czwartek, 28 marca 2019

Haruki Murakami - Na południe od granicy, na zachód od słońca

Hajime od lat pielęgnuje w sobie wspomnienie Shimamoto, pierwszej ukochanej z okresu dzieciństwa, i porównuje do niej każdą napotkaną dziewczynę. Kiedy już jako dorosły mężczyzna spełniony w życiu osobistym i zawodowym przypadkowo spotyka Shimamoto, okazuje się, że dawna fascynacja przetrwała. Hajime decyduje się porzucić swą rodzinę i wykorzystać szansę daną mu przez los...
Od dawien dawna mówi się o dziełach Murakamiego, mnóstwo osób się nimi zachwyca coraz bardziej z każdą to nową pozycją. Dlatego też i na mnie nadszedł czas. Zasięgnęłam rady u bliskich osób, po jaki tytuł sięgnąć najpierw, jednak szczęście nie dopisało mi w księgarni. Wtedy też wybór padł na cienkie Na południe od granicy, na zachód od słońca. W końcu lepiej zacząć od czegoś "mniejszego". 

Przez pierwsze parę stron nie do końca wiedziałam, co sądzić. Czy zaczyna mi się podobać, czy nie. Takie odczucia miałam do końca - dopiero po odłożeniu książki na półkę mogłam powiedzieć "naprawdę mi się podobało". Chociaż na dobrą sprawę, jest to lektura dość specyficzna, nie każdemu przypadnie do gustu. Myślę też, że należy do niej dorosnąć, aby w pełni zrozumieć przesłanie. Być może za parę lat wyciągnę z niej zupełnie coś innego.

Sposób, w jaki pisze Haruki Murakami jest inny, ciężki, lubuje się w opisach, zwłaszcza odczuć. Najbardziej zachwyciło mnie jednak to, że nie uznaje tematów tabu. W niektórych pozycjach jest to aż nachalnie pokazane, jednak w powieściach tego autora - całkiem naturalne. Pomimo tego, że czytanie zajmuje więcej czasu, potrafi całkowicie pochłonąć, na koniec zostawiając czytelnika z pytaniem o to, co się właściwie wydarzyło. 

Głównego bohatera, Hajime, poznajemy w wieku lat 12. Dorasta na naszych oczach, poznajemy go coraz to lepiej, choć jego działania są dość zaskakujące, bowiem jest to człowiek, który nic nie robi sobie ze zdrady czy krzywdzenia innych. Skupia się na własnych zachciankach, potrzebach, obsesji na punkcie Shimamoto, która swoją drogą w pewnych momentach robiła się dość męcząca.

Pierwsze spotkanie z Murakamim uważam za udane. Na pewno zachęciło mnie do sięgnięcia po inne jego pozycje, zwłaszcza z gatunków różniących się od literatury obyczajowej. Jeśli jeszcze nie znacie twórczości tego autora, Na południe od granicy, na zachód od słońca będzie dobrym początkiem.


7/10


"Jeśli wystarczająco długo patrzy się na deszcz i nie myśli o niczym, człowieka stopniowo ogarnia uczucie, że jego ciało się uwalnia, otrząsa z rzeczywistości świata. Deszcz ma hipnotyzującą moc."

poniedziałek, 26 listopada 2018

Światła, kamera, AKCJA!: Zamiana z księżniczką

Stacy De Novo jest zwyczajną kobietą z Chicago. Ma własną cukiernię, która cieszy się niemałym powodzeniem; uwielbia mieć wszystko zaplanowane co do minuty. Zaś Lady Margaret Delacourt pochodząca z Montenaro ma wkrótce zostać księżniczką Belgrawii. Zanim jednak to nastąpi, chciałaby spróbować jednej rzeczy - zwykłego życia. Dlatego gdy Stacy i Margaret wpadają na siebie przypadkiem podczas przygotowań do konkursu świątecznych wypieków, postanawiają zamienić się miejscami na dwa dni.

Zamiana z księżniczką opowiada historię, którą każdy zna, choć w zupełnie nowej, odświeżonej wersji. "Zwykła dziewczyna" nareszcie nie należy do biednej grupy, co zwykle służy jeszcze większemu uwydatnieniu różnicy między dwiema bohaterkami. Stacy dla odmiany posiada dobrze prosperującą cukiernię, wspaniałego najlepszego przyjaciela i cudowną chrześnicę. Dzięki temu o wiele łatwiej zidentyfikowałam się z postacią.

Akcja rozgrywa się w fikcyjnej Belgrawii tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Magiczna atmosfera związana z tym okresem jest bardzo dobrze wyczuwalna przez cały film. Do tego sceneria w połączeniu z żywymi kolorami wprost zapiera dech w piersiach. Muzyka idealnie komponuje się z całością, co sprawia, że Zamiana z księżniczką staje się naprawdę przyjemna w oglądaniu.

W rolę dwóch głównych bohaterek wciela się znana większości osób Vanessa Hudgens. Udało jej się oddzielić Stacy i Margaret od siebie, każdej nadając charakterystyczną rzecz. O ile się nie mylę, Lady Delacourt mówi nawet z innym akcentem! Vanessa bardzo wczuła się w role, nie zapominając o tym, że dla obydwu kobiet inne życie jest czymś zupełnie nowym, przez co nie zawsze się odnajdują. Oprócz tego znajdziemy tutaj Sama Palladio (książę Edward), Nicka Sagara (Kevin) oraz Suanne Braun (pani Donatelli). Każdy z nich dobrze odegrał swoją postać, co zdecydowanie pomaga w odbiorze filmu. W końcu nie ma nic gorszego niż postać, która źle się czuje w swojej skórze.

Choć Zamiana z księżniczką nie jest oryginalnym filmem z zupełnie nową historią, uważam, że warto poświęcić na niego czas. Pomimo tego, że bardzo łatwo domyślić się zakończenia, ogląda się go bardzo przyjemnie. Do tego idealnie wpasowuje się w nie tak daleki czas świąt. Nie brakuje w nim humoru ani morałów. W skrócie, znajdują się tu rzeczy, które dobry film powinien posiadać. Dlatego jeśli szukacie lekkiej historii na spokojny wieczór, Zamiana z księżniczką będzie dobrym wyborem.

7/10

niedziela, 18 listopada 2018

Muzyczne polecajki - październik

Hej, cześć i czołem!

