piątek, 9 czerwca 2017

Przedpremierowo: Brodi Ashton - Wieczna prawda

Teraz, kiedy Nikki uratowała Jacka, jedyne czego chce, to być z nim i ukończyć szkołę. Lecz Cole podstępem nakłonił Nikki, by się nim pożywiła, przez co sama rozpoczęła proces przemiany w Wiecznie żywą... co oznacza, że sama niedługo musi pożywić się Dawcą - w przeciwnym wypadku umrze.
Ogarnięta strachem o własne przetrwanie, Nikki i Jack podejmują rozpaczliwą próbę odwrócenia tego procesu za pomocą wszelkich możliwych środków. Nawet Cole, z którym na każdym kroku oczekiwali walki, stał się ich nieoczekiwanym sojusznikiem. Lecz jak długo może to trwać? Żeby przeżyć, Nikki potrzebuje żywić się Cole’em, Cole potrzebuje Nikki, by przejąć tron Podwieczności, a Jack potrzebuje Nikki, która jest dla niego wszystkim… Razem muszą powrócić do Podziemia, by zmienić przeznaczenie Nikki i ponownie uczynić ją śmiertelną. Lecz nie tylko Cole ma plan wobec Nikki: Królowa nie zapomniała o jej zdradzie i pragnie ją zabić. Czy Nikki będzie zmuszona spędzić wieczność w Podziemiu, czy ma w sobie to, czego potrzeba, by raz na zawsze zniszczyć Podwieczność?

W głowie mam zamęt, jestem zła na Brodi, że to skończyło się w ten, a nie inny sposób. Z drugiej strony, gdyby nie ona, nigdy nie powstałaby taka trylogia jak "Podwieczność" która na długi czas zagości w moim sercu. Wieczna prawda, zresztą tak jak poprzednie części, nie puszcza czytelnika już od pierwszych stron. Kiedy wciąga cię pomiędzy swoje kartki, łatwo przeoczyć wybicie drugiej w nocy. Dawno nie czytałam książki, która porwała mnie w takim stopniu! I choć jest to lekka powieść, łatwo się do niej przywiązać i podchodzić emocjonalnie. Jestem rozbita, serce mam w kawałkach. Dlaczego tak, a nie inaczej?

Znacie to uczucie, kiedy podczas czytania spodziewacie się jednego biegu historii, zakończenia, a kiedy do tego dochodzi, w głębi czujecie, że jednak wolicie, żeby było inaczej? Miałam tak właśnie w przypadku Wiecznej prawdy. Jest mi przykro, ale chyba od początku zdawałam sobie sprawę, w jakim kierunku to zmierza. Trudno rozstać się z bohaterami, do których tak bardzo się przywiązałam, których naprawdę polubiłam.

Nikki, choć w pewnym momencie stałaś się odrobinę irytująca, jesteś świetną postacią, która z góry podążała za wyznaczonym przez siebie celem, nie poddając się po jednorazowym upadku. Jack, prawda jest taka, że jesteś natrętem jakich mało. Słodki, owszem, ale denerwujący i opętany miłością do dziewczyny. Taka delikatna obsesja pokazywania tego na każdym kroku. Cole, na początku nie przypadłeś mi do gustu. Ale im dalej, tym bardziej cię lubiłam. Nawet w momentach, kiedy byłeś największym durniem i dupkiem, nie potrafiłam nie usprawiedliwiać twoich działań. Muszę znów przyznać, że Brodi Ashton świetnie spisała się przy kreowaniu bohaterów, także tych drugo- i trzecioplanowych. 

Akcji nigdy nie brakowało, tak samo jak zaskoczeń, zwłaszcza w tym tomie. Ciągłe skoki między Podwiecznością, a Powierzchnią sprawiły, że czytelnik ma wrażenie, że sam bierze udział w wyprawie. Powtórzę to jeszcze raz - jestem tak bardzo zła na autorkę za to co zrobiła! Jeśli przeczytaliście książkę, na pewno wiecie o co mi chodzi. Ale przy okazji włożyła wiele pracy w kreację... tego wszystkiego. I do tego wplatanie mitologii w całą historię!

Trudno mi napisać recenzję ostatniego tomu, bez podsumowania całej trylogii. Wydaje mi się, że zwykłe stwierdzenie "dobre zakończenie" nie wystarczy. Łatwo zauważyć, że Brodi pisała "Podwieczność" kierując się sercem, a to zawsze odbija się na odbiorze książki przez czytelnika. Na pewno nie raz wrócę do historii Nikki, Jacka i Cole'a. To po prostu jedna z tych książek, które najzwyczajniej warto przeczytać. Ot co, po prostu.



8/10



"- Mówisz więc, że Dead Elvises sfingowali dzisiejszy koncert w mieście, sfingowali sprzedaż biletów i sfingowali wynajęcie sali, żeby tylko zgasić światła w mieszkaniu i czekać - naprawdę cichutko, przyczajeni za kanapą - na wypadek, gdybyśmy planowali się do nich włamać?
Ponownie skinęłam głową.
- Właśnie. To brzmi naprawdę rozsądnie."



Podwieczność

PREMIERA 14 CZERWCA!


Za możliwość ruszenia na podbój Podwieczności dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc!

2 komentarze:

  1. Muszę zdobyć pierwszy tom tej trylogii!! :D Miałam kilka razy podobą sytuacje co ty, w momencie zakończenia książki...

    Pozdrawiam!
    zaczytana-w-fantastyce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Seria ta strasznie mnie ciekawie. Głównie z powodu okładek, które jakoś zjawiskowe nie są, ale mają w sobie coś takiego co przyciąga <3
    Mam wrażenie, że książka jest dość podobna do Porwanej pieśniarki,więc tym bardziej mam na nią ochotę <3
    Buziaki :*
    pomiedzy-wersami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Bardzo mi miło jeśli komentujesz moje posty, ale jeśli nie przeczytałeś całego posta to go nie komentuj 'tak' lub 'nie' bądź 'przeczytam' lub 'nie przeczytam'. Wykaż się i skomentuj po przeczytaniu. Dziękuję.

Pozdrawiam,
Sophie Carmen