poniedziałek, 20 listopada 2017

Przedpremierowo: Marissa Meyer - Cinder

Sięgasz po klucz, leżący obok prawego kolana. Odsuwasz z twarzy włosy, które wysunęły się z kucyka, po czym dokręcasz śrubkę. Masz wrażenie, że za chwilę nogi odmówią ci posłuszeństwa, po zbyt długim czasie trwania w niewygodnej pozycji. Nagle czujesz pod palcami oleistą maź. Przeklinasz pod nosem, łapiąc szmatę znajdującą się najbliżej i zatykasz dziurę. Szybko dokręcasz śrubkę, a płyn przestaje lecieć. Wzdychasz, odsuwając się od naprawianego przedmiotu. W dłoni masz ścierkę, która przesiąkła czarną cieczą i jedyne na co się nadaje, to śmietnik. Podnosisz się, czując nieprzyjemny ból w kolanach. Odsuwasz robota, przecierając czoło nasadą dłoni, tym samym wycierając pot oraz zostawiając ciemną smugę smaru.

Ulice Nowego Pekinu zapełniają ludzie i androidy. Szaleje śmiertelna zaraza. Bezlitośni Księżycowi patrzą z kosmosu, czekając na swoją okazję. Cinder, utalentowana mechanik, jest cyborgiem. Tym samym należy do obywateli drugiej kategorii. Jej przeszłość to tajemnica. Macocha jej nienawidzi i wini ją za chorobę przyrodniej siostry. Ale kiedy jej życie splątuje się z życiem przystojnego księcia Kaia, Cinder nagle wpada w sam środek międzygalaktycznej wojny i doświadcza zakazanego zauroczenia. Rozdarta pomiędzy obowiązkiem a pragnieniem wolności, lojalnością a zdradą, musi odkryć prawdę o swojej przeszłości, by uratować przyszłość świata.

Nie jest to moje pierwsze spotkanie z Marissą Meyer, gdyż to nastąpiło w marcu tego roku. "Bez serca" całkowicie pokochałam, a więc postanowiłam sięgnąć po inną książkę tej autorki, Cinder, wznowioną przez wydawnictwo Papierowy Księżyc w oryginalnej szacie graficznej. Tym razem jest to retelling bajki znanej każdemu - Kopciuszka. I muszę przyznać, że przepadłam. Pochłonęłam tę historię w niecałe dwa dni, a mogłabym jeszcze szybciej. Po prostu, nie da się inaczej.

Bardzo spodobał mi się sposób, w jaki autorka podeszła do historii znanej wszystkim - z całkiem świeżym spojrzeniem, inspirując się bardzo ogólnikowo, prowadząc opowieść Cinder w odrobinę niekonwencjonalny i zaskakujący sposób. Nie możemy z góry zakładać, że wiemy, co się wydarzy, bo jest to największym możliwym błędem. I chociaż w pewnym momencie, zaraz przed punktem kulminacyjnym, domyśliłam się, co się wydarzy, ani trochę nie zepsuło mi to radości w czytaniu tej powieści. Marissa poprowadziła fabułę w dynamiczny sposób, nie pozwoliła czytelnikowi choćby na chwilę odetchnąć. Akcja goni akcję, a dodatkowo jest to przeplecione tajemnicami, historią postapokaliptycznego świata i rozdarciem głównej bohaterki.

Bohaterowie są ciekawie wykreowani, choć kiedy zastanowimy się nad tym dłużej, nie wiemy o nich za dużo. Albo inaczej - to, czego się dowiadujemy, to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Opowiedziane jest to jednak w taki sposób, iż autorka jasno wskazuje, że im dalej będziemy brnąć w serię, tym więcej będziemy wiedzieć. Cinder naprawdę polubiłam, a nawet było mi jej żal, kiedy czasem czuła niechęć do siebie samej. Choć nie można powiedzieć, że jej życie jest idealne, stara się dopasować do otaczających ją realiów. Cinder po części opowiada walkę głównej bohaterki o przetrwanie, w świecie, gdzie bycie cyborgiem sprowadza ją do właściwie niczego. Za to moją drugą i o wiele większą miłością został książkę Kai, który skradł moje serce już na początku. Nie pytajcie dlaczego, po prostu... tak wyszło.

Cinder jest książką będącą nie tylko opowieścią o życiu dziewczyny w brutalnym świecie, gdzie w każdej chwili możesz umrzeć na lumitozę, ale także historią o walczeniu o swoje prawa, dążeniu do celu, byciu sobą i nie poddawania się, chociaż inni mogą w ciebie nie wierzyć. Uważam, że każdy znajdzie tu coś, co go poruszy, a sama fabuła wciągnie go bez reszty. Jedyne co, to żałuję, iż poznałam tą powieść dopiero teraz. Dlatego jeśli jeszcze jakimś cudem nie znacie Cinder lub innych książek Marissy Meyer, to koniecznie sięgnijcie po nie jak najszybciej. Są genialne, naprawdę.




8/10



"- Brzmi brudno i smrodliwie - powiedziała Iko.
- Skąd wiesz? - zapytała ją Cinder. - Przecież nie masz receptorów zapachu.
- Mam fantastyczną wyobraźnię."


Saga Księżycowa
Glitches (0.5) | The Little Android (0.6) | Cinder | The Queen's Army (1.5) | Scarlet | Cress | Fairest (3.5) | Winter | Stars Above (4.5)


Za możliwość dołączenia do ekipy Cinder i Iko serdecznie dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc!

czwartek, 9 listopada 2017

Jennifer Lynn Barnes - Piramida strachu

Las Vegas wstrząsa seria brutalnych morderstw, które łączy jedno - wszystkie ofiary zostały zamordowane w miejscach publicznych a na ich ciałach morderca zostawia za każdym razem ciąg cyfr, układający się w tajemniczy szyfr. Cassie Hobbes i Naznaczeni zostają wezwani, by pomóc w rozwiązaniu śledztwa. Sprawa okazuje się jednak bardziej skomplikowana i niebezpieczna, niż się na początku wydawało. Zabójca jest bardziej niebezpieczny i Na dodatek pojawiają się nowe okoliczności dotyczące morderstwa matki Cassie. Po raz pierwszy od lat jest szansa na przełom w śledztwie. Czy tajemniczy szyfr doprowadzi Naznaczonych do rozwikłania zagadki? Czy tym razem uda im się złapać mordercę? Czy Cassie dokona właściwych wyborów i stawi czoła bolesnej przeszłości?

Na trzecią część "Naznaczonych" czekałam z zapartym tchem. Trochę czasu minęło, nim pojawiła się w naszym kraju, ale w końcu się udało! Jej słowa przewodnie to: trzy dni, trzy kasyna, trzy ciała. Nie potrzebowałam trzech dni na jej przeczytanie, wystarczył zaledwie jeden, podczas którego znów dałam się porwać w świat Cassie oraz niesamowity umysł jej i reszty Naznaczonych. Nawet nie wiecie, jak mi tego brakowało!

