wtorek, 8 marca 2016

Lauren Miller - Aplikacja

Oto czasy, w których wielki koncern Gnosis, następca firm Apple i Google, wprowadził na rynek najbardziej rewolucyjne narzędzie wszech czasów: aplikację Lux. Ten innowacyjny program optymalizuje podejmowanie decyzji przez użytkownika, biorąc pod uwagę jego dobro i preferencje osobiste, co ma dać najlepsze możliwe rezultaty. 16-letnia Rory uważa za oczywiste to, że aplikacja Lux stanowi klucz do zdrowego i szczęśliwego życia. Kiedy zostaje przyjęta do elitarnej Akademii Theden, wydaje się, że rysuje się przed nią przyszłość doskonała. Ale w tej idealnej, wymarzonej szkole pod gładką powierzchnią czai się coś złego. Potem Rory poznaje Northa, przystojniaka z miasta, który prowadzi życie outsidera i – o zgrozo! – nie korzysta z Luxa, co fascynuje dziewczynę. Wkrótce bohaterka zaczyna postępować wbrew rekomendacjom aplikacji – zaczyna słuchać głosu intuicji, którą nauczono ją ignorować. Ten wybór poprowadzi ją do odkrycia prawdy, której ani ona, ani nikt inny nie mógł się spodziewać.

Aplikacja już od początku wydawała się powieścią, w której będzie działo się coś oryginalnego. Kiedy zaczynałam ją czytać, miałam wrażenie, że to początek kolejnej trylogii/serii. Jednak po dowiedzeniu się, że to pojedyncza powieść, wciągnęłam się jeszcze bardziej. Zdaję sobie sprawę z tego, że brzmi to dość dziwnie . Ale okazuje się, że podczas poznawania z jednotomową książką, Czytelnik zwraca uwagę na każdy szczegół, nawet ten najmniejszy. Podczas czytania Aplikacji, zauważyłam zmianę w swoim zachowaniu i postrzeganiu tego, co wcześniej wydawało mi się całkiem normalne. Gdzie się nie obejrzałam, tam widziałam ludzi wpatrzonych w ekrany telefonów lub tabletów, nawet na przejściu dla pieszych, nie zwracających uwagi na świat wokół nich. Odbyłam także z moim tatą długą rozmowę na temat tego, jak będzie wyglądać przyszłość i doszliśmy do wniosku, że to co dzieje się w Aplikacji, prawdopodobnie ziści się już niedługo.

Temat aplikacji kierującej życiem nie jest zwykłym tematem. Większość czytelników uzna tą książkę za fajną młodzieżówkę. Jednak zapewne nie wiele osób zda sobie sprawę, że to jest wizja przyszłości. Jeśli nic się nie zmieni, to na pewno pojawi się taka aplikacja, a społeczność do końca uzależni się od telefonów i Internetu. Okazuje się więc, że Aplikacja jest książką zmuszającą do zatrzymania się na chwilę i przemyślenia tego. Zauważyłam to, że wcześniej w prawie każdej wolnej chwili sięgałam po telefon, żeby sprawdzić co się dzieje na świecie. Odkąd jednak skończyłam czytać tę powieść, robię (a przynajmniej się staram) robić to o wiele rzadziej. Lauren Miller pisze przyjemnym językiem, a Aplikacja jest okryta delikatną warstwą tajemnicy, dzięki czemu zagłębianie się w te wszystkie spiski staje się ciekawą przygodą. Nie zabraknie także niespodzianek – miłych, a także odrobinę przerażających.

Główną bohaterką jest 16-letnia Rory, która nie wyobraża sobie życia bez Luxa. Pyta go o wszystko – w ile minut dojdzie do szkoły, czy może się z kimś spotkać, co zjeść i czego się napić. Jest to odrobinę przerażające zachowanie, chociaż sama postać bardzo przypadła mi do gustu. Nawet czułam z nią jakąś więź. Beck jest jej najlepszym przyjacielem, którego również polubiłam. Następnie mamy egocentryczną Hershey, która od momentu naszego spotkania bardzo mnie denerwowała i nie dostrzegała nic poza nią samą. Oprócz tego czytelnik ma możliwość poznania kilkunastu innych osób. Każdy z nich jest inny, czymś się wyróżniający, nawet jeśli jest to mały szczegół. Łatwo dostrzec zmianę jaka zachodzi w głównych postaciach i zobaczyć, jak bardzo jeden, na pozór nie istotny szczegół, odmienia ich życie.

