środa, 4 lutego 2015

Premierowo: Kass Morgan - Misja 100



Obawiasz się tego, co zastaniecie na Ziemi. Nikogo nie ma na niej przecież od ponad 300 lat. Zdajesz sobie sprawę, że właśnie pędzicie w dół. Możliwe, że nawet nie wysiądziecie ze statku, przecież nikt nie powiedział, że statek przetrwa lot na Ziemię. Nagle szyby pękają kalecząc twój kark. W brzuchu ci się przewraca. Przez twoją głowę przelatuje myśl, że chciałbyś już zginąć, żeby było już po wszystkim. Bez zbędnego cierpienia. Jednak po dłużej chwili lądujecie. Nie wygląda to najlepiej, ale najważniejsze, że żyjecie. Otwieracie właz. Powietrze jest inne, lepsze. Słońce delikatnie ogrzewa wasze twarze. W końcu ruszasz się i stawiasz pierwszy krok. Pierwszy krok na Ziemi od ponad 300 lat.


Trzysta lat po spustoszeniu Ziemi przez kataklizm ludzie mieszkają w stacji kosmicznej, dryfującej z dala od toksycznej atmosfery ojczystej planety. Zasoby kurczą się dramatycznie, dlatego liczebność populacji jest ściśle kontrolowana, a wykroczenia karane śmiercią. Czasu jest jednak coraz mniej. Władze kolonii decydują więc o wysłaniu setki młodocianych przestępców na Ziemię, żeby przekonać się, czy planeta nadaje się do zamieszkania. Zesłańcy lądują na pięknej, dzikiej planecie, gdzie czają się niebezpieczeństwa, o jakich nikomu się nie śniło. W obliczu zagrożenia rodzą się konflikty, mające podłoże w tajemnicach z przeszłości. W domu nikt nie uważał ich za bohaterów, jednak dla całej ludzkości są teraz ostatnią nadzieją na przetrwanie.


Niektórzy z was zapewne wiedzą, że serial The 100 jest jednym z moich ulubionych seriali jakie do tej pory oglądałam. Podczas rozmowy z pewną osóbką dowiedziałam się, że jest książka, a później, że wydawnictwo Bukowy Las zamierzą tą powieść wydać. Cieszyłam się bardzo i od razu zaczęłam wypytywać o szczegóły dotyczące wydania. Wreszcie dowiedziałam się, że ta wyjątkowa data przypada na styczeń (warto wspomnieć, że był wtedy lipiec 2014r.). Moje serce na chwilę stanęło. Wbrew wszystkiemu przecież to było tak nie długo. Kontynuowałam oglądanie serialu, chociaż trochę się obawiałam, że właśnie przez to, nie będę miała takiej zabawy przy czytaniu powieści. Już po przeczytaniu pierwszych stron książki okazało się, że jest zupełnie inaczej. 


W sumie nie wiem czego oczekiwałam. Przecież najczęściej serial różni się od pierwowzoru, dzięki czemu można spokojnie oglądać dalej, nie obawiając się, że zdradzimy sobie wydarzenia z książki. Tak jak wspominałam wcześniej, znalazłam zupełnie coś innego. Trochę zaskoczona, zostałam porwana do przyszłości, a to wszystko za sprawką Kass Morgan. Jej pióro jest lekkie, proste i przyjemne. Łatwo poznać, że przed napisaniem sporo ćwiczyła, a przecież trening czyni mistrza. Czytając Misja 100 zapominałam gdzie się znajduję, która godzina i jaki jest dzień. Pochłonęłam prawie połowę książki w dwie godziny, co dla mnie jest nie lada wyczynem. Autorka wykorzystała też niecodzienny zabieg. W historię wplatała krótkie opowiadania z przyszłości, co pomogło nam zorientować się w sytuacji i rozwiązać niektóre niedopowiedziane tematy. Genialny pomysł.