Akcja Piramidy strachu dzieje się w Las Vegas, mieście świateł, kasyn i przepychu. Jest to także rodzinne miasto jednej z bohaterek. Bardzo podoba mi się zabieg stosowany do tej pory przez Barnes - w każdej części przyglądamy się bliżej jednemu z Naznaczonych. Choć fabuła nadal jest opowiadana z perspektywy Cassie, każdy tom daje czytelnikowi możliwość poznania bliżej innego bohatera. Jest to naprawdę pomysłowe. Dzięki temu, im dalej brniemy w historię, tym bardziej czujemy związek z postaciami, co skutkuje większym przeżywaniem... wszystkiego.

Dzieje się tu dużo, naprawdę dużo, choć w przypadku takim jak mój, nie odczuwa się tego aż tak bardzo. Przewracałam strony z mocno bijącym sercem, z niecierpliwością oczekując rozwinięcia akcji, następnych wydarzeń. A kiedy doszło do punktu kulminacyjnego i końca, poczułam niesamowitą pustkę. Z jednej strony nie mogę się doczekać kontynuacji, z drugiej, następna książka jest ostatnią w serii. Coś czuję, że całkowicie mnie rozbije.

Choć w Piramidzie strachu brakowało mi tak znajomego uczucia przerażenia, dałam się porwać równie łatwo jak w przypadku poprzednich części. Jennifer Lynn Barnes pokazuje czytelnikom, to co potrafi robić najlepiej, a więc zaskakiwać w najmniej oczekiwanych momentach. Dzieje się dużo, jednak łatwo się nie pogubić. Słowem, dokładnie to, czego oczekiwać możemy od dobrej książki. 




7/10




"Prawdziwy dom nie jest miejscem [...] Dom to ludzie, którzy cię kochają najbardziej na świecie i którzy nigdy nie przestaną cię kochać. Cokolwiek by się działo."


Naznaczeni


Serdecznie dziękuję portalowi Papierowy Pies oraz wydawnictwu Pascal, iż mogłam rozwiązać zagadkę trzech tajemniczych morderstw!

środa, 1 listopada 2017

Stosik - wrzesień i październik '17

  • Alexandra Bracken - Pasażerka - na razie jestem na 50 stronie, trochę trudno mi przez nią przebrnąć, ale zapowiada się ciekawie. Zamówione przez portal Czytam Pierwszy.
  • Jennifer Niven - Podtrzymując wszechświat - autorka, którą uwielbiają miliony osób, więc oto mam kolejny powód, żeby wreszcie się z nią zapoznać. Egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Bukowy Las.
  • Jeff Giles - Na krawędzi wszystkiego - opis brzmiał zachęcająco, więc warto spróbować! Egzemplarz recenzencki od wydawnictwa IUVI.
  • Chris Weitz - Młody świat - już przeczytana, na kolana mnie nie powaliła, ale była całkiem niezła. Egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Insignis.
  • Cara Delevigne - Mirror, Mirror - lubię poznawać Carę od jej różnych stron, teraz nadszedł czas na literaturę. Egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Jaguar.
  • Adam Faber - Księga Luster - nie jestem przekonana do polskich autorów, ale zapowiada się dobra opowieść w klimatach Harry'ego Pottera! Egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Czwarta Strona.
  • Jennifer Lynn Barnes - Piramida strachu - nareszcie w moich łapkach jest trzecia część "Naznaczonych"! Pochłonięta w jeden dzień i jest równie dobra, co pozostałe książki ♥ Na zdjęciu nie ma, ale na półce jest. Egzemplarz recenzencki od portalu Duże Ka.
  • Sarah J. Maas - Dwór cierni i róż - jestem ciekawa, co tym razem wymyśliła Sarah, choć za mną dopiero jedna część "Szklanego tronu". I trzy opowiadania. Pożyczone.
  • Claudia Gray - Tysiąc odłamków ciebie - słyszałam sprzeczne opinie, a okładka jest obłędna, więc czas samej ocenić tą powieść! j.w.
  • Aneta Jadowska - Dziewczyna z dzielnicy cudów - jw.
  • Ed Sheeran - X - jeden z moich najukochańszych wykonawców, a płyta była na promocji w Empiku za jedyne 25 złotych, więc aż grzechem byłoby nie skorzystać.




Podsumowanie września i października

Książki przeczytane w tych miesiącach:

1. Kathryn Ormsbee -  Milion  odsłon Tash
2. Rick Riordan - Klątwa Tytana
3. Patricia Briggs - Więzy krwi
4. Chris Weitz - Młody świat
5. Jennifer Barnes - Piramida strachu
co daje 1840 stron

Najlepsza książka: Piramida strachu
Najgorsza książka: Million odsłon Tash

Największe zaskoczenie: -

Książki zrecenzowane w tym miesiącu:

sobota, 14 października 2017

Chris Weitz - Młody świat

Tajemnicza epidemia zmiotła z powierzchni Ziemi dorosłych i dzieci, oszczędzając jedynie nastolatków. By przetrwać w chylącym się ku upadkowi świecie, młodzi łączą się w plemiona. Jefferson, mimowolny przywódca grupy zamieszkującej okolice Placu Waszyngtona, oraz Donna każdego dnia stawiają czoła niebezpieczeństwom postapokaliptycznego chaosu, świadomi, że ich dni są policzone. Gdy jeden ze współplemieńców wpada na trop lekarstwa, które pozwoli im się wymknąć nieuchronnej śmierci, pięcioro nastolatków wyrusza na ryzykowną ekspedycję. W drodze do celu będą musieli pokonać terytoria opanowane przez gangi, fanatyków i bojówki; ich wędrówkę będą znaczyły wymiany ognia, ucieczki, cierpienie i śmierć. Czy młodym bohaterom uda się ocalić wymierającą populację? Jakie mroczne zakamarki ludzkiej psychiki odkryją podczas tej ryzykownej eskapady?

Chrisa Weitza zna większość ludzi, chociaż wiele z nich - w tym i ja - nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Kim jest? Reżyserem takich filmów jak "Księżyc w nowiu" czy "Złoty kompas". Scenarzysta "Kopciuszka" oraz "Łotra 1". Jak widać, są to zupełnie różne gatunki. Więc jakim cudem autor wpadł na pomysł napisania powieści postapokaliptycznej? Brakowało mu takich filmów? Możliwe. Przez to podczas czytania Młodego światu nie raz miałam wrażenie, że czytam scenariusz. Niejasne sceny, gdzie czytelnik musi sam się domyślić szczegółów, bardzo rozbudowane opisy scenerii - to zaledwie kilka z tych rzeczy.

