niczego!

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Bardzo mi miło jeśli komentujesz moje posty, ale jeśli nie przeczytałeś całego posta to go nie komentuj 'tak' lub 'nie' bądź 'przeczytam' lub 'nie przeczytam'. Wykaż się i skomentuj po przeczytaniu. Dziękuję.

Pozdrawiam,
Sophie Carmen