Aplikacja jest powieścią, która nie grzeszy piękną okładką, ale ma za to piękną treść, która chwyta za serce i zmienia człowieka. Jest tu wątek miłosny, który jednak nie jest głównym elementem, ale stanowi miłą odmianę od tych wszystkich zagadek i tajemnic. Lektura, która zmusza do zastanowienia się nad własnym postępowaniem, w niezbyt delikatny sposób sugerująca, co się stanie, jeśli się nie zmienimy. Dzieje się tu tyle rzeczy, tyle niesamowitych przygód, że aż nie sposób tego opisać. Napisałam tu tyle informacji, że to zdecydowanie powinno Was   zachęcić. A teraz wyłączcie komputer i idźcie porozmawiać z rodzeństwem, rodzicami czy przyjaciółmi. Odłóżcie telefon i wybierzcie się na spacer, poczytajcie książkę, obejrzyjcie film. Odpocznijcie.





8/10






„Ile razy mi się zdaje, że już dochodzę do prawdy, przekonuję się, że mam tyle, co nic.”





Za możliwość skorzystania z Luxa dziękuję wydawnictwu Feeria!

sobota, 5 marca 2016

Światła, kamera, AKCJA!: Nieracjonalny mężczyzna

Abe Lucas jest rozbity emocjonalnie i nie potrafi znaleźć sensu ani radości w swoim życiu. Czuje, że wszystko w co do tej pory się angażował - od polityki po nauczanie - jest całkowicie pozbawione znaczenia. Abe podejmuje pracę w college'u w niewielkim mieście i w niedługim czasie po przyjeździe angażuje się w romans z dwiema kobietami: Ritą Richards, profesorką, która szuka ucieczki od nieszczęśliwego małżeństwa oraz z Jill Pollard, najlepszą studentką i przyjaciółką. Jill kocha swojego chłopaka Roya, ale nie jest w stanie oprzeć się posępnej, artystycznej osobowości Abe'a i urokowi jego egzotycznej przeszłości. Nawet, gdy Abe zaczyna zdradzać oznaki niezrównoważenia psychicznego, fascynacja Jill nie ustaje, a nawet się zwiększa.

Znacie taką sytuację, że patrzycie na reklamę  filmu i kiedy tylko zauważacie nazwisko znanego reżysera, to nie zapoznając się z jego opisem, bierzecie go od razu, bo macie przeczucie, że to będzie niezwykła przygoda? U mnie ta metoda w większości przypadków się sprawdza i to całkiem dobrze. Niestety tym razem moja intuicja mnie zawiodła. Sięgnęłam po Nieracjonalnego mężczyznę    z myślą, że okaże się fajną komedią romantyczną, a okazał się bardzo, bardzo słaby. Kilka pierwszych minut nie jest złych. Tak około dziesięciu. Później zaczyna się nudna historia młodej studentki, która nie wie, czy ma zostać ze swoim kochającym chłopakiem, czy zostawić go dla tajemniczego profesora z uniwersytetu. I tak przez godzinę.

Nieracjonalny mężczyzna bardzo mi się dłużył. W pewnym momencie sprawdzałam ile czasu zostało do końca. Miałam wrażenie, że mija przynajmniej półgodziny, a to było 10 minut. Nie udało mi się wciągnąć w akcję ani trochę. Nie ma nic, co by mnie zachwyciło i sprawiło, że moja opina jednak by się zmieniła. Po prostu się nie oszukujmy – ten film jest po prostu słaby. Cały czas miałam wrażenie, że jedyną osobą która rozumie co się tam dzieje, jest reżyser choć nie jestem tego pewna. Niestety, włącznie z aktorami. Wiem, że Emma Stone (Jil) potrafi dobrze zagrać, w końcu udowodniła to  nie raz. Jednak w Nieracjonalnym mężczyźnie sprawia wrażenie zagubionej     i to nie tylko przez jej postać. Pojawia się tu Jamie Blackley (Roy), który zachwycił mnie swoją rolą w „Zostań, jeśli kochasz”. Tutaj również gra chłopaka głównej bohaterki. Z taką różnicą, że ta rola jest porażką.

Zakończenie w skrócie jest jedną, wielką porażką. Nieracjonalny mężczyzna nie sprawił, że siedziałam z zapartym tchem przed telewizorem. Nie sprawił, że ze zniecierpliwieniem śledziłam losy bohaterów. Nie sprawił, że zainteresowałam się filmem bardziej niż trochę. Muzyka też jest znikoma – jeśli dobrze pamiętam to pojawia się tu bardzo mało jakichkolwiek utworów. W skrócie: jeśli nie musicie, to darujcie sobie obejrzenie tego filmu. Starsze filmy Allena wydają się bardziej interesujące.





4/10






CIEKAWOSTKA: Zdjęcia do filmu kręcono w miastach: Newport, Portsmouth, Richmond, Cranston, Jamestown, Pawtucket i Providence (Rhode Island, USA).


Za możliwość poznania nieracjonalnego mężczyzny dziękuję empik.com.