Słyszałam wiele pochlebnych opinii na temat tej powieści. Po części one były dużym motywatorem, który sprawił, że bardzo szybko sięgnęłam po Młody świat. Nie ukrywam, że trochę się zawiodłam. Wiecie, liczyłam na coś "ponad". Prawdopodobnie jako ekranizacja, zrobiłoby to na mnie duże wrażenie, jako powieść była dość przewidywalna. Schemat znany z każdego filmu akcji: akcja-spokój-akcja-spokój-akcja-spokój. Także łatwo było przewidzieć to co się wydarzy. Czasem nawet mi się wydawało, że słyszę muzykę pełną napięcia w tle. 

Bohaterowie nie wywarli na mnie zbyt dużego wrażenia. Pomyśleć, że przez prawie 14 dni czytania książki, powinnam się do kogoś przywiązać. Jednak w tym wypadku mi się to nie udało. Każda z postaci miała coś, co ją identyfikowało. Taką łatkę, która była na tyle duża, że przyćmiewała wszystko inne, co robiła dana osoba. Główny bohater, Jefferson, to typ bohatera, który dąży do ratowania świata - i było to nieraz podkreślane w Młodym świecie. Donna za to jest tak irytującą bohaterką, że czasem miałam ochotę pominąć wszystkie fragmenty, gdzie znajduje się chociażby najmniejsza wzmianka o niej. Pomińmy fakt ciągłego powtarzania "jakby" które najczęściej zupełnie nie miało sensu w zdaniu. Po prostu jej styl bycia jest... fałszywy? Taki, którego w każdym razie nie potrafiłam przełknąć. Jest jednak coś, co bardzo mi się spodobało. Najczęściej właśnie w jej perspektywie pojawiały się filozoficzne przemyślenia. Wyróżniało je jednak to, że naprawdę były zmuszające do myślenia i nie raz dawałam się ponieść swoim myślom hen daleko.

Jeśli lubisz książki przepełnione akcją, to myślę, że Młody świat powinien ci się spodobać. Mimo kilku niedociągnięć, koniec końców Chris Weitz ciekawie zbudował postapokaliptyczny świat, a zakończenie wprawia czytelnika w zaskoczenie. Bardziej widzę historię Jeffersona na dużym ekranie niż kartach powieści, ale jak na taki przeskok i tak jest bardzo dobrze.




6/10



"Oto lista obecności:
Mózgowiec (przerażający geniusz)
Donna (lekko niezrównoważona feministka)
Peter (uzależniony od adrenaliny gej-chrześcijanin)
Oraz ja (król i nerd z zacięciem filozoficznym)
Drużyna Pierścienia to nie jest, ale jak się nad tym zastanowić, nie wypadamy tak najgorzej."



Młody świat
Młody świat | Nowy ład | Odnowa



Za możliwości dołączenia do plemienia Washington Square dziękuję wydawnictwu Insignis!

czwartek, 28 września 2017

Document Your Life || AUGUST

Z "malutkim" opóźnieniem ale wreszcie jest! Zapraszam na Document Your Life, który tak jak obiecałam, jest dłuższy niż ostatnio :) Na następny będziecie musieli znów poczekać z dwa miesiące, więc enjoy! ♥


piątek, 22 września 2017

Kathryn Ormsbee - Milion odsłon Tash

Natasha, zwana Tash, to prawdziwa fangirl. Uwielbia czytać, a jej ukochany pisarz to Lew Tołstoj. Jej pokój wypełniają cytaty z jego książek i plakaty.  Jest też vlogerką. Na jednym ze swoich kanałów na podstawie „Anny Kareniny” Tołstoja tworzy wraz z paczką przyjaciół serial internetowy „Nieszczęśliwe rodziny”. Pewnego dnia Tash nie może uwierzyć własnym oczom: liczba subskrybentów jej kanału na YouTubie rośnie w błyskawicznym tempie. I zaczyna się: GIF-y, fanarty, szaleństwo na Twitterze, ciągły przyrost followersów… Pisze do niej nawet Thom Causer, jeden z najseksowniejszych youtuberów, prosząc o numer telefonu, bo chce ją lepiej poznać. Jednak wraz z rosnącą liczbą odsłon swojego kanału dziewczyna poznaje też samą siebie. Czy znajdzie odwagę na miłość w realu? Czy razem z przyjaciółmi udźwignie ciężar sławy?

Podeszłam do tej powieści z wielkim entuzjazmem. Porównanie do "Fangirl" nie było zbyt przekonujące. I cóż, po przeczytaniu nie uważam, że jest to super świetna książka, brakuje jej tego, co czyniłoby ją inną, wyjątkową. W zamian otrzymaliśmy dość sztampową historię, niezbyt przekonującą i wciągającą. Podobał mi się motyw serialu internetowego na podstawie powieści klasycznej, nagrywanie jest przedstawione w fajny sposób, jednak autorka umieściła niezbyt wiele takich scen.

Kathryn Ormsbee pisze w szalony sposób, jakby nie potrafiąc skupić się na jednej rzeczy. Dzieje się tu dużo, Milion odsłon Tash w niektórych kwestiach przedziera się przez utarte schematy, jednak autorce udało się przedstawić kilka problemów z którymi tak często spotykamy się w tych czasach. 

Są tu postacie które polubiłam mniej lub bardziej, takie jak chociażby Paul i Jack. Za to główna bohaterka wyjątkowo mnie irytowała. Odnosiła się do Lwa Tołstoja jak do swojego najbliższego (rozmawiając z plakatem), była moim zdaniem dziecinna i robiła ze wszystkiego problemy.

Milion odsłon Tash to nie jest pozycja wysokich lotów. Jeśli szukacie czegoś, co pozwoli wam całkiem wyłączyć myślenie, to właśnie ta książka się na to nadaje. 




5/10




"Jeśli chcesz szansy na szczęście, trwaj. Tak, życie potrafi dokopać, ale dopóki żyjesz, masz szansę na szczęście."



Za możliwość dołączenia do ekipy "Nieszczęśliwych rodzin" dziękuję wydawnictwu Moondrive!

poniedziałek, 18 września 2017

Cassandra Clare - Miasto zagubionych dusz

Jace stał się sługą zła, związanym na wieczność z Sebastianem. Tylko mała grupka Nocnych Łowców wierzy, że można go ratować. Żeby to zrobić, muszą zbuntować się przeciwko Clave. I muszą działać bez Clary. Bo Clary rozgrywa niebezpieczną grę zupełnie sama. Ceną przegranej jest nie tylko jej własne życie, ale również dusza Jace’a. Clary jest gotowa zrobić dla niego wszystko, ale czy nadal może mu ufać? I czy on jest naprawdę stracony? Jaka cena jest zbyt wysoka, nawet za miłość?

Dary Anioła są naprawdę świetną serią. Jednak po sięgnięciu po piątą, przedostatnią część, coraz bardziej dostrzegam brak pomysłów Cassie. Nie myślcie, że ta recenzja będzie negatywna, wręcz przeciwnie, ale nie zmienia to faktu, że Clare nie zrobiła zbyt dobrze. Czwarty tom był fajny, jednak wymuszony. Miasto zagubionych dusz pod tym względem było lepsze. Przebrnięcie przez wszystkie strony zajęło malutko czasu, a i wciągnęłam się w wydarzenia. Brakowało mi tylko głębszego pomysłu.

