sobota, 16 stycznia 2016

Kartka z pamiętnika książkoholika ~ Śpieszmy się kochać ludzi

Kochani,
Dzisiaj przygotowałam dla Was tekst w trochę innym klimacie, odchodząc od tematów książkowych. Kartka z pamiętnika książkoholika to swego rodzaju mój pamiętnik gdzie zapisuję to co myślę, chcąc podzielić się tym z innymi. Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, tyle rzeczy siedzi mi w głowie, że muszę to spisać.

Kiedyś mądra osoba napisała pewien wiersz, którego fragment Wam przytoczę.

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnia czy ostatnia pierwsza.

      Wers "Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą" według mnie nie odnosi się tylko i wyłącznie do naszych bliskich. Są takie osoby, których śmierć bardzo boli, mimo tego, że nigdy nie mieliśmy z nimi styczności. 10 stycznia odszedł od nas wybitny artysta - David Bowie.
Powiem szczerze, że nie słuchałam jego muzyki. Przynajmniej nie umyślnie. Zapewne nie raz słyszałam jakiś utwór Davida Bowie, nie zdając sobie z tego sprawy. Jak widzicie, nie byłam jego fanką, nie wiedziałam co się u niego dzieje, nie słuchałam jego utworów.
       A jednak, kiedy doszły do mnie informacje o jego śmierci poczułam się smutna. Dlaczego? Ponieważ był utalentowanym artystą, który tak wiele wniósł do światowej kultury. Znały i kochały go pokolenia. Ponieważ śmierć kogokolwiek związanego z kulturą jest wielkim ciosem dla społeczności. Tak wiele dał, tak szybko odszedł.

         Więcej jednak mogę powiedzieć na temat Alana Rickmana, który odszedł od nas 14 stycznia po równie ciężkiej walce z rakiem, co David Bowie.
            Alan także był bardzo utalentowaną osobą. Aktorem, reżyserem, scenarzystą. Większość osób kojarzy go z roli Severusa Snape' w Harry'm Potterze. Jednak należy pamiętać, żeby nie utożsamiać postaci z aktorem. Zmarł Alan Rickman, nie Severus Snape. Tego niesamowitego aktorka można także było zobaczyć w takich filmach jak "Szklana pułapka", "Pachnidło" czy "Gambit czyli jak ograć króla".
          Na pewno był niepowtarzalny.
          Od dłuższego czasu chciałam napisać list do kogoś z obsady Harry'ego, razem z prośbą o autograf. Nawet jeśli zdawałam sobie sprawę z tego, że może to nigdy do mnie nie wrócić, to miałam nadzieję, że ta osoba może to przeczyta i dowie się co sądzę. Na mojej liście był Alan. Żałuję, że nie udało mi się napisać listu wcześniej. Napisać, jak bardzo go podziwiam i szanuję.
          Wiadomość o jego śmierci bardzo mnie dotknęła. Kiedy się dowiedziałam, stałam na przystanku, o mało nie zaczynając płakać. 
          Na zawsze zapamiętam go jako uśmiechniętą osobę, która tak dużo zrobiła dla innych.






Jan Twardowski
Śpieszmy się

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko to co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego.

Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnia czy ostatnia pierwsza.



środa, 13 stycznia 2016

Księga zaklęć Mal



Sięgasz po długopis i zaczynasz zawzięcie coś notować. Nagle przestajesz pisać i się zamyślasz. Przyjaciółka zabiera ci księgę sprzed nosa. Czyta to co napisałaś, po czym wciąga swoje pióro i dodaje komentarz od siebie. Następnie podaje ją przyjacielowi pod oknem, który dopisuje coś markerem. Księga trafia do jeszcze jednej osoby która dodaje notatkę, aż w końcu wraca do ciebie. Przewracasz oczami i kontynuujesz pisanie przerwanego tekstu.

Księga zaklęć kiedyś należała do mojej matki, Diaboliny – królowej niegodziwości i występku. Znaleźć w niej możesz masę zaklęć, klątw i podstępnych magicznych sztuczek. (Nie próbuj ich w domu!). Ale kiedy matka przekazała tę księgę w moje ręce, żebym pomogła jej zniszczyć Auradon, wraz z przyjaciółmi postanowiliśmy użyć jej na swój własny sposób. Mówią, że jabłko pada niedaleko od jabłoni. Nazywają nas tymi złymi… Ale to do nas będzie należało ostatnie zdanie! 

Na początku myślałam, że Księga zaklęć Mal jest prawdziwą księgą zaklęć, jednak okazało się, że są tu głównie dopiski głównych bohaterów którzy opowiadają nam historię z Następców. Oprócz tego są tu zaklęcia, których nie mogło tu zabraknąć. Samo przeczytanie zajmuje około pół godziny, naprawdę się wciągając. Założę się, że kiedy ty, Czytelniku, wracasz do domu, to rozmawiasz z kimś bliskim na temat minionego dnia. Właśnie tak wygląda Księga zaklęć Mal – niekiedy dłuższe, niekiedy krótsze notatki, które opowiadają o ich życiu codziennym. Jeśli lubisz Następców z pewnością ci się to spodoba!

