czwartek, 29 maja 2014

Kiera Cass - Rywalki



Dla 35 dziewcząt Eliminacje to szansa ich życia. Jedna z nich zostanie żoną księcia Maxona, przyszłego władcy Illei. Ze świata, w którym panują kastowe podziały, wprost do pałacu, w którym będą spełniane ich życzenia. Z miejsca, gdzie głód i choroby są na porządku dziennym, do krainy jedwabi i klejnotów. Każda dziewczyna pragnie zostać wybrana. Każda poza Americą Singer. America jest Piątką i należy do kasty artystów. Członkowie jej rodziny albo malują, albo śpiewają, oprócz najmłodszego członka czyli  Geralda. Mimo tego, że nie zarabiają majątku, starają się być szczęśliwi. Kiedy przychodzi list z wiadomością o Eliminacjach, mama dziewczyny stara się ją namówić na zgłoszenie, ale ona nie jest co do tego pewna. W końcu jej chłopak którego od dwóch lat trzyma w tajemnicy – Aspen przekonuje  dziewczynę do tego. Z początku nastawiona na przegraną, Ami zostaje wylosowana i trafia do zamku.

Jestem pewna, że prawie wszystkie czytelniczki chciały być kiedyś królewną, mieć ukochanego księcia, oraz bajkowy zamek. Niektóre może nadal o tym myślą. Szczerze mówiąc, nie pamiętam, żebym ja miała takie pomysły, ale ja zawsze byłam inna.  W każdym razie. W Rywalkach to jest możliwe. Mimo tego, że z początku i w niektórych momentach przypomina mi to Szklany tron oraz Igrzyska śmierci, zostałam od razu wciągnięta w akcję. Książka zaczyna się w momencie, kiedy mama Ami otwiera list. Od pierwszych słów, czułam się jak uczestniczka tych wydarzeń. Ta powieść, jest pisana w taki sposób, że trudno jest się oderwać, i zrobić sobie przerwę. Ponieważ tak się wczuwamy w akcję, że nie sposób zrobić pauzę. Czy w życiu można zatrzymać czas? Nie. I właśnie tak jest w Rywalkach.

Nic nie dzieje się za szybko, a wręcz idealnie. Kiera wie, kiedy zrobić przerwę tygodniową między wydarzeniami, a kiedy wystarczy kilka godzin, czy nawet minut.  Do tego, pióro Cass jest lekkie i przyjemne w odbiorze, więc czytanie idzie nam „jak z płatka”. Warsztat pisarski autorki jest zaawansowany, i nie można po niej poznać, że to pierwsza upubliczniona książka. Opisy nie są przydługie, a w sam raz. Dialogi, nie są nudne i monotonne, a ciekawe i pełne życia. Czyli wszystko, czego czytelnik oczekuje od dobrej książki. Moja poprzeczka nie była ustawiona wysoko, a Kiera Cass, i tak bez większego problemu ją przeszła.

Americę poznajemy coraz bardziej z biegiem czasu. Nie wszystko zostaje nam zaserwowane na tacy, więc niektórych rzeczy musimy domyślić się sami. Ami, to silna i stanowcza bohaterka. Jak się na coś uprze, to tak się stanie. A najlepsze w niej jest to, że nie jest tak jak większość, czyli „chcesz mnie, bierz mnie”. To chyba najbardziej mi się spodobało. Kolejną rzeczą jest to, że czujemy zupełnie to samo co ona. Jeśli Kiera postanowiła, że Ami lubi Marlee, to my też ją lubimy. Główna bohaterka nie lubi jednej, to my też jej nie lubimy. Na początku moje serce podbił Aspen, ale później przerzuciłam się na Maxona. I zdecydowanie potwierdzam, że jestem „Team Maxon”.

Dawno nie czytałam tak dobrej książki. Pewnie kończąc czytać tą recenzję, myślisz sobie, drogi Czytelniku, że to monotonna i przewidywalna powieść, a ja się nią zachwycam, bo lubię księżniczki. I tu się mylisz, bo jest zupełnie na odwrót. Księżniczki to nie są moje ukochane postacie, i jako tako nie lubię z nimi „obcować”. Jednak w Rywalkach, to jest przedstawione w tak perfekcyjny sposób, że nie da się nie zakochać. Bardzo rzadko się zdarza, że coś co ma chociażby minimalne elementy innej książki, podobało mi się, ale w tym wypadku jest zupełnie inaczej. Jestem zauroczona, i zostanie tak przez dłuższy czas. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam!



9/10




„Ty sobie nie dajesz rady z płaczącymi kobietami, a ja nie radzę ze spacerami u boku księcia.”




Selekcja


Za możliwość wkroczenia do pałacu dziękuję wydawnictwu Jaguar!

2 komentarze:

  1. Ja nie mogę się doczekać, aż druga część trafi w moje łapki :)

    weronine-library.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja także czytałam tę książkę, ale miałam zupełnie inne odczucia. Jakoś gorzej ją odebrałam, byłam wręcz zawiedziona, bo strasznie zainteresowała mnie swoim opisem i tą przecudną okładką. A potem czułam jakiś niedosyt. Być może powinnam dać jej więcej czasu :)
    Bardzo dobra recenzja, tak poza tym...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Bardzo mi miło jeśli komentujesz moje posty, ale jeśli nie przeczytałeś całego posta to go nie komentuj 'tak' lub 'nie' bądź 'przeczytam' lub 'nie przeczytam'. Wykaż się i skomentuj po przeczytaniu. Dziękuję.

Pozdrawiam,
Sophie Carmen