Miasto zagubionych dusz krąży wokół jednej rzeczy - złego Jace'a. Wszyscy stają na głowie aby coś zrobić, inni są w stanie poświęcić wiele, żeby nie robić nic. I tak prawie cały czas. Są oczywiście też inne wątki, jednak autorka nie dała im zbyt wiele czasu. W sumie to jedyne co mnie irytowało. No może jeszcze to, iż mam wrażenie, że książka mogłaby być krótsza o mniej-więcej 100 stron, a zawierałaby to samo.

Wcześniej miałam dość neutralne nastawienie do Clary. Tym razem udało jej się nie raz mnie zdenerwować. Jest to dziewczyna bardzo porywcza, nie zastanawia się nad tym co robi, a kiedy ma szansę - nie korzysta z niej. Na jej miejscu pewnie zachowałabym się w miarę podobnie, jednak takich rzeczy nie robi się bez żadnego głębszego pomysłu. Przez całą książkę miałam wrażenie, że autorka stara się zrobić naprawdę wiele, by czytelnicy polubili Sebastiana/Johnatana. W moim przypadku niekoniecznie się udało.

Miasto zagubionych dusz  jest dobrą, trochę nieprzemyślaną książką. Mimo niewielu możliwości, akcji było nawet sporo. Liczę na to, że było to tylko przygotowanie do Grande Finale i Clare naprawdę mnie zaskoczy. 



7/10




""Nie" to magiczne słowo. Oto jak działa. Ty mówisz: "Simon, mam szalony, samobójczy plan. Chciałbyś mi pomóc w jego przeprowadzeniu?". A ja na to: "Nie"."



Dary Anioła

sobota, 9 września 2017

Veronica Roth - Naznaczeni śmiercią

Cyra jest narzędziem w rękach brata - okrutnego tyrana rządzącego ludem Shotet. Dziewczyna samym dotykiem może sprawić każdemu niewyobrażalny ból, a nawet doprowadzić go do śmierci. Ale Cyra jest kimś więcej niż tylko narzędziem - to szybka, zwinna wojowniczka, a co najważniejsze, jest mądrzejsza niż wydaje się jej bratu. Akos pochodzi z miłującego pokój narodu Thuvhe, jego oddanie wobec rodziny nie zna granic. Niespodziewanie on i jego starszy brat zostają porwani przez wrogich żołnierzy Shotet. Kiedy Akos wchodzi do świata Cyry, wszystko ich dzieli i wydaje się, że wrogość pomiędzy ich krajami oraz rodzinami stwarza barierę  nie do pokonania. Stopniowo jednak oboje nabierają do siebie zaufania i stają się dla siebie coraz ważniejsi. Czy zdołają uwolnić się od narzuconych im ról, czy poddadzą się swemu przeznaczeniu?

Veronica Roth znana jest z trylogii "Niezgodna" która z części na część była coraz słabsza. Po pewnym czasie przerwy postanowiła stworzyć coś nowego - w ten sposób powstali Naznaczeni śmiercią. Długo czekałam na ten tytuł, liczyłam na porządną fantastykę, którą coraz trudniej spotkać. I faktycznie, tą książkę czyta się bardzo szybko pomimo tego, że jest całkiem spora. Jedyne co bardzo rzuca się w oczy, to widoczna inspiracja "Dotykiem Julii"...

Autorka na naszych oczach tworzy zupełnie nowy wszechświat - tak, jest nie tylko jedna nowa planeta, a dziewięć zastępujące znany nam świat. Widać, że przyłożyła się do tego, każdą z planet coś odróżnia, z czasem poznajmy coraz więcej historii. Nie popisała się jednak tworząc nazwy. Oryginalność oryginalnością, ale jeśli niektóre imiona i światy wyglądają, jak przypadkowe litery na klawiaturze, to coś tu nie gra. Mi osobiście to trochę przeszkadzało, bo najzwyczajniej nie potrafiłam wymówić tych słów, a to z kolei przeszkadzało mi w całościowym skupieniu się na lekturze.

Cyra, główna bohaterka, została wychowana w otoczeniu pełnym przemocy, dodatkowo sama ją powodując dzięki swojemu „darowi” Nurtu. Akos wywodzi się za to z ludu miłującego spokój. Po porwaniu jego oraz jego brata w niewolę, postanawia, że zrobi wszystko, aby ich uratować. Zupełnie różne światy, jednak po złapaniu nici kontaktu, zaczynają się zmieniać – właśnie ten proces jest jednym z ciekawszych. Oprócz nich pojawiło się multum innych postaci. W momencie czytania książki nie było to aż tak dużą przeszkodą, jednak teraz trudno byłoby mi wymienić więcej niż cztery osoby.

Podsumowując. Naznaczeni śmiercią są powieścią z potencjałem, trochę zmarnowanym, ale nadal wierzę, że w kontynuacji Roth pokaże, że sama także potrafi wymyślić coś oryginalnego. Krótko mówiąc jest to wciągająca fantastyka, pozwalająca na chwilę całkowicie odciąć się od realnego świata. Polecam szczególnie osobom, które lubią historie dziejące się w kosmosie, pełne akcji, tajemnic, spisków i wszystkiego co się z tym wiąże.




7/10




"To chyba podpada pod hulyetahak - odparł z westchnieniem. - Szkołę głupoty."



Carve the Mark


Za możliwość odwiedzenia Shotet dziękuję wydawnictwu Jaguar oraz portalowi Duże Ka!

środa, 6 września 2017

Na językach: Książki, które chcę mieć w języku angielskim

Hej, cześć i czołem!
Żeby choć trochę umilić pierwsze dni szkoły postanowiłam się z wami podzielić zestawem książek, które chcę mieć w języku angielskim. Najczęściej są to moje ulubione pozycje, które po prostu chciałabym poznać w oryginale. Dodam tylko, że jest to post w ramach Na językach ponieważ... jest o powieściach w innym języku niż polski :)


Na pierwszy ogień idzie oczywiście Harry Potter. Nie uwzględniałam pierwszej części ponieważ już ją mam. Jedna z moich ukochanych serii, więc byłoby świetnie mieć ją w oryginalne, zwłaszcza, że jak już sama wiem, przyjemnie się ją czyta po angielsku.



Diabelskie maszyny, koniecznie w tym wydaniu. A to dlatego, że grzbiety układają się w taki świetny rysunek...



... czyli dokładnie tak samo, jak w wypadu Darów Anioła. No i okładki fajnie wyglądają!




W pierścieniu ognia oraz Kosogłos koniecznie w tym wydaniu. Mam z niego pierwszą część i wygląda nieziemsko. Co prawda jeszcze nie udało mi się przez nią przebrnąć ze względu na język, ale mam nadzieję, że w końcu dam radę.




Rywalki i Elita, ponieważ trzecią część już mam. I też nie udało mi się jeszcze jej przeczytać. Jeszcze. Ale chcę poznać tą historię w oryginale. 




