czwartek, 8 sierpnia 2013

Wywiad z Polą Pane - Autorką "Arisjańskiego fioletu"



Co zachęciło cię do napisania "Arisjańskiego fioletu"? Co było twoją inspiracją?
Zastanowił i zaintrygował mnie fenomen bestsellerów. Co takiego jest w niektórych książkach, że są w stanie uwieść i rozkochać w sobie miliony czytelników. Czy to przypadek, czy też można ustalić jakiś wspólny czynnik, który to zjawisko powoduje. Porwałam się na idiotyczną rzecz, podjęłam próbę ustalenia składników książki, która powinna się podobać. Powiedzmy, że ułożyłam matematyczny wzór.  No i tu wylazła moja literacka ignorancja, bo mój rzekomy wzór to nic innego, jak definicja romansu z angielskiej Wikipedii. Czyli ona i on, doprowadzamy do ich spotkania, później musimy zacieśnić znajomość, najczęściej umieszczając parę w szkole, pracy, sąsiedztwie lub wyznaczając bohaterom  wspólną misję. Po wielu zawirowaniach doprowadzamy do zakończenia, szczęśliwego lub nie. Tak z grubsza  wyglądają ramy gatunku i tego się nie przeskoczy. Proponuję zrobić eksperyment  i rozłożyć na czynniki pierwsze każdy romans. Sądzę, że będziesz zaskoczona wynikiem. Ale… tu właśnie na scenę wkracza autor, który musi obudować ten szkielet otoczką utkaną z własnej wyobraźni. I właściwie to jest w całej książce najważniejsze, by stworzyć taki świat, takich bohaterów i władować taką dawkę emocji, by na kilka godzin przenieść czytelnika na karty powieści. Z tym, że na ogół zagraniczne romanse opowiadają tylko jakąś historię, brakuje w nich drugiego dna. Dlatego starałam się, by w „Fiolecie” prócz samych perypetii bohaterów zawrzeć coś jeszcze. Absolutnie nie chcę nikogo na siłę przekonywać, że to ambitna powieść, bo nie jest nią, ale jeśli ktoś przyjrzy się dokładnie imionom, datom oraz sprawdzi zawarte w książce informacje, to zauważy, że nic nie jest tam przypadkowe.

Kto jest twoją ulubioną postacią, i dlaczego?
Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Tworzeniu każdej postaci poświęciłam sporo uwagi, starając się nadać jej indywidualne cechy charakteru i wyglądu. Chociaż szczególnym sentymentem darzę Korina. Był chyba najbardziej wymagającym bohaterem. Musiałam dopasować jego arisjańskie pochodzenie do ziemskich sytuacji w taki sposób, by wyraźnie pokazać czytelnikowi różnice między obiema rasami.


Emily jest podobna do ciebie?
Nie. Chociaż… jest, pod jednym względem przypomina mnie. Jest narwana, czyli wpada na pomysł i natychmiast przystępuje do realizacji, bez względu na konsekwencje.


 Ktoś wspierał cię w pisaniu, np. rodzina?
Powiedzmy, że rodzina tolerowała mój pisarski wybryk, z prawdziwym wspieraniem było już nieco gorzej. Natomiast miałam wsparcie od mnóstwa osób, czasem zupełnie obcych, poznanych przypadkowo. To właśnie oni dali mi siłę, by dociągnąć ten pierwszy tom do końca i pisać następne.


Pisałaś już kiedyś?
Każdy o to pyta :) Nie, nigdy nic nie napisałam, nawet do szuflady, chociaż chyba powinnam. Większość autorów, których poznałam po drodze, pisze niemal od zawsze. Tylko ja z tą swoją grafomanią  wyskoczyłam jak Filip z konopi.


Czy jakaś postać odpowiadała osobie realnej, którą znasz, np. przyjaciółce?
Główna bohaterka nosi imię mojej córki, ale tylko imię. Natomiast z Eryką  (czarny charakter) identyfikuje się moja przyjaciółka. Zapewniam jednak, że ma o wiele przyjemniejszą osobowość.


Opowiedz nam o sobie.
Wbrew pozorom to trudne pytanie. Ciężko jest powiedzieć coś sensownego o sobie, z drugiej strony nie chciałabym zdradzać zbyt wiele szczegółów. Ale zróbmy tak, zadaj mi trzy pytania, wybierz dobrze, bo odpowiem tylko na te trzy :)
 

 Co najbardziej ci się w sobie podoba?
 Hmmm... mnie nic, ale mojemu mężowi wszystko

Twoje życiowe marzenie?
 Chciałabym zwiedzić Meksyk, ale nie z wycieczką, bardziej na dziko.
 Jesteś zadowolona ze swojego życia?
 Tak, chociaż chciałabym zatrzymać czas, by trwało dłużej.

Czy planujesz jeszcze kiedyś coś napisać?
Po „fioletowej” serii mam w planach jeszcze dwie powieści obyczajowe, ale nie wiem, czy na nie jeszcze starczy mi sił. Rynek wydawniczy w Polsce nie jest zbyt przyjazny autorom. 



Dlaczego pisałaś książkę oczami nastolatki?
Wiek 16-20 lat to bardzo głupi okres w życiu. Okres dominacji hormonów. Młodzi ludzie działają  często pod wpływem emocji, podejmują różne absurdalne decyzje i tylko im się wydaje, że te decyzje są dojrzałe. To daje autorowi o wiele więcej możliwości w kreowaniu postaci. Poza tym na co dzień spędzam dużo czasu z młodzieżą. Wydaje mi się, że bliższe mi
są problemy  osiemnastolatków niż osób w moim wieku. Dobrze się czułam w skórze głównej bohaterki w czasie pisania :)


 Jak się czujesz, czytając pozytywne recenzje twojej książki?

Szczerze mówiąc przy każdej się dziwię, że te moje wypociny komuś się podobały. Ale sądzę, że to przypadek. Po prostu do tej pory miałam szczęście, że książka trafiała w ręce odpowiedniego odbiorcy. Nie zawsze tak będzie. Powieść przeczytało zbyt mało osób, by określić, czy jest dobra, czy może jest klasycznym przykładem grafomanii. 


 Jesteś zadowolona z tego że udało ci się wydać "Arisjański fiolet", choćby w małym nakładzie?

I tak, i nie. Gdybym mogła cofnąć czas, to wydałabym ją pod własnym szyldem, w swoim wydawnictwie. Chociaż  z drugiej strony cały proces wydawniczy wiele mnie nauczył, a każde doświadczenie jest w jakiś sposób bezcenne. To wiedza, której nikt nam nie zabierze.

3 komentarze:

  1. Bardzo mi się podoba wywiad, trafione i ciekawe pytania zadałaś autorce :)) oby tak dalej Daria :) (bardzo lubię)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam w planach książkę tej autorki, więc miło było dowiedzieć się czegoś o niej samej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne - wszystko. Sposób w jaki autorka określa etapy pracy nad powieścią. Niebawem mam ją przeczytać. Już zacieram ręce. i czekam z niecierpliwością.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Bardzo mi miło jeśli komentujesz moje posty, ale jeśli nie przeczytałeś całego posta to go nie komentuj 'tak' lub 'nie' bądź 'przeczytam' lub 'nie przeczytam'. Wykaż się i skomentuj po przeczytaniu. Dziękuję.

Pozdrawiam,
Sophie Carmen