Jako że od końca października minęło już trochę czasu, przychodzę podzielić się kilkoma piosenkami, które górowały na mojej playliście. Koniecznie dajcie znać, czy którąś z nich znaliście wcześniej i co sądzicie!


The Rose - She's In the Rain



CL - Hello Bitches



Steve Aoki - Waste It On Me ft. BTS



Shawn Mendes & Zedd - Lost In Japan (Remix)



Dua Lipa & BLACKPINK - Kiss and Make Up



piątek, 9 listopada 2018

Przedpremierowo: Alwyn Hamilton - Opowieści z piasku i morza

Pustynia skrywa jeszcze więcej magicznych tajemnic, czy chcesz poznać je wszystkie? Przed Wami ekskluzywna kolekcja opowiadań ze świata "Buntowniczki z pustyni". Doskonałe uzupełnienie dla fanów serii lub wprowadzenie dla tych, którzy chcą zacząć pustynną przygodę z Niebieskooką Bandytką. Zbiór zawiera opowieści dopełniające historię Amani i rebelii oraz ekskluzywny wywiad z autorką.

Całą trylogię Alwyn Hamilton darzę dużym uczuciem. Jest to historia, która całkowicie mnie zauroczyła i zdecydowanie należy do jednych z moich ulubionych. Dlatego też z chęcią wróciłam do wykreowanego przez autorkę świata, choć w postaci zaledwie czterech niezbyt długich nowelek. 

Pierwsza z nich, Skradziony ładunek mówi o Jinie i Ahmedzie, a także ich misji, której podjęli się przed rozpoczęciem wydarzeń z "Buntowniczki z pustyni". Choć obydwie te postacie bardzo lubię, zwłaszcza tą pierwszą, opowiadanie nie powaliło mnie na kolana, ot co. 

Druga, nosząca nazwę Dziewczyna z morza, spodobała mi się o wiele bardziej. Przybliżyła dzieciństwo braci wspomnianych wyżej, a dokładniej jak to się stało, że wyrwali się z haremu. Choć Czytelnik po przeczytaniu całej trylogii zna tą historię, jest ona opowiedziana o wiele dokładniej. Ma także w sobie coś, przez co czyta się ją... inaczej? 

Następna jest Opowieść o Bohaterze Attallahu i Księżniczce Hawie, która również była przedstawiona w częściach trylogii, więc tutaj mamy po prostu pełną wersję. Czyta się ją naprawdę dobrze. Autorka sięgnęła po odrobinę inny sposób pisania, który nadaje baśniowego klimatu, co sprawia, że pochłania się je w mgnieniu oka.

Ostatnie opowiadanie spodobało mi się najbardziej. Dżin i uciekinierka zawiera humor; wydaje mi się również, że mimo wszystko jest lżejsze niż poprzednie. Na pewno je czytało się najprzyjemniej!

Jeśli ktoś lubi świat stworzony przez Alwyn równie bardzo jak ja, sięgnięcie po Opowieści z piasku i morza będzie dobrym dopełnieniem historii, choć równie dobrze może służyć jako wprowadzenie - nie ma to większego znaczenia. Świetnym dodatkiem jest także wywiad z autorką. Wydaje się, że to nic specjalnego, wywiad jak każdy inny, jednak znajduje się tam dużo motywacji, zwłaszcza dla osób, które w przyszłości chciałby wydać swoją własną powieść. Zbiór nowelek do pochłonięcia w jeden wieczór, powrót choć na chwilę do Miraji w towarzystwie ulubionych bohaterów.


7/10


"(...) miała wrażenie, że śni o czasach, gdy mężczyźni byli bohaterami, a kobiety tkały magię z powietrza, natomiast niegodziwi, niesprawiedliwi i nikczemni byli zabijani przez siły silniejsze od ludzi. Gdzie książęta jeździli na chmurach w miejsca, o których nikt nie słyszał, a dzieci tańczyły z duchami, kiedy nikt nie patrzył."


Seria pustynna
Opowieści z piasku i morza (0.5) | Buntowniczka z pustyni | Zdrajca tronu | Duchy rebelii


premiera: 14 listopada


Za możliwość poznania nowych opowieści szeptanych przez piasek i morze dziękuję
wydawnictwu We Need YA!

wtorek, 23 października 2018

Światła, kamera, AKCJA!: Do wszystkich chłopców, których kochałam


Lara Jean wiedzie zupełnie normalne życie szarej myszki. No, prawie. Chcąc uwolnić się od uczuć do chłopaków pisze listy, które następnie adresuje i zamyka w pudełku. Wszystko się zmienia, kiedy przez przypadek adresaci dostają wyznania dziewczyny. 

Od dłuższego czasu walczyłam z chęcią obejrzenia tego filmu. Jednym z głównych powodów było to, że przede wszystkim chciałam się najpierw zapoznać z pierwowzorem niedawno ponownie wydanym w Polsce. W końcu jednak stało się - w sobotni poranek zasiadłam przed laptopem i włączyłam Do wszystkich chłopców, których kochałam. Wiecie, zaczynam żałować, że tak późno się za to zabrałam!

Do filmów, w przeciwieństwie niż do książek, podchodzę raczej z neutralnym nastawieniem, nie oczekując nie wiadomo czego. Dlatego jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Już od pierwszych minut zostałam ujęta za serce ładnymi kadrami i scenerią, na którą aż miło się patrzyło. 

Bardzo spodobał mi się także realizm historii Lary Jean. Jako rówieśniczka głównej bohaterki z którą zauważyłam wiele łączących mnie elementów, muszę przyznać, że wczułam się w akcję, która pochłonęła mnie bez reszty. Oprócz wątku listów i miłości, zostały poruszone także inne tematy - zwłaszcza rodziny żyjącej z jednym rodzicem oraz siostrzanych uczuć.

Aktorzy zostali dobrze dobrani, choć widoczna jest różnica między wiekiem ich, a odgrywanych przez siebie bohaterów. Myślę jednak, że można na to przymknąć oko z racji tego, że to dość częsty zabieg stosowany w dzisiejszych czasach. W obsadzie znajdziemy takie osoby jak Lana Condor (Lara Jean Covey), Noah Centineo (Peter Kavinsky) czy Janel Parrish (Margot Covey). Uważam, że dobrze odegrali swoje role, a związki pomiędzy postaciami były w realistyczny sposób widoczne.