Trylogia C.S. Pacat o której nie jest aż tak głośno, ale za to jak ktoś o niej mówi, to same pozytywy. Nie czytałam, jednak chcę i to po angielsku. Mam nadzieję, że dam radę!




I na koniec cztery pojedyncze książki. Nie chciałam dawać ich więcej, ponieważ powstałaby lista książek, które chcę w Polsce, a na to będzie osobny post. Three Dark Crowns, ze względu na nieziemską okładkę i mnóstwo poleceń - jak najszybciej chcę poznać tą opowieść! Reign. The Prophecy ze względu na serial który uwielbiam (tak, to książka na podstawie serialu). Heartless, czyli polskie Bez serca - powieść która jest pod moim patronatem i całkiem ją pokochałam. Bliss, ponieważ jest to książka Shay Mitchell którą lubię oraz także ma świetną okładkę.


To by było na tyle w tym poście. Napiszcie w komentarzach, czy posiadacie którąś z tych książek, jakie macie o nich opinie. I znacie może jakąś księgarnię gdzie mogę je kupić w przystępnych cenach? :)

sobota, 2 września 2017

Stosik - sierpień '17


  • The Vamps - Night & Day (Night Edition) - wreszcie, wreszcie, wreszcie u mnie! Uwielbiam, kocham i polecam wszystkim! Zakup własny.
  • Rick Riordan - Klątwa Tytana - drugi tom czytałam co prawda trzy lata temu, ale nie mogę się doczekać aż sięgnę po tą perełkę, ponieważ no... to Riordan! Zakup własny na promocji -50%.
  • Kathryn Ormsbee - Milion odsłon Tash - jestem w trakcie czytania. Choć szału nie ma, jeszcze jest szansa ;) Egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Moondrive.
  • Cassandra Clare - Mechaniczna księżniczka - przepraszam, czy ktoś może mi przynieść chusteczki? Zakup własny.
  • Patricia Briggs - Więzy krwi; Pocałunek żelaza - pierwszy tom bardzo mi się spodobał, więc najwyższy czas kontynuować przygodę z Mercedes Thompson! Drugi tom to zakup własny, trzeci to egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Fabryka Słów.
  • Agatha Christie -  I nie było już nikogo - zobaczymy, czy mistrzynu kryminału podbije także moje serce. Zakup własny w namiocie z tanią książką.
  • Joelle Charbonneau - Testy - kiedy ta trylogia była nowa na naszym rynku, było o niej nawet głośno. A ponieważ opinie są mieszane, postanowiłam, że sama przekonam się o co chodzi. j.w.




Podsumowanie sierpnia


Książki przeczytane w tym miesiącu:
1. Mary E. Pearson -  Fałszywy pocałunek
2. Alwyn Hamilton - Buntowniczka z pustyni
3. Jennifer E. Smith - Odległość między tobą a mną
4. B. Ashton, J. Meadows, C. Hand - Moja Lady Jane
5. Veronica Roth - Naznaczeni śmiercią
6. Cassandra Clare - Mechaniczna księżniczka
co daje 2579 stron

Najlepsza książka: Buntowniczka z pustyni; Mechaniczna księżniczka
Najgorsza książka: Odległość między tobą a mną
Największe zaskoczenie: Buntowniczka z pustyni; Naznaczeni śmiercią

Książki zrecenzowane w tym miesiącu:

czwartek, 24 sierpnia 2017

Alwyn Hamilton - Buntowniczka z pustyni

Bezkresne piaski pustyni przemierzają tajemnicze bestie, w których żyłach płynie czysty ogień. Krążą pogłoski, że istnieją jeszcze takie miejsca, w których Dżiny wciąż parają się czarami. Lud Miraji coraz mocniej występuje przeciwko tyranii Sułtana. Każda noc pośród wydm pełna jest niebezpieczeństw i magii. Jednak osada Dustwalk nie jest ani magiczna, ani mistyczna – to zabita deskami dziura, którą nastoletnia Amani pragnie opuścić przy najbliższej okazji. Dziewczyna wierzy, że dzięki talentowi w posługiwaniu się bronią, uda jej się uciec spod opieki despotycznego wuja. Podczas zawodów strzeleckich poznaje Jina – tajemniczego i przystojnego cudzoziemca, który może jej pomóc w realizacji planów. Amani nie przepuszcza jednak, że jedna, ryzykowana decyzja, sprawi, że będzie musiała uciekać przed armią Sułtana, ramię w ramię ze zbiegiem oskarżonym o zdradę stanu.

Powtórzę słowa Sylwii z My Books My Life - ta książka mnie zabiła. W każdy możliwy sposób. Podczas czytania jej, otrzymałam pytanie, czy wszystko jest ze mną okej i co się stało. Wydaje mi się, że właśnie to jest wyznacznikiem poziomu Buntowniczki z pustyni. Oczywiście nie moje reakcje, ale to, że czytelnik do tego stopnia wciąga się w historię Amani, iż nie potrafi skupić się na niczym innym.

Alwyn Hamilton stworzyła własną historię, inspirując się Bliskim Wschodem oraz "Baśniami tysiąca i jednej nocy". Powstał nowy kraj, legendy, mity. Dla nas, Polaków, dzięki osadzeniu historii w tym miejscu, powieść staje się o wiele ciekawsza, ponieważ czytamy o rzeczach, z którymi nie spotykamy się na co dzień. Na początku sprawiało mi to mały problem, ale szybko się przyzwyczaiłam. Autorka pisze w bardzo przyjemny i obrazowy sposób. Dosłownie, podczas czytania, przed oczami miałam sceny z książki. I choć jest tu powielony dobrze znany motyw podróży, Buntowniczka z pustyni choćby przez chwilę nie jest nudna.

Bohaterowie są ciekawie, a także porządnie wykreowani. Od samego początku czułam pewien związek z Amani. Towarzyszył mi on do końca lektury. Jest to silna dziewczyna która przede wszystkim pragnie wydostać się z Dustwalk gdzie nic nie znaczy przez to, że jest kobietą. Męski bohater także skradł mi serce w chwili, gdy pierwszy raz się pojawił. Jin, mój drogi, oficjalnie zostałeś moim nowym chłopakiem. Jedynym, malutkim minusem jest mnóstwo postaci do spamiętania. 

Buntowniczka z pustyni jest wyśmienitą pozycją dla każdego, kto uwielbia magię. Tu pojawia się ona na każdym kroku, dodatkowo, w postaci nie tak oczywistej. Alwyn sprytnie manipuluje czytelnikiem, zwodząc go za nos, kiedy tak naprawdę rozwiązanie jest tuż przed nim. Nie zabrakło tajemniczości która nie raz zaskakuje i to tak porządnie. Książka po przeczytaniu od razu trafiła na półkę "ulubione", a to nie zdarza się często. Historia Amani i Jina po prostu ma w sobie "to coś".





