poniedziałek, 23 listopada 2015

Kartka z pamiętnika książkoholika ~ Maraton Igrzysk Śmierci

 Hej moi drodzy.
Z tej strony nadal zdruzgotana Sophie. 
Miałam dodać samego vloga, ale czuję potrzebę napisania tego co myślę, a recenzja nie do końca się do tego nadaje.
Wszystko przez maraton Igrzysk Śmierci na który wybrałam się razem z Lucy. To było coś niesamowitego, a zarazem smutnego.

O 15:30 Lucy zjawiła się pod moim blokiem, a ja dźwigając torebkę i dużą torbę powitałam ją na dole. Przeszłyśmy się spokojnie do jej domu, po drodze zahaczając o sklep, żeby uzupełnić zapasy na noc. Siedząc w domu czas się nam dłużył. 
Było siedem, sześć, pięć godzin do maratonu. Aż nagle patrzymy na zegarek i okazuje się, że za 30 minut wychodzimy z domu. To było takie nagłe. 
Od samego rana okropnie się tego bałam, ale i byłam niecierpliwa. W końcu to koniec moich ukochanych Igrzysk. Koniec oczekiwania na zwiastuny, premiery i kolejne części. Już od czerwca, a dokładniej od momentu premiery pierwszego zwiastuna w głowie kołatała mi się myśl, że więcej nie zobaczę ich razem. Josh (♥), Jen, Liam, Sam... Jak to napisała Dagmara: "Już nigdy nie ujrzymy Jen, Josha, Liama, Sama i całej reszty w jednym filmie, w nowej scenie i dawnej roli."...

Ponieważ maraton zaczynał się o 22:45 zamierzałam się przespać na pierwszej części, ponieważ najmniej ją lubię. W taki oto sposób przespałam całe 10 minut Igrzysk Śmierci. Drugą część uwielbiam i nie wybaczyłabym sobie, gdybym na niej zasnęła. Następnie nadeszła najgorsza pora. Godziny 3-4 są najtrudniejsze. Dlatego na pierwszej części Kosogłosa zdarzyło mi się kilka razy przysnąć na 3 minutki. 
O 5:40 musiałam wsiąść głęboki oddech i przygotować się na ostatnią część. Myślałam, że jakoś dam sobie radę. Nawet nie wiecie jak się myliłam.

Lucy najnormalniej w świecie płakała przez pół filmu. To, co ja robiłam nie zalicza się do płaczu. Było to coś na przełomie histerii (jak to podaje SJP: nadmierna emocjonalność, zdenerwowanie i demonstracja zachowań) i spazmatycznego (SJP: mający charakter ataku nerwowego, o płaczu: gwałtowny, połączony z łkaniem) płaczu. Cały czas się trzęsłam, miałam problem z nabraniem powietrza. Czułam, jak zjedzony popcorn podchodzi mi do gardła, a wzrok przesłaniają mi łzy. Za pierwszym razem w ręce trzymałam chusteczkę. Ściskałam ją tak mocno, że tego nie można sobie wyobrazić.
Pewnie teraz myślicie, że jestem chora psychicznie i doskonale Was rozumiem.  Nigdy, przenigdy tak na nic nie zareagowałam. Nigdy. Nie wiem co się ze mną stało. 
To nie było normalne. To uczucie, też nie należało do przyjemnych. Dlatego moim zadaniem było jak najszybciej się uspokoić. Brałam głęboki oddech i piłam łyk wody. Po chwili przechodziło.
Z tego co pamiętam, to zareagowałam tak na: Boggsa, czarną maź, zmiechy w tunelach, Prim... Mam dziwne wrażenie, że było tego o wiele więcej.
Za to epilog wywołał u mnie normalny płacz. Wiecie jak się płacze, kiedy się za kimś strasznie tęskni? To było coś podobnego. Co z tego, że napisy się zaraz skończą. Razem z Lucy siedziałyśmy tam przez dobre 10 minut, nadal płacząc.

Wychodząc z sali, starałam się omijać wszystko, gdzie zobaczę swoje odbicie. Zdecydowałam się jednak na pamiątkowe zdjęcie z Lucy. Byłam cała czerwona i zapłakana.

Czy mi się podobało? Bardzo. Czy żałuję, że poszłam? Nie. Czy będzie mi się zdarzać płakać, z tego powodu, że to koniec? Na pewno tak.
Cały maraton mogę określić jako przebudzenie się ze snu. Takiego, z którego nie chce się wybudzać. 

Trybuci, mam nadzieję, że nie upadniemy tak jak poniektóre fandomy i nadal będziemy pamiętać tą wspaniałą, czteroletnią przygodę. Łączy nas jedno - wszyscy kochamy Igrzyska. A wiecie co? Prawdziwa miłość nigdy nie przemija.


"-Zostań przy mnie.
- Zawsze."













5 komentarzy:

  1. Też płakałam więc nie jesteś sama 😢
    Nie moglam nic przełknąć przez cały film.
    A moja koleżanka się na mnie gapi i też płacze
    Niestety nie byłam na maratonie bo go nie było w okolicy ale internet mnie uratował

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna relacja z maratonu :D I w cale ci się nie dziwię, że ciągle płakałaś. Ja jeszcze na ostatniej części nie była i w prost nie mogę się doczekać, kiedy nadejdzie piątek, kiedy w końcu z przyjaciółką wybierzemy się do kina. Mogę się założyć, że również się poryczę :D
    About Katherine

    OdpowiedzUsuń
  3. ja nie oglądałam jeszcze ostatniej części, mam jeszcze przed sobą, ale chociaż nie przepadam za Igrzyskami, Twoja relacja zachęciła mnie do zatrzymania się kilka minutek nad tą serią. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nie oglądałam jeszcze drugiej części Kosogłosa, jednak planuję wybrać się do kina w tym tygodniu i już nie mogę się doczekać ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja sama też ryczałam przez pół filmu. :D A przy oglądaniu przemówienia Coin prawie śmiałam się na głos z radości (oczywiście przez łzy), wiedząc jak to się potoczy... ;)

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Bardzo mi miło jeśli komentujesz moje posty, ale jeśli nie przeczytałeś całego posta to go nie komentuj 'tak' lub 'nie' bądź 'przeczytam' lub 'nie przeczytam'. Wykaż się i skomentuj po przeczytaniu. Dziękuję.

Pozdrawiam,
Sophie Carmen