Idealnym dodatkiem do Do wszystkich chłopców, których kochałam jest naprawdę świetna muzyka, zawierająca piosenki wpasowujące się w klimat filmu. Co najmniej do połowy zastanawiałam się nad zakończeniem, jednak muszę przyznać, że jestem z niego zadowolona. Pytanie tylko czy powstanie kolejna część, bazująca na drugim tomie trylogii Jenny Haan. Jeśli odpowiedź jest twierdząca, z chęcią ją obejrzę! Reasumując, myślę, że jest to ekranizacja, która raczej przypadnie do gustu młodzieży, zwłaszcza płci pięknej. Lekka historia idealna na chłodne już wieczory.


8/10

czwartek, 18 października 2018

Becky Albertalli - Leah gubi rytm




Leah zazwyczaj trafia we właściwe dźwięki, w porównaniu do prawdziwego życia, w którym czasami gubi rytm. Jako jedynaczka i córka młodej, niezbyt zamożnej samotnej matki, zdecydowanie wyróżnia się w kręgu znajomych. Uwielbia rysować, lecz jest zbyt nieśmiała, żeby się tym chwalić. I chociaż jej mama wie, że Leah jest biseksualna, dziewczyna nie zebrała się jeszcze na odwagę, żeby powiedzieć o tym przyjaciołom – nawet swojemu BFF, Simonowi, który otwarcie przyznaje się do bycia gejem.

Kiedy dotychczas nierozerwalna więź łącząca grupkę przyjaciół zaczyna się rozpadać, Leah nie wie, co zrobić. Na horyzoncie majaczy bal na koniec szkoły i college, a napięcie w grupie z każdą chwilą rośnie coraz bardziej. Leah wypada ze swojego życiowego rytmu, gdy ludzie, których kocha, zaczynają się kłócić – a już zwłaszcza wtedy, gdy zdaje sobie sprawę, że wobec jednej z tych osób zaczyna rodzić się w niej uczucie, którego wcześniej nie znała.

Rzadko kiedy sięgam po książkę bez zapoznania się z jej opisem. Tym razem wystarczyło mi samo nazwisko autorki. Becky Albertalli jest także twórczynią "Simon oraz inni homo sapiens"/"Twój Simon". Odkąd to przeczytałam, minęło ponad półtora roku, jednak do tej pory wracam do lektury tej powieści z pewnym sentymentem, a na pewno szczęściem, gdyż bardzo mi się podobała. Dlatego też bez zastanowienia sięgnęłam po Leah gubi rytm. Naprawdę było warto.

Książka ta skupia się na Leah, którą znamy z poprzedniej części. Od wydarzeń z "Simona (...)" dzieli nas rok czasu, co swoją drogą jest prześwietnym zabiegiem, w końcu który czytelnik nie jest ciekaw tego, co dzieje się o wiele później, po epilogu! Becky od razu rzuca nas na głęboką wodę, jakby wychodziła z założenia, że dopiero co skończyliśmy jej poprzednią powieść. Dlatego dość długo trudno było mi się połapać, bohaterowie mylili mi się, tworząc niezgrabną całość. Jednak w pewnym momencie coś "zaskoczyło" dzięki czemu mogłam w pełni oddać się lekturze. 

Leah gubi rytm czyta się w zastraszającym tempie, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, jak szybko znajduje się już w połowie, o zakończeniu nie wspominając. Akcja ma dużą rozpiętość czasową, około dwóch miesięcy jeśli dobrze pamiętam. Nie jest do jednak przeszkodą, nie tworzą się luki, w sumie praktycznie się tego nie odczuwa. A to głównie spowodowane jest tym, że Albertalli używa bardzo przyjemnego języka, potocznego, młodzieżowego, ale nie infantylnego. Udało jej się także osiągnąć realizm, co pozwala na jeszcze większe wciągnięcie się w książkę.

Kreacja bohaterów, jak to u Becky, jest na wysokim poziomie - tworzone są postacie barwne, z krwi i kości. Przepełnione emocjami, popełniające błędy. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo tęskniłam za Simonem, dopóki się tutaj nie pojawił. Jego przyjaźń z Leah jest niesamowicie pokazana, szczera. A takich relacji ostatnimi czasy niewiele w książkach. Główna bohaterka jest za to dość specyficzna. Niemal od razu darzy się ją sympatią, choć niekiedy jej zachowanie jest bezsensowne i przeczące same sobie. Ale myślę, że to miało nadać realizmu i trzeba przyznać, iż doskonale to wyszło.

Barwna, lekka, śmiała - takimi słowami opisałabym Leah gubi rytm. Autorka nie boi się poruszać tematów tabu, takich jak społeczność LGBT+ czy ocenianie wyglądu, czy to poprzez inny kolor skóry czy wagę. Są to tematy współczesne, dlatego książki pokazujące traktowanie oraz myśli takich osób są bardzo ważne. I na pewno pomagają dostrzec to, jak się czują osoby, którym rzucane są krzywe spojrzenia z tego czy innego powodu. Jest to powieść niosąca kilka przesłań na raz, każdy znajdzie coś dla siebie. Dlatego też polecam ją z całego serca.


8/10


"Nie cierpię, kiedy dupki mają talent. Chcę żyć na świecie, gdzie dobrzy ludzie są we wszystkim najlepsi, a źli we wszystkim najgorsi."


Creekwood


Za możliwość znalezienia rytmu z Leah dziękuję wydawnictwu We Need YA!

piątek, 12 października 2018

C.Hand, B. Ashton & J. Meadows - Moja Jane Eyre

Sierota Jane Eyre bez grosza przy duszy, rozpoczyna nowe życie jako guwernantka w Thornfield Hall. Tam spotyka mrocznego i tajemniczego pana Rochestera. Pomimo dużej różnicy wieku oraz jego nieznośnego temperamentu, zakochują się w sobie. Ale czy to na pewno Jane Eyre? Przygotuj się na przygodę w której nic nie jest takie, jak się wydaje: pewien dżentelmen ukrywa się bardziej niż trup w szafie. A co jeżeli we wszystko wmieszają się początkująca pisarka Charlotte Brontë i badacz zjawisk nadprzyrodzonych Alexander Blackwood?

Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie czekałam na kolejny tom z serii Ladyjanistek. Byłam niezwykle ciekawa co tym razem przedstawią autorki, pomimo tego, iż nie znam pierwowzoru. Jednego obecnie jestem pewna - po przeczytaniu Mojej Jane Eyre z chęcią sięgnę po jej dziwne losy, opisane przez panią Brontë. W każdym razie dzięki temu mogłam spojrzeć na tę pozycję jako "całość" a nie retelling. I cóż, nie tego się spodziewałam.

Być może po "Mojej Lady Jane" postawiłam trochę za wysoki próg do przekroczenia. Tak jak w pierwszej książce humor był całkiem naturalny, nie raz zdarzyło mi się zaśmiać, tak tutaj miałam wrażenie, że najczęściej jest on wymuszony. Zresztą to samo mogę powiedzieć o wtrąceniach autorek - zapewne miały śmieszyć, mi zaś odrobinę przeszkadzały. 

Mimo tego pozycja sama w sobie nie jest zła. Akcja jest wartka, ciekawa, a paranormalne wydarzenia dodają "smaczku". Czasem aż włos się jeżył! Moja Jane Eyre jest podzielona na trzy perspektywy - tytułowej Jane, jej przyjaciółki Charlotte oraz agenta Towarzystwa do Spraw Relokacji Dusz Zagubionych, Alexandra. Dzięki temu zabiegowi czytelnik ma okazję poznać historię z innej strony niż głównej bohaterki.

Postacie. Nie mam co odnosić się do pierwowzorów, więc pozwolicie, że skupię się na ich kreacji jako bohaterów fikcyjnych, których jest od groma i jeszcze trochę. Przez to, tak na dobrą sprawę, niezbyt wiele wiemy o naszych narratorach. Każdy z nich ma na pewno przypiętą jedną, dwie charakterystyczne łatki, co przypominane jest przy każdym rozdziale. Jane Eyre doświadczyła nieszczęśliwej miłości, zadręczającej ją przez większość powieści. Charlotte Brontë jest zapaloną pisarką, która chodziłaby ciągle z nosem w swoim notesie gdyby nie wada wzroku. Zaś Alexander pracuje dla Towarzystwa i to jest najważniejsze. Choć postać agenta chyba jako jedyna naprawdę przypadła mi do gustu.

Reasumując, Moja Jane Eyre jest retellingiem "Dziwnych losów Jane Eyre", sprawnie wplatającym wątki paranormalne w całą historię. Pomimo drobnych niedociągnięć, tworzy zgrabną całość, będącą całkiem przyjemną lekturą. Jednak epilogu zostało mi jedno pytanie: jak skończył się romans przedstawiony na końcu? 


6/10



"Człowiek obdarzony darem kreatywności nie zawsze nad nim panuje. Z czasem okazuje się, że niektóre z jego pomysłów żyją własnym życiem i podejmują niezależne decyzje."



Ladyjanistki
Moja Lady Jane | Moja Jane Eyre | My Calamity Jane


Za możliwość wyruszenia do Thornfield Hall dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non!

czwartek, 4 października 2018

Muzyczne polecajki - wrzesień



Drodzy Czytelnicy!

Z racji tego, że muzyka odgrywa jeszcze większą rolę w moim życiu niż wcześniej, pomyślałam, że mogłabym podzielić się z Wami tym, czego słucham najczęściej, najchętniej. Dlatego też co miesiąc albo częściej chciałabym dodawać muzyczne polecajki. W większości będzie to pewnie muzyka koreańska, ale na pewno trafią się też utwory w innych językach. Mam nadzieję, że ciepło to przyjmiecie! Koniecznie dajcie znać co sądzicie, czy może znaliście coś wcześniej - przed Wami piosenki, które towarzyszyły mi przez większą część września.



Stray Kids - Voices



The Rose - BABY



JONGHYUN - Before Our Spring



BTS - I'm Fine



5 Seconds Of Summer - Youngblood


sobota, 29 września 2018

Światła, kamera, AKCJA!: Kaichou wa Maid-sama!

Misaki Ayuzawa jest pierwszą dziewczyną w historii, która została przewodniczącą samorządu szkolnego liceum Seika. Dotychczas szkoła ta przyjmowała w swoje progi wyłącznie chłopców, lecz teraz idąc z postępem, zmieniono jej status na koedukacyjny. Aby poprawić słabą opinię szkoły Misaki rządzi twardą ręką i krnąbrnym nastolatkom nie wybacza nawet najmniejszych potknięć. Nikt nie wie, że po godzinach despotyczna przewodnicząca pracuje w Maid Cafe - kawiarni, w której kelnerki przebierają się w stroje pokojówek. Pewnego dnia szkolny playboy Takumi Usui wpada na Misaki, gdy ta wynosi śmieci z restauracji i w ten sposób poznaje jej sekret. 

Kaichou wa Maid-sama! to drugie anime, które obejrzałam. Jako że zdecydowałam się na nie ze względu na polecenie przyjaciółki, doskonale wiedziałam w jakich klimatach będzie - słodka historia, swojego rodzaju "bad boy" oraz zwykła dziewczyna. Mimo tego naprawdę szybko się wciągnęłam i z uśmiechem pochłaniałam kolejne odcinki. Historia sama w sobie jest dość przewidywalna, tak naprawdę od samego początku wie się, jakie będzie zakończenie. Pomimo tego, możliwość obserwowania zmieniającej się relacji Misaki i Takumiego była dość... ciekawa.

Anime to składa się z 26 odcinków po 25 minut, a każdy opowiada o czymś innym.. Choć kreska jest raczej prosta, w niektórych momentach nawet kojarzyła mi się z taką bajkową, jest ładna, dzięki czemu oglądanie było o wiele przyjemniejsze. Warto podkreślić także, że poruszane są tutaj śmielsze tematy, ale nie chcę za dużo zdradzać.

Główni bohaterowie czyli Misaki i Takumi są ciekawie przedstawieni, mają swoją historię, którą poznaje się z czasem coraz bardziej. Choć prawdą jest, że Ayuzawa często mnie irytowała swoim dziecinnym zachowaniem, całkiem ją polubiłam. Za to Usui to wielka miłość w 2D - chyba tyle wystarczy!