Na bohaterach zawiodłam się najbardziej. Różne szczegóły były dopracowane, wszystko dopięte na ostatni guzik, ale nie postacie. Wszyscy byli czarno-biali, bez wyrazu. Wszyscy wiedzą, że czytając jakąkolwiek powieść włącza się fantazja i zaczynamy sobie wszystko wyobrażać. A trudno to zrobić, jeśli nie wiemy, jak postacie wyglądają. Znamy tylko kilka cech, chociaż i ich nie jest za dużo. Clarke jest odważną i mądrą dziewczyną. Praktycznie nad każdą decyzją się zastanawia, a mimo tego jest najbardziej nieprzewidywalna.  Właśnie przez tą ostatnią cechę najbardziej przypadła mi do gustu. Glass i Wellsa łączy to, że obydwoje są zakochani po uszy. Dziewczyna jednak jest delikatna, lecz do końca pewna w swoich, niekiedy głupich decyzjach. Wells za to zachowuje się trochę jak szaleniec. Robi wszystko, aby tylko uświadomić ukochanej osobie, że ją kocha, a przez to jest denerwujący i nachalny. Przykro mi Wells, ale cię nie lubię. I z pewnością nie zmienię swojej decyzji. 


Okładka przykuwa wzrok swoją nietuzinkowością. Wydaje się, że jest to po prostu biała okładka z tytułem i autorem. Jednak po wzięciu powieści do ręki widać, że w literach są części jakiś scen.  Cieszę się także, z tego, że książka ma skrzydełka. Bez nich łatwiej można przez przypadek pognieść okładkę. A możemy tam znaleźć fragment powieści oraz co nieco o autorce. I co najważniejsze, Misja 100 jest leciutka w formacie zeszytu więc spokojnie można wrzucić ją do torby lub plecaka nie obarczając się za dużym ciężarem, a przy tym mając jeszcze miejsce.


Chociaż akcja czasami przynudzała i momentami była aż do bólu przewidywalna, nie zawiodłam się. Lekka powieść, w sam raz na jedno popołudnie. Kass Morgan pisze płynnie co ułatwia czytanie. Szkoda, że Misja 100 jest taka cienka, bo z chęcią zostałabym dłużej na przyszłej Ziemi. Niezależnie więc czy serial oglądasz czy  nie, czy chodzisz do gimnazjum czy już pracujesz – koniecznie trzeba sięgnąć po tą książkę, ponieważ jest to lekkie czytadło na odstresowanie się. Ze zniecierpliwieniem czekam na następną część!






7/10






„Jaki sens miało wstrzykiwanie sobie w żyły jakiegoś świństwa, skoro ten sam efekt można było osiągnąć spacerując po lesie?”






100

Misja 100 | Dzień 21 | Homecoming




Za możliwość powrotu na Ziemię dziękuję wydawnictwu Bukowy Las!

7 komentarzy:

  1. Widziałam ją wczoraj w empiku i myślałam nad jej kupnem, jednak w końcu się nie zdecydowałam. Mam teraz tyle nie przeczytanych powieści na półkach, że i tak szybko bym po nią nie sięgnęła... Zapamiętam sobie tytuł, gdy będę szukać czegoś lekkiego postaram się sięgnąć akurat po "Misję 100".
    Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawi mnie ta historia i chętnie przeczytam książkę, a następnie zabiorę się za serial. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Serial uwielbiam, ale za książkę raczej się nie wezmę. Nie lubię odgrzewanych kotletów, nawet podanych w inny sposób, szczególnie, jeśli są średnio przyprawione. Za dużo świetnych książek czeka na przeczytanie, by sięgać po coś przeciętnego ;) Pełnokrwiści bohaterowie to dla mnie podstawa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Serialu nie oglądałam, chociaż mam w bliskich planach. I nie wiem, czy czytać książkę, czy nie... Z jednej strony mnie kusi, z drugiej - pewnie jest wiele innych, lepszych książek czekających na przeczytanie. Ale jeśli serial mnie baaardzo wciągnie - w co nie wątpię - w końcu prędzej czy później ją przeczytam. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Widziałam serial i matkomatkomatko muszę mieć tą książkę. *.* Jeśli w serialu się zakochałam, to nie wiem co zrobi ze mną ta książka, ale CHCĘ. JĄ. PRZECZYTAĆ! ♥
    Miłego dnia! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie miałam pojęcia, że serial jest na podstawie książki. Zdecydowanie muszę przeczytać. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dopiero zaczęłam oglądać serial The 100, ale książkę mam zamiar przeczytać w najbliższym czasie :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Bardzo mi miło jeśli komentujesz moje posty, ale jeśli nie przeczytałeś całego posta to go nie komentuj 'tak' lub 'nie' bądź 'przeczytam' lub 'nie przeczytam'. Wykaż się i skomentuj po przeczytaniu. Dziękuję.

Pozdrawiam,
Sophie Carmen