9/10




"Czy nigdy nie chciałeś czegoś tak bardzo, że stało się czymś więcej niż tylko zachcianką? Pragnę wydostać się z tego miasta. Pragnę tego tak, jak pragnę oddychać."



Buntowniczka z pustyni
Buntowniczka z pustyni | Zdrajca tronu | Hero at the Fall




niedziela, 20 sierpnia 2017

C. Hand, B. Ashton & J. Meadows - Moja Lady Jane

Edward jest królem Anglii. Tak się składa, że umierającym, a szkoda, bo ma raptem szesnaście lat i zamiast zastanawiać się, kto też odziedziczy jego koronę, wolałby raczej planować swój pierwszy pocałunek... Jane jest kuzynką Edwarda, który sporo czyta, ale nie przepada za romansami. Tym większy pech, że Edward postanowił ją spławić, oddając za żonę byle komu, żeby zapewnić sobie objęcie tronu. I ten narzeczony jest... jakiś dziwny. Gifford nie może jej pomóc, bo jej koniem. Codziennie o świcie staje się szlachetnym, królewskim rumakiem. Po czym zasypia o zmroku z pyskiem pełnym siana. Atmosfera się zagęszcza gdy Edward, Jane i G zostają wmieszani w niebezpieczną konspirację, w której gra idzie o wysoką stawkę - przyszłość królestwa. Nasi bohaterowie będą musieli zawiązać swoją własną konspirację. Ale czy zdołają wykręcić przeciwnikom numer, nim oni ukręcą im kark? Na szafocie? Toporem?

Nie kojarzę wiele (o ile w ogóle) fikcji historycznej, ale takiej mającej faktycznie wiele odniesień do historii, przeznaczonej stricte dla młodzieży. Moja Lady Jane idealnie pasuje do tej kategorii, dodatkowo posiadając dużą dawkę humoru. Stwierdzenie "koń by się uśmiał" jest bardzo trafne i wcale niee-e-e jest końskim żartem. Nie da się nie pokochać tej książki!

Autorki stworzyły wciągającą opowieść bazującą na historii lady Jane Grey, dziewięciodniowej królowej, dodając szczyptę humoru, romansu i oczywiście fantastyki. Społeczeństwo dzieli się na Nieskalanych i Ewianów. I to właśnie ci drudzy są w pewien sposób wyjątkowi. Dzięki temu powieść wiele zyskała, bo przecież wiadomo, że dzięki odrobinie magii wszystko staje się lepsze, czyż nie?

Hand, Ashton i Meadows spisały się świetnie. Śmiem twierdzić, że skoro są trzy autorki i trzy narracje, każda z nich zajmowała się jedną. Od czasu do czasu pojawiało się także wtrącenie od Ladyjanistek (czyli autorek). Ponieważ historia ta jest opisywana w bardzo obrazowy sposób, dzięki czemu miałam wrażenie, iż oglądam film, takie komentarze były mile widziane i wyobrażone jako zatrzymanie sceny i głos dochodzący z niewiadomego miejsca. Świetne!

Bohaterowie są ciekawie przedstawieni, każdy ma cechę wyróżniającą go na tle innych. Przykładowo, Jane kocha książki, a G jest koniem. Dzięki temu bardzo łatwo było zapamiętać kto jest kim. Oprócz dynastii Tudorów gościnnie pojawiają się inne znane postacie historyczne takie jak Maria Stuart, królowa Szkotów czy Henryk II, ówczesny władca Francji. Nie zapominajmy o siostrach Edwarda czyli (Krwawej) Marii oraz Elżbiecie I.

Moja Lady Jane to bardzo dobrze wykreowana powieść "historyczna" dla młodzieży. Świetnie się bawiłam podczas lektury i bardzo możliwe, iż kiedyś do niej wrócę. A tymczasem zapraszam was do poznania tej koniastej książki. Będziecie rżeć ze śmiechu!




8/10




"Zwierzchnik Kościoła Nieskalanych nie był uradowany decyzją króla, ale za każdym razem, gdy Rzym wysyłał edykt potępiający dekret królewski, Król Lew zjadał posłańca. Stąd powiedzenie: nie zjadaj posłańca."



Ladyjanistki
Moja Lady Jane | My Plain Jane | My Calamity Jane


Za możliwość wstawienia się za Ewianami dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non!

środa, 9 sierpnia 2017

Document Your Life || JUNE & JULY

Nie sądziłam, że materiału z dwóch miesięcy będzie tyle co kot napłakał, ale trudno. Sierpniowy będzie dłuższy!


sobota, 5 sierpnia 2017

Stosik - czerwiec & lipiec '17























  • Robyn Schneider - Początek wszystkiego - egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Moondrive.
  • Cecelia Ahern - Doskonała - kontynuacja "Skazy", mam nadzieję, że będzie równie dobra o ile nie lepsza! Egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Akurat.
  • Brandon Sanderson - Kości skryby - mała pomyłka, ponieważ ta powieść ukazała się także w poprzednim stosiku.
  • Julie Israel - Indeks szczęścia Juniper Lemon egzemplarz recenzencki od wydawnictwa IUVI.
  • Brodi Ashton - Wieczna prawda - kocham, uwielbiam, ogólnie prawie sam cud, miód i maliny. Egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Papierowy Księżyc.
  • Marissa Meyer - Bez serca (x2) - tak, tak, jedna powieść jest dla was. Egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Papierowy księżyc.
  • Cynthia Hand, Brodi Ashton, Jodi Meadows - Moja Lady Jane - ponoć bardzo fajna i humorystyczna, zobaczymy więc, co z tego wyjdzie. Egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Sine Qua Non.
  • Leigh Bardugo - Szóstka wron - "Cień i kość" bardzo mi się spodobało, a ta pozycja jest jeszcze bardziej wychwalana! Zakup własny na Festiwalu Książki w Opolu.
  • Lauren Oliver - Replika - najnowsza (i pewnie najciekawiej wydana) powieść Lauren Oliver już w Polsce i moich łapkach! Egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Moondrive.
  • Jennifer E. Smith - Odległość między tobą a mną - "Tak wygląda szczęście" pokochałam, zobaczymy więc, jak będzie tym razem. Egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Bukowy Las.
  • Mary E. Pearson - Fałszywy pocałunek - jeszcze pachnie nowością ;) Egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Initium.
  • Matthew Mather - Kroniki Atopii - książka-podziękowanie od wydawnictwa Czwarta Strona za udział w ankiecie.