Jeśli szukacie anime dobrego na początek swojej przygody, słodkiego, ale wciągającego, naprawdę szczerze polecam Kaichou wa Maid-sama!. Oprócz rzeczy opisanych wyżej, nie brakuje tutaj humoru, a co się z tym wiąże - niespodziewanych wybuchów śmiechu. Historia Misaki i Takumiego jest warta uwagi, o ile lubicie takie klimaty.



7/10



CIEKAWOSTKA: Kaichou wa Maid-sama! jest stworzone na podstawie mangi, którą w Polsce można znaleźć pod tytułem "Służąca przewodnicząca".

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Powroty (nie) zawsze są łatwe


Drodzy Czytelnicy,


Trochę mnie tu nie było. Dużo się zmieniło i to nie tylko w ciągu ostatnich trzech miesięcy, a od stycznia. Przede wszystkim ja się zmieniłam. Zdecydowanie mniej czasu poświęcam czytaniu, nie ciągnie mnie do tego aż tak bardzo jak kiedyś. Dlatego też liczba powieści przeczytanych w tym roku wynosi zaledwie... sześć. 
Wiecie, tyle rzeczy się wydarzyło, że niekiedy sama w to nie wierzę. Było ciężko. Ale za to mogę teraz śmiało powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Bardziej, niż kiedykolwiek. Chcę wrócić do pisania, brakuje mi tego bardzo. 
Wracam więc na BR. Jednak jest jeden haczyk - zamierzam troszkę poszerzyć to, co tu zamieszczam. Oprócz zwykłych recenzji książek, filmów i seriali, pojawią się także przemyślenia na temat anime bądź dram (kiedy wreszcie jakąś obejrzę), posty tematyczne dotyczące muzyki, która ciągle mi towarzyszy ostatnimi czasy. Oraz na pewno o wiele więcej moich przemyśleń i luźniejszych postów. 

Mam nadzieję, że nadal ze mną będziecie!

Ściskam,             

wtorek, 1 maja 2018

Marissa Meyer - Scarlet

Sięgasz po jedną z ostatnich skrzynek, wypełnionych po brzegi dużymi czerwonymi pomidorami. Odwracasz się od statku, od razu kierując się w stronę zaplecza karczmy, gdzie od dobrych kilku minut zanosisz warzywa ze swojej farmy. Jedna z kelnerek z uśmiechem przytrzymuje Ci drzwi, a Ty kiwasz z wdzięcznością głową. Gdy w końcu ostatnia drewniana skrzynka ląduje na ziemi, odnajdujesz właściciela. Odbiera Twój ekranet, potwierdzając odbiór i przelewając pieniądze za zlecenie. Wymuszasz uśmiech, następie przecierając odrobinę wilgotne czoło. Ruszasz w stronę swojego statku, gotowy ruszyć z powrotem na farmę.

Cinder - bohaterka pierwszego tomu Sagi Księżycowej powraca i kolejny raz wpada w wielkie kłopoty. Tymczasem po drugiej stronie świata znika babcia Scarlet Benoit. Szybko okazuje się, że Scarlet nie wie o niej wielu rzeczy. Nie wie także o śmiertelnym niebezpieczeństwie, w jakim przeżyła całe swoje życie. A kiedy spotyka Wilka, pięściarza, który może posiadać informacje o miejscu pobytu jej babci, wzbrania się przez zaufaniem mu. Coś ją do niego jednak przyciąga. A jego do niej.  Kiedy Scarlet i Wilk wyjaśniają jedną tajemnicę, natychmiast napotykają na następną, a to prowadzi ich do Cinder. Teraz razem muszą stale być o krok przed Levaną, mściwą królową Księżycowych. 

Trochę czasu minęło odkąd przeczytałam pierwszy tom Sagi Księżycowej, czyli "Cinder". Z niecierpliwością czekałam jednak, co przyniesie Scarlet. Powrót do świata wykreowanego przez Meyer był świetną przygodą, chociaż spodziewałam się odrobinę więcej.

Bardzo ciekawym zabiegiem jest przedstawienie historii z dwóch głównych perspektyw - Cinder oraz Scarlet. Pojawiają się także rozdziały opowiadane przez księcia Kaia, którego brakowało mi w głównej akcji. Dzięki temu jednak autorka prowadzi kilka wątków jednocześnie, a co ciekawe, co jakiś czas przecinają się wzajemnie. Choć dzieje się dużo, jest to zdecydowanie plus całej powieści.

Nową bohaterką w uniwersum Sagi jest tytułowa Scarlet Benoit. Choć na początku darzyłam ją sympatią, im dalej, tym bardziej stawała się irytująca. Przez całą książkę skupia się na dwóch rzeczach - swojej babci oraz tajemniczym Wilku, którego sama niezbyt wie, jak traktować. Po pewnym czasie najzwyczajniej robi się to dość monotonne. Za to postać Wilka jest dość ciekawie wykreowana - niekoniecznie pozytywna, od momentu poznania go coś nie pozwala w pełni go polubić. Nie ukrywam, że to co się zadziało, było dla mnie nie małym zaskoczeniem! Nie zapomnijmy także o kadecie Thorne, który woli być nazywany kapitanem i uwielbia sarkazm. Ma w sobie coś, przez co ze zniecierpliwieniem czekamy na każde kolejne pojawienie.

Scarlet a dokładniej bohaterka o tym imieniu, ma o wiele mroczniejszą historię od Cinder. Jest o wiele bardziej przesiąknięta przemocą, tajemnicą i nagłymi zwrotami akcji. Choć pojawiły się pewne wady i powieść nie była tak dobra, jak swoja poprzedniczka, uważam ją za dobrą kontynuację. Głównym wątkiem jest jednak zdecydowanie Cinder, więc jestem ciekawa, w jakim kierunku to się rozwinie.



7/10



"Nie dziękuj mi za mówienie ci prawdy, kiedy kłamstwo byłoby dla ciebie zbawieniem."



