niedziela, 14 czerwca 2015

Rachel Van Dyken - Utrata



Wysiadasz z samochodu i ciągnąc walizkę za sobą zmierzasz go głównego wejścia. Cały czas się zastanawiasz, czy to jest miejsce w którym powinnaś teraz być. Ale to musi się skończyć. Nie możesz do końca swojego życia przesiedzieć w pokoju przez ten głupi wypadek. Czas rozpocząć nowe życie, tym razem z podniesioną wysoko głową. Podchodzisz to jednego ze stolików. Musisz odebrać swoje papiery i, co najważniejsze, legitymację studencką. Po wymianie kilku niezbyt miłych słów z chłopakiem, który miał ci pomóc, odchodzisz od stolika i wpadasz na drzewo (w środku pomieszczenia?). Znaczy na chłopaka.

Kiersten nie jest zwykłą dziewczyną. Ścigają ją koszmarne echa wydarzeń sprzed dwóch lat. Od tamtej pory woli unikać zobowiązań, a smutek jest jedynym, znanym jej – i dlatego bezpiecznym – uczuciem. Gdy poznaje Westona, wydaje się, że dzięki niemu wyjdzie z ciemności na słońce. Ale nie wie, że czas nie jest jej sprzymierzeńcem. Choć Wes sądzi, że potrafi ją ocalić, to dając jej wszystko, jednocześnie wszystko niszczy.  Próbował ją ostrzec, ale jak można przygotować się na coś takiego? Czasami musisz się śmiać, by nie wybuchnąć płaczem.

Nie wiedziałam czego się spodziewać po Utracie. Ponieważ wszyscy tak bardzo ją wychwalali spodziewałam się historii która sprawi, że nie będę mogła spać po nocach. W większości recenzji była właśnie tak określana. Ale najwyraźniej postawiłam poprzeczkę zbyt wysoko. Jak przy premierze tej powieści przeczytałam opis to już byłam nie do końca pewna – zapowiadało się na zwykły romans. Utrata była mi coraz częściej polecana, więc w końcu po nią sięgnęłam. Nie mówię, że jest to okropna książka, wręcz przeciwnie. Jest dobra, ciekawa, ale niezbyt oryginalna i trochę zbyt „cukierkowa”. Zabrakło mi tego „czegoś” co sprawiłoby, że historia Westona i Kiersten stałaby się dla mnie wyjątkowa i jedyna.

Nie powiem, że zarys fabuły jest oryginalny, bo bym skłamała. Był już wykorzystany w kilku powieściach, co znacznie odejmuje możliwości autorce. Jak inaczej historię już opowiedzianą? Nie jest to zbyt łatwe, nie wiem, czy w ogóle możliwe. Rachel Van Dyken posługuje się bardzo plastycznym i przyjemnym językiem, więc Utratę pochłania się w ciągu kilku chwil. Prawdą jest, że trudno jest „wbić” się w wydarzenia, ale kiedy już to się uda, bez problemu czyta się dalej bez przerwy, cały czas. Po skończeniu zastanawiałam się, czy ktoś nie ukradł kartek w moim wydaniu. Kończy się w tak nieoczekiwanym momencie… Że nie wiem co powiedzieć. Jednak z chęcią sięgnę po następną część, aby poznać postacie drugoplanowe z innej strony.

Już od początku czułam niechęć do Westona. Wszyscy się nim zachwycają, włącznie z Kiersten. Jednak mi on zdecydowanie nie przypadł do gustu. Strasznie się naprzykrzający chłopak  , który nie chce dać spokoju normalnej pierwszoroczniaczce… może moje zdanie o nim zmieniło się na dwadzieścia ostatnich stron. Naprawdę i szczerze go nie lubię. Kiersten jest według mnie niezdecydowana co do swoich uczuć i boi się sobie zaufać. Mam mieszane uczucia co do tej dziewczyny, ale autorka wykreowała ją na wyjątkowo realną postać, która nie jest wyjątkowo odważna i która nie może pogodzić się z pewnymi rzeczami. Bohaterzy pod względem kreacji zdecydowanie na plus.

Tak jak wspominałam wcześniej, Utrata nie jest jakąś wyjątkową książką która zwali czytelnika z nóg. Jest jednak powieścią romantyczną, opowiadającą o powoli rodzącym się uczuciu między dwoma osobami, które na swój pokręcony sposób jest romantyczne. Nie jest to czego jeszcze nie było, ale jeśli ty, Czytelniku, szukasz lekkiej powieści o miłości, w sam raz żeby się odstresować, Utrata jest idealną pozycją dla ciebie!





7/10





„ Żegnaj – ktokolwiek wymyślił to słowo, powinien smażyć się w piekle.”




Zatraceni
Utrata | Toxic | Fearless (2.5) | Shame 


 
Za możliwość poznania udania się na Uniwersytet Waszyngtoński dziękuję wydawnictwu Feeria!

4 komentarze:

  1. Sama dość sceptycznie podchodzę do tej powieści i jak na razie nie zamierzam jej czytać. Recenzje jednak w większości pozytywne, więc może kiedyś nam będzie po drodze. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałabym poznać tą historię, zwłaszcza że wszyscy zachwalają ;). Muszę się w końcu rozejrzeć za tą książką.

    OdpowiedzUsuń
  3. Od dawna mam tę książkę w planach, ogromnie mnie ona ciekawi. Nie oczekuję, że zwali mnie z nóg, jednak i tak chcę ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Bardzo mi miło jeśli komentujesz moje posty, ale jeśli nie przeczytałeś całego posta to go nie komentuj 'tak' lub 'nie' bądź 'przeczytam' lub 'nie przeczytam'. Wykaż się i skomentuj po przeczytaniu. Dziękuję.

Pozdrawiam,
Sophie Carmen