Podsumowanie czerwca i lipca

Książki przeczytane w tych miesiącach:
1. Brodi Ashton -  Wieczna prawda
2. Victoria Aveyard - Czerwona królowa
3. Kirsty Moseley - Chłopak, który zakradł się do mnie przez okno
4. Robyn Schneider - Początek wszystkiego
5. Lucy Maud Montgomery - Ania z Zielonego Wzgórza
6. Chris Russel - Piosenki o dziewczynie
7. Cassandra Clare - Miasto zagubionych dusz
co daje 2717 stron

Najlepsza książka: Czerwona królowa, Piosenki o dziewczynie
Najgorsza książka: 
Chłopak, który zakradł się do mnie przez okno
Największe zaskoczenie: Ania z Zielonego Wzgórza, Miasto zagubionych dusz

Książki zrecenzowane w tych miesiącach:
+ 1 sezon "Legionu"

środa, 2 sierpnia 2017

Przedpremierowo: Mary E. Pearson - Fałszywy pocałunek

Księżniczka Lia jest pierwszą córką domu Morrighan, królestwa przesiąkniętego tradycją, poczuciem obowiązku i opowieściami o minionym świecie. W dniu swojego ślubu ucieka, uchylając się od obowiązków - pragnie wyjść za mąż z miłości, a nie w celu zapewnienia sojuszu politycznego. Ścigana przez licznych łowców, znajduje schronienie w odległej wsi, gdzie rozpoczyna nowe życie. Gdy do wioski przybywa dwóch przystojnych nieznajomych, w Lii rozbudza się nadzieja. Nie wie, że jeden z nich jest odtrąconym księciem, a drugi to zabójca, który ma za zadanie ją zamordować. Wszędzie czai się podstęp. Lia jest bliska odkrycia niebezpiecznych tajemnic.


O powieści spod pióra Mary E. Pearson słyszałam nie raz, zwłaszcza za granicą. Gdy dowiedziałam się, że powieść ta wyjdzie u nas, nie wahałam się ani chwili. Fałszywy pocałunek okazał się ciekawy, tajemniczy i wciągający. Autorka wykreowała nowy świat, historię, zupełnie mieszając czytelnikom w głowach. Ale żeby nie było zbyt kolorowo, znalazły się też małe minusy.

Zacznijmy od zabiegu, który pewnej części czytelników mógł przypaść do gustu. Chodzi tu o trik bardzo często stosowany w filmach - scena pierwsza się urywa, a wyjaśnienie tego co działo się dalej, pojawia się w scenie drugiej, trzeciej bądź gdzieś dużo później (jak na przykład po połowie książki). Mi osobiście niezbyt się to spodobało, bo siało niepotrzebny zamęt. Lubię tajemnice, ale taka niewiedza okazuje się po prostu zbędna. Dodatkowo, autorka opowiada całą historię z perspektywy trzech osób - księżniczki, zabójcy i księcia. Na niektórych wydarzeniach skupiała się jednak bardziej, pokazując ją z punktu widzenia dwóch bohaterów nie jako kontynuację, a ponowne przedstawienie. 

Pomijając te dwie wady, Mary E. Pearson pisze w przyjemny sposób, stylizując się trochę na język średniowiecza. Nie jest to jednak przeszkodą, a miłym dodatkiem. Akcja od pewnego momentu pędzi przed siebie nie raz zaskakując czytelnika. Dodatkowo autorce udaje się opisywać miejsca wydarzeń w krótki lecz treściwy sposób, dzięki czemu bardzo łatwo wyobrazić sobie to, co widzą bohaterowie.

Czas na postacie. Najbardziej mi się spodobało, jaką widać zmianę w nastawieniu Lii. W sensie, nadal jest tak samo uparta i pewna siebie, jednak zmieniają się jej priorytety, przez co staje się odważniejsza, przy okazji poznając prawdziwą siebie. Niby taki motyw często się pojawia, jednak tu został on ciekawie przedstawiony oraz podkreślony. Teraz jest krótka chwila w której możecie się zaśmiać z mojej głupoty - przez całą powieść zamieniałam rolę księcia i zabójcy. Warto więc zapisać, zapamiętać i się nie mylić. Skoro już to sobie wyjaśniliśmy to dodam tylko, iż jednego z nich polubiłam o wiele bardziej i nie chodzi tu o "czarny charakter". Na koniec - autorka niepotrzebnie wprowadziła w Fałszywy pocałunek trójkąt miłosny, bo bez niego byłoby o niebo lepiej.

Mimo małych wad, Fałszywy pocałunek jest bardzo dobrą książką. Wciągającą, tajemniczą, z własną, odrobinę skomplikowaną historią. Trudno było się rozstać z bohaterami i to jeszcze w takim momencie! Z niecierpliwością czekam na kontynuację i liczę na to, że okaże się tak dobra, jak myślę.




7/10




"Nawet my jesteśmy winni temu, że nienależycie opiekujemy się darami, a dary, które nie są karmione, więdną i umierają."




Kroniki Ocalałych
Morrighan (0.5) | Fałszywy pocałunek | The Heart of Betrayal | The Beauty of Darkness



PREMIERA 3 SIERPNIA!


Za możliwość ucieczki z Lią dziękuję wydawnictwu Initium!

poniedziałek, 24 lipca 2017

Chris Russell - Piosenki o dziewczynie

Do tej pory Charlie najlepiej czuła się schowana za obiektywem swojego aparatu – niewidzialna i niesłyszalna. Wcale nie chciała robić zdjęć na koncercie Fire&Lights, chociaż poprosił ją o to Olly, dawny kolega ze szkoły, a obecnie członek zespołu. Ktoś ją w to wrobił i nie mogła już odmówić. Szalony, charyzmatyczny Gabe sprawia, że jej życie zmienia bieg. Charlie czuje, że jest między nimi niezwykła bliskość, związek, który trudno wytłumaczyć. Dlaczego wszystkie teksty Gabe’a są o niej? Jaka tajemnica kryje się w ich słowach?

Odkąd usłyszałam o Piosenkach o dziewczynie zastanawiałam się, czy nie będzie to czasem kolejny romans młodzieżowych jakich jest przecież od groma i jeszcze trochę. Jednak stwierdziłam, że spróbuję, chociażby ze względu na to, że Charlie, podobnie do mnie, pasjonuje się fotografią. I muszę przyznać, że Chris Russell spisał się naprawdę wyśmienicie. Zżyłam się z bohaterami, a historię pokochałam całym sercem. Naprawdę trudno było się oderwać.

Zacznijmy od tego, że autor pisał z punktu widzenia dziewczyny, Charlie, i całkiem dobrze sobie poradził. Wygląda na to, iż nie tak trudno jest rozszyfrować kobiety! Piosenki o dziewczynie to "zwykła" młodzieżówka, pełna jednak zaskoczeń i tajemnic które poznają bohaterowie. Nie zabrakło momentach w których siedziałam z ustami ułożonymi w idealne "O" zastanawiając się, co tam się właśnie wydarzyło.

Postacie są bardzo dobrze wykreowane - wielobarwne, ze swoimi szczególnymi cechami. Główną bohaterkę naprawdę polubiłam choć wydaje mi się, że jest troszkę specyficzna -  za wszelką cenę chce pozostać anonimowa, a nie raz wypomina jaka jest samotna. Członkowie Fire & Lights są świetni, każdy wyjątkowy na swój sposób. Trudno ich nie polubić! Z wyjątkiem Gabe'a którego po prostu nie potrafię zdzierżyć, nie wiadomo ile bym się starała. Po prostu nie. No i jest jeszcze jedna osoba która niezbyt mi się spodobała - kiedy poznacie książkę, na pewno będziecie wiedzieli kogo mam na myśli.