Saga Księżycowa
Glitches (0.5) | The Little Android (0.6) | Cinder  | The Queen's Army (1.5) | Scarlet | Cress | Fairest (3.5) | Winter | Stars Above (4.5)


Za możliwość ruszenia na poszukiwania madame Benoit dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc!




piątek, 23 lutego 2018

Światła, kamera, AKCJA!: Cudowny chłopak

Dla 10-letniego Augusta nie ma niczego bardziej niezwykłego niż "zwykły dzień w szkole". Urodzony z licznymi deformacjami twarzy, dotąd uczył się w domu pod okiem mamy. Teraz jednak, zaczynając 5 klasę w normalnej szkole, ma nadzieję, że koledzy potraktują go jak zwyczajnego chłopca. Jego wygląd sprawia, że staje się szkolną sensacją, a dla wielu wręcz "dziwadłem". Jedni się z niego śmieją, inni wytykają palcami, ale nikt tak naprawdę niczego o nim nie wie. Wystarczy jeden przyjazny gest, jedna pomocna dłoń, by obudzić w Auggiem siłę, dzięki której będzie potrafił udowodnić, że nie tylko twarz czyni go kimś niezwykłym.

Steve Conrad i Jack Thorne wykonali świetną robotę przenosząc książkę autorstwa R.J. Palacio na duży ekran, gdyż jest ona przedstawiona w sposób bardzo realistyczny. W tym filmie pojawiają się nastoletnie problemy, przedstawione za pomocą starszej siostry Vii; rozdarcie matki między opieką nad synem, a skończeniem pracy magisterskiej, a także niechęć rówieśników w stosunku do Auggiego z powodu jego odmiennego wyglądu. To zaledwie kilka rzeczy, które kreują tę historię na prawdziwą, pozwalając widzom złapać nić porozumienia z bohaterami.

Gra aktorska bardzo mi się spodobała, ponieważ dzięki niej postacie na ekranie mogły być postrzegane jako prawdziwe osoby, które nie zawsze są szczęśliwe, zdarzają im się potknięcia i momenty słabości. Ze wszystkich jednak najmniej polubiłam Augusta, gdyż już po paru minutach zostało pokazane jego egoistyczne podejście do wielu spraw, a także chęć, aby jak najwięcej uwagi było mu poświęcone. Przez to nie zyskał mojej sympatii i nie ukrywam, że czasem przeszkadzało to w odbiorze filmu.

Ciekawą atmosferę stworzyła głównie muzyka, która w połączeniu z niekiedy naprawdę zapierającymi dech w piersiach ujęciami, potrafiła wywołać skrajne emocje. Była bardzo dobrze dobrana, dodatkowo podkreślając nastrój różnych sytuacji. 

Cudowny chłopak jest interesującym filmem, zwłaszcza do obejrzenia w rodzinnym gronie. Pokazuje wiele problemów współczesnych czasów o których nie zawsze się mówi, chociażby przemoc psychiczna w szkołach. Uważam, że jest to kino z gatunku tych, które mają wzruszać i edukować, a reżyserowi zdecydowanie się to udało.


8/10


niedziela, 31 grudnia 2017

Podsumowanie roku 2017




















Kochani,
Cieplutko witam Was w ostatnim poście tego roku. Tak, żyję, jestem cała i zdrowa, ale przejdźmy już do podsumowania!

Co i jak?

   W styczniu blog obchodził kolejne, tym razem 4 urodziny. Wreszcie nauczyłam się jeździć na łyżwach, więc lodowisko odwiedzałam o wiele częściej niż zwykle. Rozpoczęłam także nowy serial, który premierę miał pod koniec miesiąca, a mowa oczywiście o Riverdale. Wyszedł także czwarty sezon Sherlocka, który okazał się małym rozczarowaniem. W lutym przeczytałam ostatnią część Endgame tym samym kończąc przygodę z tą trylogią. Dalej marzec, czyli moje urodziny świętowane w gronie najbliższych. Pod koniec miesiąca wyjechałam na tydzień do niemieckiej miejscowości Ingolstadt na pierwszą część wymiany
   Kwiecień był dość spokojnym miesiącem. Obejrzałam i przeczytałam 13 powodów, odbył się pierwszy mecz żużlowy w sezonie, a ostatnie dwa dni spędziłam w Katowicach u koleżanki. W maju po raz kolejny pojawiłam się na Targach Książki w Warszawie. Podczas pobytu w stolicy pojawiłam się także na specjalnym spotkaniu z Cecelią Ahern, którego do tej pory nie opisałam w poście. Pierwszy raz pojawiłam się na Festiwalu Kolorów i muszę przyznać, że była to świetna zabawa! Pod koniec miesiąca pojechałam do Energylandii oraz zaczęłam nosić okulary. W czerwcu pojawiłam się na grze fabularnej w opolskiej bibliotece, skończyłam kolejną klasę, a także pojechałam na kolonię do zamku w Gniewie. Jeśli chodzi o książki, to skończyłam przygodę z Podwiecznością Brodi Ashton, w której pojawiła się moja rekomendacja. Ukazała się także książka Bez serca, także z moją rekomendacją oraz pod patronatem
   Lipiec, czyli wesele mojego taty oraz chyba pierwsze farbowanie włosów na inny kolor. A przynajmniej ich części. Padło na czerwony i bardzo mi się podobało, więc mam zamiar wrócić do tego kolorku. Cały sierpień po raz kolejny spędziłam nad morzem. We wrześniu zaczęłam trzecią klasę gimnazjum oraz zakończyłam przygodę z Teen Wolfem, gdyż właśnie wtedy ukazał się ostatni odcinek. Wtedy też powróciłam w pewne miejsce i była to jedna z lepszych decyzji tego roku. Także w tym momencie pojawiły się problemy różnej maści, przez co straciłam chęć do czytania i robienia właściwie czegokolwiek. Po raz kolejny w tym roku odwiedziłam Katowice oraz Warszawę
   W październiku odbyła się druga część wymiany uczniowskiej, podczas której przez tydzień gościłam u siebie Melanie, czyli partnerkę z Niemiec. Dzięki temu miałam okazję zwiedzić Kraków oraz Wrocław. Listopad jest dla mnie bardzo ważnym miesiącem, ponieważ wtedy poznałam trzy wspaniałe osoby, z którymi szybko się zaprzyjaźniliśmy, a na dzień dzisiejszy rozmawiamy codziennie po kilka godzin. Rozpoczęłam wtedy przygodę z kpopem, zaczynając od BTS, którzy całkiem zauroczyli mnie swoją muzyką oraz charakterem. No i grudzień, który kończy się już niedługo. Zaczęło się od weekendowej wizyty moich znajomych u mnie, potem Mikołajki oraz święta. Podsumowując, rok zleciał bardzo szybko. Mam nadzieję, że 2018 będzie o wiele lepszy, wróci mi chęć do czytania i będę w stanie spełnić swoje noworoczne postanowienia.