środa, 2 marca 2016

Cassandra Clare - Mechaniczny anioł



Kiedy szesnastoletnia Tessa Gray pokonuje ocean, żeby odnaleźć brata, celem jej podróży jest Anglia za czasów panowania królowej Wiktorii. W londyńskim Podziemnym Świecie, w którym po ulicach przemykają wampiry, czarownicy i inne nadnaturalne istoty, czeka na nią coś strasznego. Tylko Nocni Łowcy, wojownicy ratujący świat przed demonami, utrzymują porządek w tym chaosie. Porwana przez Mroczne Siostry, członkinie tajnej organizacji zwanej Klubem Pandemonium, Tessa wkrótce dowiaduje się, że sama jest Podziemną z rzadkim darem zmieniania się w inną osobę. Co więcej, Mistrz - tajemnicza postać kierująca Klubem - nie zatrzyma się przed niczym, żeby wykorzystać jej moc. Pozbawiona przyjaciół, ścigana Tessa znajduje schronienie w londyńskim Instytucie Nocnych Łowców, którzy przyrzekają, że znajdą jej brata, jeśli ona wykorzysta swój dar, żeby im pomóc. 

Wkrótce Tessę zaczynają fascynować dwaj przyjaciele: James, którego krucha uroda skrywa groźny sekret, i niebieskooki Will, zniechęcający do siebie wszystkich swym sarkastycznym humorem i zmiennymi nastrojami… wszystkich oprócz Tessy. W miarę jak w trakcie swoich poszukiwań, zostają wciągnięci w intrygę, grożącą zagładą Nocnych Łowców, Tessa uświadamia sobie, że będzie musiała wybierać między ratowaniem brata a pomaganiem nowym przyjaciołom, którzy próbują ratować świat… i że miłość potrafi być najbardziej niebezpieczną magią.

Po przeczytaniu trzeciej części Darów Anioła nie mogłam się doczekać powrotu do świata Nocnych Łowców. Jednak Jane Rachel doradziła mi, żeby przed czwartą częścią przeczytać pierwszy tom Diabelskich Maszyn. W końcu znalazłam czas i ochotę żeby to zrobić, i wiecie co wam powiem? Bardzo żałuję, że nie zapoznałam się z tym wcześniej, a od przeszło dwóch lat taka perełka leżała tuż pod moim nosem. Nie czytałam żadnej książki, której akcja dzieje się za czasów panowania królowej Wiktorii, a więc 1878 rok, o czym Cassandra Clare wspomniała na końcu. Okazuje się, że to ciekawy czas, a dzięki autorce która przedstawiła go w naprawdę piękny sposób, z chęcią dowiem się czegoś więcej oraz przeczytam inne książki które opowiadają o tych czasach. 

Tak jak napisałam wcześniej, Cassandra przedstawiła XVIII wiek w niezwykle ciekawy sposób. Mimo tego, że czytamy o dawnych czasach, nie czuć tej różnicy, a to za sprawą autorki, która posługuje się prostym i przyjemnym językiem. Tyle dzieje się w Mechanicznym aniele, że po niedługim czasie po skończeniu, nie jestem w stanie wszystkiego sobie przypomnieć. Nie sprawia to jednak, że czytelnik jest tym przytłoczony, bo za każdym razem przed nowym wydarzeniem może chwilę odpocząć. Niektóre wątki przyprawiają o dreszcze, inne o szeroki uśmiech na twarzy. A na dodatek jest to powieść pełna tajemnic, która od razu porywa czytelnika w swoje sidła. 

Tessa wydaje mi się postacią, która nie do końca wie co ma robić i jest w tym wszystkim pogubiona, na szczęście ma dwóch pomocnych Nocnych Łowców. Jednym z nich jest Will, którego już od początku polubiłam. W pewnym momencie zdałam sobie także sprawę z tego, że aż do złudzenia przypomina mi Jace’a z Darów Anioła – tak samo arogancki, z ciętym językiem przygotowany prawie na wszystko. Za to Jem jest dużo spokojniejszą postacią, skrywającą wiele tajemnic, które czytelnik z czasem poznaje wraz z główną bohaterką. Poznajemy także Jessamine, którą niekonieczne polubiłam przez jej egoizm, lecz mam wrażenie, że gdzieś w jej sercu jest jakieś małe światełko, które w niedalekiej przyszłości zmieni ją na lepsze. Oprócz nowych postaci możemy spotkać także najlepszego pod słońcem Magnusa i dowiedzieć się o nim tego i owego. 

Jeśli spodobały  ci się Dary Anioła, koniecznie musisz sięgnąć po Mechanicznego anioła, który jest pierwszym tomem Diabelskich maszyn, które są diabelnie dobre. Przynajmniej jak na razie. Jestem pod wrażeniem tego, co Cassandra Clare stworzyła tym razem i jedyne co mogę powiedzieć, to  „oby tak dalej”.  Mechaniczny anioł nie jest jednak tylko powieścią przygodową, ale posiada także wiele mądrych i życiowych sentencji. 





9/10





„Można kochać kogoś bez wzajemności, dopóki jest wart uczucia. Dopóki zasługuje na miłość.”



Diabelskie maszyny
Mechaniczny anioł | Mechaniczny książę | Mechaniczna księżniczka