Piosenki o dziewczynie są idealną pozycją dla młodzieży która lubi romanse z odrobiną akcji. Uwierzcie mi, że przy tej powieści nie raz będziecie wzdychać z rozmarzeniem. Zalety zdecydowanie przeważają nad wadami, których prawie nie ma. Nie wątpię, że kiedyś powrócę do książki Chrisa Russella, a tymczasem z zapartym tchem czekam na kontynuację!




8/10




"Czasami musisz tylko znaleźć coś, o czym możesz napisać." 




Piosenki o dziewczynie
Piosenki o dziewczynie | Songs About Us



Za możliwość stania się fotografem Fire & Lights dziękuję wydawnictwu Feeria!

czwartek, 20 lipca 2017

Victoria Aveyard - Czerwona królowa

Społeczeństwo dzieli się na dwie grupy - Srebrnych, potężnych, szanowanych, pełnych mocy oraz Czerwonych, słabych, służących, wojskowych, nijakich. Mare Barrow jest Czerwoną, wychowaną w towarzystwie uzdolnionej siostry i braci, którzy trafili do wojska. Ją samą niedługo ma czekać taki los. Niby przez przypadek trafia do letniej rezydencji rodziny królewskiej by pracować jako służka. Dopiero tam dowiaduje się jaka jest prawda. Choć w jej żyłach płynie czerwona krew, zdolności wskazują na coś zupełnie innego.

Czerwona królowa jest specyficzną pozycją - albo się ją kocha, albo nienawidzi. Mi do miłości jeszcze trochę brakuje, ale stoję po pozytywnej stronie. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest to oklepana historia. Wiecie, zwykła dziewczyna która okazuje się niezwykła i tak dalej. Jednak Aveyard stworzyła całkiem nowy świat, historię. Od razu widać, że włożyła w to mnóstwo serca i pracy. I to wyróżnia Czerwoną królową.

Sposób w jaki pisze autorka jest średni, przynajmniej na początku bardzo się męczyłam. Im dalej tym lepiej, jednak lektura zajęła mi o wiele więcej niż się spodziewałam, bo historia naprawdę wciąga. Na dłuższą metę można jednak przywyknąć. Nie zabrakło zagadek i tajemnic, a pod koniec sama nie wiedziałam komu ufać. Niby znamy myśli Mare, jednak udaje się jej zaskoczyć Czytelnika. W Czerwonej królowej nic nie jest pewne.

Postacie są całkowitym zaskoczeniem. Co prawa jest ich od groma, ale bez większego problemu udało mi się spamiętać kto kim jest. Mare jest świetną bohaterką, wyrazistą, odważną, pewną swojego. Nie ukrywam, że troszkę mi zajęło zanim ją polubiłam bo cóż, jest nieprzewidywalna. Bracia Calore, Cal i Maven, moja miłość i złamane serce. Po skończeniu naprawdę nie wiem, czy któregoś z nich lubię. Podczas czytania na przemian ich nienawidziłam i kochałam i w sumie nie jestem pewna na czym stanęło. Mają miejsce w moim sercu, ale to nie musi oznaczać niczego więcej, prawda?

Victoria Aveyard stworzyła świetną powieść którą czyta się z zapartym tchem. Bohaterowie są żywi, z kartki na kartkę poznajemy ich coraz lepiej, znajdując słabe punkty i przywiązując się do nich jak do najbliższych przyjaciół. Akcja jest wartka, pełna zwrotów akcji oraz zaskoczeń. Nie można spokojnie wysiedzieć, wstrzymując się od głośnych komentarzy. Liczę na to, że kontynuacja jeszcze bardziej powali mnie na kolana!




7/10




"Ten świat jest Srebrny, ale też szary. Nie czarno-biały."


Czerwona królowa
Czerwona królowa | Szklany miecz | Królewska klatka


Za możliwość udania się do Norty dziękuję wydawnictwu Moondrive!

piątek, 14 lipca 2017

Światła, kamera, AKCJA!: Legion - sezon 1

Projekt oparty na komiksach z serii X-MenLegion opowiada historię Davida Hallera. Od momentu, gdy był nastolatkiem, David zmagał się z chorobą psychiczną. Zdiagnozowano u niego schizofrenię i wielokrotnie leczono w szpitalach. Bohater po dziwnym kontakcie z jednym z pacjentów zaczyna zdawać sobie sprawę, że głosy, które słyszy, i wizje, które czasem pojawiają się przed jego oczami, mogą być prawdziwe.

Na Legion nie czekałam nie wiadomo jak bardzo. Mam słabość do wszystkich seriali z superbohaterami, a że jest tu nawiązanie do X-Menów, nie mogłam się oprzeć. Po dłuższym zastanowieniu, nadal zachodzę w głowę, dlaczego obejrzałam go do końca. Przecież najczęściej jak czegoś nie rozumiem, to nie kontynuuję oglądania bądź czytania. A Legion ma w sobie coś takiego, że nie da się go "od tak" porzucić. 

Teraz jednej rzeczy jestem całkowicie pewna - to najbardziej psychodeliczny serial jaki kiedykolwiek widziałam. Na osiem odcinków tylko w jednym całkowicie rozumiałam, o co w ogóle chodzi. I choć akcja bardzo się wlecze, pozwala nam to na korzystanie z widowiska zafundowanego przez twórców. Gra kamerą i światłem, świetna muzyka i oczywiście wyśmienita gra aktorska - to wszystko składa się na wyjątkowość serialu.

Gdyby nie te wszystkie postacie, mutanci czy nie, Legion nie byłby taki sam. To właśnie one nadają "struktury", budują napięcie. I choć wszyscy spisali się wyśmienicie, muszę wyróżnić tą dwójkę. Dan Stevens czyli główna postać, David Haller, którego gra aktorska jest po prostu... niesamowita. Gdzieś w internecie spotkałam się ze stwierdzeniem, że nazwa tego serialu powinna brzmieć "Legion. Sto twarzy Davida Hallera" i całkowicie się z tym zgadzam. Aubrey Plaza (Lenny Busker) stworzyła za to postać, którą bardzo szybko znielubiłam, a co więcej, czasem naprawdę mnie przerażała. To, co ona tam wyczynia, jest nie do opisania. Po prostu trzeba to zobaczyć.

Warto obejrzeć Legion chociażby z powodów tych wszystkich wyśmienitych efektów i porządnej obsady. Ogląda się go z bijącym sercem i bardo łatwo dać się porwać, nawet jeśli nie rozumie się całkiem, co się tam wyprawia. Ze zniecierpliwieniem czekam na drugi sezon!






8/10





CIEKAWOSTKAOjcem Davida Hallera w komiksach jest sam Charles Xavier, czyli Profesor X.