Najlepsze książki 2017 roku

Cassandra Clare - Mechaniczna księżniczka



Filmy warte uwagi

American Assasin
Premiera: 15 września
OpisMitch Rapp (Dylan O'Brien) stracił ukochaną w ataku terrorystycznym. Od tej chwili jego jedynym celem jest zemsta. Oficer szkoleniowy CIA Stan Hurley (Michael Keaton) wie, że taki człowiek to dla agencji skarb. Szczególnie jeśli uda się go wzbogacić o pewien szczególny zestaw umiejętności, który uczyni go maszyną do zadań specjalnych. Hurley potrafi tego dokonać. Zanim szkolenie dobiegnie końca Mitch będzie miał okazję wykazać się w akcji. Według danych wywiadu grupa terro­rystów planuje atak z użyciem ładunku atomowego. Wiele wskazuje na to, że jednym z nich jest dawny uczeń Hurleya. Kogoś takiego może wytropić i zneutralizować tylko ktoś taki jak Mitch Rapp.


Między nami kosmos
Premiera: 1 lutego
OpisGardner Elliot to niezwykle uzdolniony 16-latek, który urodził się i wychował w pierwszej ziemskiej bazie na Marsie. Szukając informacji o swoim ojcu, nawiązuje internetową znajomość z „normalną” ziemską dziewczyną Tulsą. Elliot wyrusza na Ziemię, aby odnaleźć ojca, ale także doświadczyć cudów świata, z którego pochodzi. Niestety kilka dni po jego wylądowaniu naukowcy stwierdzają, że organizm chłopaka źle znosi ziemską atmosferę, a każdy dzień spędzony tutaj jest zagrożeniem dla jego życia. Elliot postanawia jednak postawić wszystko na jedną kartę. Ucieka spod kurateli lekarzy i wraz z Tulsą wyrusza w podróż, która pozwoli mu zrozumieć skąd pochodzi, kim jest i gdzie jest jego miejsce we wszechświecie.
Piękna i Bestia
Premiera: 17 marca
OpisBella (Emma Watson) jest mieszkanką francuskiej wioski. Kiedy dowiaduje się, że jej ojciec Maurycy (Kevin Kline) został uwięziony w pałacu okrutnej bestii (Dan Stevens), postanawia odnaleźć jego siedzibę. Dziewczyna oferuje mu swe życie, w zamian za życie ojca. Potwór przystaje na propozycję. Ku zdziwieniu Belli, bestia nie więzi jej w lochu. Zamiast tego dziewczyna zamieszkuje w pięknej komnacie pełnej zaczarowanych przedmiotów, takich jak: zegar Trybik (Ian McKellen), świecznik Płomyk (Ewan McGregor), czy miotełka Puf Puf (Gugu Mbatha-Raw). Tymczasem Maurycy chcąc uratować swą córkę, zwraca się o pomoc do pewnego myśliwego - Gastona (Luke Evans), który jest zakochany w Belli. 





Rok w liczbach

  • Przeczytane książki: 36 (13345 stron)
  • Napisane posty: 48
  • Napisane recenzje: 30
  • Wyświetlenia: 109 397
  • Obserwatorzy: 304
  • YouTube: 268 subskrypcji
  • Komentarze: 2100
  • Fanpage na Facebooku: 510 polubień
  • Nawiązane współprace: 1 (wydawnictwo Czwarta Strona)
  • Najpopularniejszy post: Marissa Meyer - Bez serca

poniedziałek, 20 listopada 2017

Przedpremierowo: Marissa Meyer - Cinder

Sięgasz po klucz, leżący obok prawego kolana. Odsuwasz z twarzy włosy, które wysunęły się z kucyka, po czym dokręcasz śrubkę. Masz wrażenie, że za chwilę nogi odmówią ci posłuszeństwa, po zbyt długim czasie trwania w niewygodnej pozycji. Nagle czujesz pod palcami oleistą maź. Przeklinasz pod nosem, łapiąc szmatę znajdującą się najbliżej i zatykasz dziurę. Szybko dokręcasz śrubkę, a płyn przestaje lecieć. Wzdychasz, odsuwając się od naprawianego przedmiotu. W dłoni masz ścierkę, która przesiąkła czarną cieczą i jedyne na co się nadaje, to śmietnik. Podnosisz się, czując nieprzyjemny ból w kolanach. Odsuwasz robota, przecierając czoło nasadą dłoni, tym samym wycierając pot oraz zostawiając ciemną smugę smaru.

Ulice Nowego Pekinu zapełniają ludzie i androidy. Szaleje śmiertelna zaraza. Bezlitośni Księżycowi patrzą z kosmosu, czekając na swoją okazję. Cinder, utalentowana mechanik, jest cyborgiem. Tym samym należy do obywateli drugiej kategorii. Jej przeszłość to tajemnica. Macocha jej nienawidzi i wini ją za chorobę przyrodniej siostry. Ale kiedy jej życie splątuje się z życiem przystojnego księcia Kaia, Cinder nagle wpada w sam środek międzygalaktycznej wojny i doświadcza zakazanego zauroczenia. Rozdarta pomiędzy obowiązkiem a pragnieniem wolności, lojalnością a zdradą, musi odkryć prawdę o swojej przeszłości, by uratować przyszłość świata.

Nie jest to moje pierwsze spotkanie z Marissą Meyer, gdyż to nastąpiło w marcu tego roku. "Bez serca" całkowicie pokochałam, a więc postanowiłam sięgnąć po inną książkę tej autorki, Cinder, wznowioną przez wydawnictwo Papierowy Księżyc w oryginalnej szacie graficznej. Tym razem jest to retelling bajki znanej każdemu - Kopciuszka. I muszę przyznać, że przepadłam. Pochłonęłam tę historię w niecałe dwa dni, a mogłabym jeszcze szybciej. Po prostu, nie da się inaczej.