Warto wspomnieć także o genialnej oprawie graficznej, którą pokochałam, gdy tylko ta książka znalazła się w moich rękach. Środek przypomina starą księgę, co nadaje temu wszystkiemu odpowiedniego klimatu. Jeśli chodzi o wspomniane wcześniej zapiski Mal, Evie, Jaya i Carlosa -  łatwo rozpoznać kto pisał dany tekst. Każdy ma swoją czcionkę oraz kolor. Pomiędzy zapiskami pojawiają się także zdjęcia oraz kilka testów z zamkniętymi pytaniami. 

Uważam, że Księga zaklęć Mal to przemyślany dodatek do całej serii, posiadający niezwykły klimat i swój własny urok. Z pewnością spodoba się każdemu kto obejrzał Następców, nieważne ile ma lat.





7/10





Za możliwość poznania tajemnych zaklęć Mal dziękuję wydawnictwu Egmont!

niedziela, 10 stycznia 2016

Światła, kamera, AKCJA!: Millerowie



David Burke jest pomniejszej klasy dealerem marihuany. Jego klientami są kucharze, matki, ale nie dzieci – ma przecież skrupuły. Co więc mogło pójść źle? Wiele rzeczy. Woląc z oczywistych powodów trzymać się w cieniu, na własnej skórze odczuwa, że żaden dobry uczynek nie uchodzi bezkarnie. Kiedy próbuje pomóc nastolatkom z sąsiedztwa, napada na niego trzech bezdomnych punków, którzy kradną mu towar i pieniądze, przez co staje się dłużnikiem swego dostawcy, Brada. Aby zacząć od nowa – i zachować zdrowie, a pewnie też życie – David musi stać się przemytnikiem narkotyków na dużą skalę i sprowadzić najnowszą dostawę Brada z Meksyku. Z pomocą swoich sąsiadów: cynicznej striptizerki Rose, niedoszłego klienta Kenny’ego oraz sprytnej, znającej życie ulicy nastolatki Casey obmyśla niezawodny plan

Na Millerów czaiłam się odkąd pojawili się w kinie. Komedie to jeden z moich ukochanych gatunków filmowych i teatralnych, więc z chęcią oglądam takie historie. Jest kilka które naprawdę lubię, kilka okazało się beznadziejnych. W ciągu pierwszych dziesięciu minut od rozpoczęcia filmu siedziałam zadziwiona, zastanawiając się, co to właściwie jest. Lecz później, gdy wciągnęłam się w całą akcję, razem z głównymi bohaterami obawiałam się, że ktoś odkryje ich sekret, albo coś się stanie.  Pod koniec film przeradza się bardziej w komedię rodzinną. Zakończenia domyśliłam się z pół godziny przed końcem, ale nie popsuło mi to całej przyjemności oglądania. Nie raz śmiałam się, tak samo jak nie raz się martwiłam. 

Główne role dostali Jason Sudeikis (David), Jennifer Aniston (Rose), Will Poulter (Kenny) oraz Emma Roberts (Casey). Aktorzy spisali się naprawdę dobrze. Był to pierwszy film Jasona który oglądałam, ale z chęcią sięgnę po inne w których występuje. Odegrał on Davida, dilera, który jest zdolny do wszystkiego aby tylko dotrzeć do domu i odebrać należne sobie pieniądze. Często miał dziwne akcje i starał się „wykręcić” od przeróżnych spraw, zostawiając z tym swoich pomocników. Jennifer Aniston jak zwykle wzorowo odegrała swoją rolę. Nie chcę za bardzo spoilerować, więc powiem tylko tyle o odtwórczyni roli Rose. Will Poulter głównie jest znany z roli w trzeciej części „Opowieści z Narnii” gdzie odgrywał wkurzającego kuzyna, który nie za bardzo rozumie co się wokół niego dzieje. Taki trochę głupek. Reżyser mądrze to wykorzystał i w Millerach stał się trzynastolatkiem w ciele osiemnastolatka, który nie za bardzo wiedział, gdzie jest jego miejsce. W tym momencie pragnę mu serdecznie pogratulować, bo idealnie mu się to udało. Emma Roberts która odnajdzie się w każdej roli i tym razem dała sobie radę.

Jeśli szukacie dobrej komedii przy której można się pośmiać, bez wahania sięgnijcie po Millerów.
Jednak ostrzegam was, że nie jest to film który można oglądać z młodszymi dziećmi. W tym filmie jest wiele zwrotów akcji, które sobie bardzo cenię, bo to one po części stwierdzają, czy film jest dobry czy niekoniecznie. Motyw podróży został ciekawie przedstawiony, a reżyser naprawdę ciężko pracował nad tym, żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Naszych bohaterów (jakżeby inaczej) nie raz spotykają śmieszne sytuacje, niekiedy straszne, ale jak zwykle skończone śmiechem. Naprawdę ciekawa i dobra komedia.





7/10





CIEKAWOSTKA: Na różnych etapach produkcji do roli Davida planowano zatrudnić Jasona Batemana, Willa Arnetta i Steve'a Buscemi.