poniedziałek, 9 lutego 2015

A.J. Betts - Zac & Mia



Mama znów zamęcza cię różnymi propozycjami. Scrabble, sudoku, kalambury czy krzyżówka? Jednak ty uparcie odmawiasz. Jesteś już tym zmęczony. Od tygodnia siedzisz w pokoju, nie mogąc wyjść na korytarz. A to dopiero początek. Po tak poważnej operacji musisz siedzieć w tym szpitalnym pokoju z przerażająco białymi ścianami i dużym telewizorem. Nagle słyszysz kłótnię, która dochodzi zza ściany. Czyżby nowy sąsiad? Po chwili niezbyt przyjemne słowa milkną. Na ich miejscu słychać głośną muzykę, przez którą nie możesz skupić się na jednej rzeczy. Zaczynasz pukać w ścianę.

17-letni Zac jest chory na raka. W zasadzie mieszka w szpitalu i z pełnym rezygnacji optymizmem znosi wszystkie niewygody takiego życia. Coś się zmienia, gdy do pokoju obok wprowadza się Mia – zadziorna, wściekła na cały świat fanka Lady Gagi. Bardzo wiele ich dzieli – w prawdziwym świecie pewnie nigdy by się nie spotkali. Tu jednak obowiązują inne reguły, więc ich relacja, rozpoczęta stuknięciem w ścianę, staje się coraz silniejsza. Pobyt w szpitalu wymaga odwagi, ale żeby z niego wyjść, potrzeba jej jeszcze więcej. Czy Zac i Mia spotkają się poza szpitalem – i już razem pozostaną?

Nad przeczytaniem tej książki długo się zastanawiałam. Było to spowodowane tym, że zostaje tu poruszony temat raka i walki z nim. Po przeczytaniu książki spod pióra Johna Greena o tej tematyce myślałam o różnych rzeczach z tym związanych.  Co by było, gdyby ktoś z mojej rodziny bądź przyjaciół zachorował. Jakby to się skończyło. Po przeczytaniu tamtej książki byłam zaskoczona, odrobinę roztrzęsiona, ale ciekawa. Dlatego z małym wahaniem sięgnęłam po Zaca & Mię. Nie wiedziałam, czy mam się spodziewać kolejnej książki która zapadnie mi głęboko w pamięć, czy może lekkiego czytadła o którym zapomnę prędzej czy później. Zostałam mile zaskoczona. 

Szczerze mówiąc, nie sądziłam, że jakaś powieść może spodobać mi się bardziej niż wcześniej wymieniane dzieło Greena. Czytając Zaca & Mię w wielu momentach się trzęsłam, śmiałam a w niektórych czułam nieprzyjemne pieczenie pod powiekami  i siłą powstrzymywałam się przed płaczem. Styl pisania A.J. Betts naprawdę mnie zachwycił. Jest on lekki i bardzo przyjemny w odbiorze, dzięki czemu powieść czyta się w oka mgnieniu. To naprawdę niezwykłe, że z niektórymi powieściami można usiąść i tak się zatracić, że nawet nie zauważa się, że jest kilka(naśnie) godzin później. Właśnie tak jest w wypadku tej powieści. Oprócz tego książka jest podzielona na trzy części: „Zac”, „i”, „Mia”. Dzięki temu historię poznajemy z punktu widzenia obydwu bohaterów. Najpierw mamy do czynienie z Zackiem. Następnie pojawia się naprzemienna narracja i na końcu poznajemy historię taką, jak postrzega ją Mia.

Bohaterów polubiłam praktycznie od razu. No może na początku myślałam, że z chłopakiem jest trochę „nie po kolei” lecz po kilku stronach przekonałam się, że jest zupełnie inaczej. Mimo wszystko, Zac jest uczuciowym bohaterem, który jest w stanie poświęcić wszystko dla swojej rodziny. Sama nie wiem w którym momencie, ale zaczęłam mu współczuć beznadziejnej sytuacji w jakiej się znalazł. Można u niego dostrzec również odwagę, dobry humor i to, że ma chęć niesienia pomocy. Mia jest jego przeciwieństwem. Jest ona wykreowana na mocną i oryginalną postać. Buntowniczka, imprezowiczka, a jednak nie do końca. Dziewczyna ma wiele różnych cech, co wywołuje wybuchowe połączenie.

Mimo wielu sprzeczności historia kończy się w zupełnie inny sposób niż podejrzewałam. Tym co różni ją od Gwiazd naszych wina jest to, że historia jest opowiadana z punktu widzenia nastolatków. Nastolatków którzy wyrażają się tak, jak przystało na ich wiek. Mają różne dziwne pomysły i chociaż zdarza im się myśleć „co by było gdyby”, bardziej skupiają się na teraźniejszości. Nie mają filozoficznych myśli i nie prowadzą takich rozmów. Po prostu są nastolatkami z krwi i kości. Autorka pokazuje nam, jak bardzo trudną chorobą jest rak, jak trudno się z nim radzi. Nigdy nic nie jest pewne, zawsze może pójść coś nie tak. Po jej skończeniu można wysunąć kilka refleksji, przemyśleć wszystko i stwierdzić, że powinniśmy się cieszyć z tego co mamy. Jeśli macie ochotę na słodko-gorzką powieść koniecznie musicie sięgnąć po Zaca & Mię. Uwierzcie mi, jest na poziomie Gwiazd naszych wina, a może nawet wyżej.





10/10





„Wszyscy jesteśmy maszerującymi krabami. Tyle różnych rzeczy już się od nas poodrywało.”





Za możliwość poznania historii Zacka & Mii dziękuję wydawnictwu Feeria!

7 komentarzy:

  1. Brzmi ciekawie... i to bardzo. Mam nadzieję, że uda mi się szybko ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Już od pewnego czasu mam na nią chrapkę i mam nadzieję, że mi również spodoba się bardziej nić GNW :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam w planach oczywiście, mam nadzieję, że uda mi się niedługo przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Podejrzewam, że będąc gdzieś w księgarni czy bibliotece nie zwróciłabym najmniejszej uwagi na tą książkę, ale dzięki twojej recenzji spróbuję na nią zapolowac. GNW było dla mnie ok, ale bez szału, może tu będzie inaczej :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdecydowanie chcę przeczytać tę książkę. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. "Gwiazd naszych wina" bardzo mi się podobało, ale teraz nie jestem w stanie przełknąć choćby jednej strony romansu. Poza tym ostatnio oświeciło mnie, że wszystkie cytaty, którymi wszyscy się zachwycają, Green wziął ze Shakespeare'a. No i jeszcze te filozoficzne przemyślenia... Już kilka razy słyszałam, że "Zac&Mia" jest lepszą pozycją, jednak ja wciąż boję się po nią sięgnąć...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam GNW i głównie ze względu na podobieństwo tych powieści, chciałabym sięgnąć również po tę ;)

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Bardzo mi miło jeśli komentujesz moje posty, ale jeśli nie przeczytałeś całego posta to go nie komentuj 'tak' lub 'nie' bądź 'przeczytam' lub 'nie przeczytam'. Wykaż się i skomentuj po przeczytaniu. Dziękuję.

Pozdrawiam,
Sophie Carmen