Bardzo spodobał mi się sposób, w jaki autorka podeszła do historii znanej wszystkim - z całkiem świeżym spojrzeniem, inspirując się bardzo ogólnikowo, prowadząc opowieść Cinder w odrobinę niekonwencjonalny i zaskakujący sposób. Nie możemy z góry zakładać, że wiemy, co się wydarzy, bo jest to największym możliwym błędem. I chociaż w pewnym momencie, zaraz przed punktem kulminacyjnym, domyśliłam się, co się wydarzy, ani trochę nie zepsuło mi to radości w czytaniu tej powieści. Marissa poprowadziła fabułę w dynamiczny sposób, nie pozwoliła czytelnikowi choćby na chwilę odetchnąć. Akcja goni akcję, a dodatkowo jest to przeplecione tajemnicami, historią postapokaliptycznego świata i rozdarciem głównej bohaterki.

Bohaterowie są ciekawie wykreowani, choć kiedy zastanowimy się nad tym dłużej, nie wiemy o nich za dużo. Albo inaczej - to, czego się dowiadujemy, to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Opowiedziane jest to jednak w taki sposób, iż autorka jasno wskazuje, że im dalej będziemy brnąć w serię, tym więcej będziemy wiedzieć. Cinder naprawdę polubiłam, a nawet było mi jej żal, kiedy czasem czuła niechęć do siebie samej. Choć nie można powiedzieć, że jej życie jest idealne, stara się dopasować do otaczających ją realiów. Cinder po części opowiada walkę głównej bohaterki o przetrwanie, w świecie, gdzie bycie cyborgiem sprowadza ją do właściwie niczego. Za to moją drugą i o wiele większą miłością został książkę Kai, który skradł moje serce już na początku. Nie pytajcie dlaczego, po prostu... tak wyszło.

Cinder jest książką będącą nie tylko opowieścią o życiu dziewczyny w brutalnym świecie, gdzie w każdej chwili możesz umrzeć na lumitozę, ale także historią o walczeniu o swoje prawa, dążeniu do celu, byciu sobą i nie poddawania się, chociaż inni mogą w ciebie nie wierzyć. Uważam, że każdy znajdzie tu coś, co go poruszy, a sama fabuła wciągnie go bez reszty. Jedyne co, to żałuję, iż poznałam tą powieść dopiero teraz. Dlatego jeśli jeszcze jakimś cudem nie znacie Cinder lub innych książek Marissy Meyer, to koniecznie sięgnijcie po nie jak najszybciej. Są genialne, naprawdę.




8/10



"- Brzmi brudno i smrodliwie - powiedziała Iko.
- Skąd wiesz? - zapytała ją Cinder. - Przecież nie masz receptorów zapachu.
- Mam fantastyczną wyobraźnię."


Saga Księżycowa
Glitches (0.5) | The Little Android (0.6) | Cinder | The Queen's Army (1.5) | Scarlet | Cress | Fairest (3.5) | Winter | Stars Above (4.5)


Za możliwość dołączenia do ekipy Cinder i Iko serdecznie dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc!

czwartek, 9 listopada 2017

Jennifer Lynn Barnes - Piramida strachu

Las Vegas wstrząsa seria brutalnych morderstw, które łączy jedno - wszystkie ofiary zostały zamordowane w miejscach publicznych a na ich ciałach morderca zostawia za każdym razem ciąg cyfr, układający się w tajemniczy szyfr. Cassie Hobbes i Naznaczeni zostają wezwani, by pomóc w rozwiązaniu śledztwa. Sprawa okazuje się jednak bardziej skomplikowana i niebezpieczna, niż się na początku wydawało. Zabójca jest bardziej niebezpieczny i Na dodatek pojawiają się nowe okoliczności dotyczące morderstwa matki Cassie. Po raz pierwszy od lat jest szansa na przełom w śledztwie. Czy tajemniczy szyfr doprowadzi Naznaczonych do rozwikłania zagadki? Czy tym razem uda im się złapać mordercę? Czy Cassie dokona właściwych wyborów i stawi czoła bolesnej przeszłości?

Na trzecią część "Naznaczonych" czekałam z zapartym tchem. Trochę czasu minęło, nim pojawiła się w naszym kraju, ale w końcu się udało! Jej słowa przewodnie to: trzy dni, trzy kasyna, trzy ciała. Nie potrzebowałam trzech dni na jej przeczytanie, wystarczył zaledwie jeden, podczas którego znów dałam się porwać w świat Cassie oraz niesamowity umysł jej i reszty Naznaczonych. Nawet nie wiecie, jak mi tego brakowało!

Akcja Piramidy strachu dzieje się w Las Vegas, mieście świateł, kasyn i przepychu. Jest to także rodzinne miasto jednej z bohaterek. Bardzo podoba mi się zabieg stosowany do tej pory przez Barnes - w każdej części przyglądamy się bliżej jednemu z Naznaczonych. Choć fabuła nadal jest opowiadana z perspektywy Cassie, każdy tom daje czytelnikowi możliwość poznania bliżej innego bohatera. Jest to naprawdę pomysłowe. Dzięki temu, im dalej brniemy w historię, tym bardziej czujemy związek z postaciami, co skutkuje większym przeżywaniem... wszystkiego.

Dzieje się tu dużo, naprawdę dużo, choć w przypadku takim jak mój, nie odczuwa się tego aż tak bardzo. Przewracałam strony z mocno bijącym sercem, z niecierpliwością oczekując rozwinięcia akcji, następnych wydarzeń. A kiedy doszło do punktu kulminacyjnego i końca, poczułam niesamowitą pustkę. Z jednej strony nie mogę się doczekać kontynuacji, z drugiej, następna książka jest ostatnią w serii. Coś czuję, że całkowicie mnie rozbije.

Choć w Piramidzie strachu brakowało mi tak znajomego uczucia przerażenia, dałam się porwać równie łatwo jak w przypadku poprzednich części. Jennifer Lynn Barnes pokazuje czytelnikom, to co potrafi robić najlepiej, a więc zaskakiwać w najmniej oczekiwanych momentach. Dzieje się dużo, jednak łatwo się nie pogubić. Słowem, dokładnie to, czego oczekiwać możemy od dobrej książki. 




7/10




"Prawdziwy dom nie jest miejscem [...] Dom to ludzie, którzy cię kochają najbardziej na świecie i którzy nigdy nie przestaną cię kochać. Cokolwiek by się działo."


Naznaczeni


Serdecznie dziękuję portalowi Papierowy Pies oraz wydawnictwu Pascal, iż mogłam rozwiązać zagadkę trzech tajemniczych morderstw!