czwartek, 27 marca 2014

John Green - Gwiazd naszych wina



Gdyby pech przybrałby jakiś kształt, czym by się stał? Jedynką w dzienniku? Utratą ulubionych butów? A może rakiem płuc? Tak, to ostatnie jest dość prawdopodobne. I gdyby się okazało, że masz jeszcze sama nie wiesz ile czasu, i kiedy to nadejdzie? Rak, to choroba niestety nie uleczalna, aczkolwiek zobaczymy co przyniesie przyszłość. Co byś począł w takiej sytuacji, drogi Czytelniku? Właśnie. Najlepszy wybór to starać się żyć tak jak kiedyś, chociaż to nie jest do końca możliwe. A może się komuś udało…?

Hazel Grace Lancaster to (prawie) zwyczajna dziewczyna. Gdyby nie to , że choruje na raka z przerzutami do płuc. Jej nieodłącznym towarzyszem jest butla z tlenem którą nazwała Philip. Dziewczyna od trzech lat nie chodzi do szkoły, a wolny czas spędza na  czytaniu, zresztą po raz kolejny Ciosu udręki i oglądaniu America'sNext Top Model. Dzięki nowemu lekowi, Phanlanxiforowi, Hazel „dostała” jeszcze trochę czasu, jednak jest boleśnie świadoma tego, że   ten moment nadejdzie prędzej czy później. Gdy na spotkaniu grupy wsparcia w Dosłownym Sercu Jezusa poznaje ona Augustusa Watersa, jej życie staje się zupełnie inne. Po dłuższym czasie nastolatkowie znajdują wspólny język. Czy to będzie coś więcej?

Nigdy nie czytałam książki, gdzie któryś z głównych bohaterów był na coś chory (może to dlatego, że rzadko czytam literaturę młodzieżową, gdzie nie ma ani grama fantastyki), więc trochę się obawiałam. W ogóle nie przepadam za takim rodzajem książek. Ale ten pierwszy raz musi być, a jeśli to jest książka Greena, to warto spróbować. Tyle pozytywnych opinii, i zachwytów, więc nadszedł czas, aby wyrobić sobie własną opinię. Gwiazd naszych wina, to prezent urodzinowy, który jak zobaczyłam, to aż mi się oczy zaświeciły. Więc gdy tylko skończyłam aktualnie czytaną pozycję, na pierwszy ogień poszła właśnie książka Johna. Spodziewałam się powieści, która przedstawiała by monolog szesnastoletniej dziewczyny chorującej na raka. Zaskoczyłam się jednak pozytywnie.

To w jaki sposób autor manipuluje czytelnikiem jest zachwycający. Zwodzi nas za nos, gdy rozwiązanie mamy przed oczami. I to co wyczynia jest… nie do opisania. Kończąc Gwiazd naszych wina, z jednej strony przeklinałam Greena, z drugiej ubóstwiałam za takie dzieło. Która z tych emocji była poprawna? Nie wiem. Do tej pory nie potrafię zrozumieć co się ze mną dzieje. Język którym posługuje się autor, całkowicie wprowadza cię w świat powieści. Wszystko tak jak w Szukając Alaski jest do bólu realne, co jest nie do pojęcia. Od jego pierwszej książki, jego kunszt pisarski poprawił się niesamowicie. Green ukazuje, że trzeba liczyć się z każdym dniem, i czerpać z niego przyjemność.

W Gwiazd naszych wina znalazłam kolejne podobieństwo do jego pierwszej książki. Mianowicie to bohaterzy. Hazel jest (tak samo jak Miles) zaradna i inteligenta, zaś Augustus jest opiekuńczy, zabawny i na swój sposób mądry chociaż aż tak tego nie ukazuje. Znalazłam także kilka podobnych rzeczy jeśli chodzi o postacie drugoplanowe, ale nie chcę wam przez przypadek czegoś zdradzić. Bohaterzy są kolorowi, wyjątkowi i posiadający jakąś przeszłość. Tak jak z początku można uznać, że nic nie wiemy o Hazel, okazuje się, że John Green stopniowo nas z nią zapoznaje, co sprawia, że bardziej wczuwamy się w jej sytuacje. 

Pod względem graficznym, jest to prawie najlepsze wydanie. Jeśli posiadasz wszystkie trzy książki które się ukazały, razem będą się pięknie prezentować. I chciałabym przypomnieć (albo powiadomić) że już w czerwcu nowa książka spod pióra tego autora nosząca wdzięczny tytuł 19 razy Kathernie.

Gwiazd naszych wina to książka która złamała moje serce i skleiła je na nowo. Wszystko jest idealnie, i pozostaje mi innym pisarzom życzyć takie zapału, i „niezwykłości” jaką posiada John Green. Myślisz, że to nie jest książka dla ciebie? Nic bardziej mylnego! To jest powieść, z którą powinien zapoznać się każdy, tak samo jak w przypadku Harrego Pottera.






10/10





„ - Może „okay” będzie naszym „zawsze”?
- Okay”.

7 komentarzy:

  1. "Gwiazd naszych wina to książka która złamała moje serce i skleiła je na nowo" - najczęściej powtarzane przez czytelników słowa :D U mnie też tak było, chociaż w sumie stało się tak dziwnie, że poryczałam się 3 godziny po skończeniu książki. Akurat powróciła do mnie augustusowo-hazelowa mania i robię zakładki z motywem "Gwiazd naszych wina", więc od razu zajrzałam do Twojej recenzji. Cóż mogę powiedzieć... miałam całkowicie podobną reakcję do Twojej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam tą książkę i Twoje słowa, że ''GNW to książka, która złamała moje serce i skleiła je na nowo'' to całkowita prawda - pewnie z każdym tak było! :)
    Pozdrawiam Serdecznie

    weronine-library.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna recenzja :D Zachęciłaś mnie ;)
    http://myawesomebooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam tą ksiązkę. Mam teraz w planach "Szukając Alaski"ale jakoś nie mogę się zabrać

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj, chciałabym poinformować Cię, iż zostałaś nominowana do Liebster Blog Award - więcej informacji na moim blogu.
    Pozdrawiam Serdecznie

    http://weronine-library.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. ja Greena kocham i nienawidzę, a ta książka wstrząsnęła mną dogłębnie czekam teraz na film, zapowiada się fajny :)

    recenzje-ania-annie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Hejka Dariu ;3, zostałąś nominowana do Libster Blog Award, więcej info u mnie na blogu! http://zakochanawtresci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Bardzo mi miło jeśli komentujesz moje posty, ale jeśli nie przeczytałeś całego posta to go nie komentuj 'tak' lub 'nie' bądź 'przeczytam' lub 'nie przeczytam'. Wykaż się i skomentuj po przeczytaniu. Dziękuję.

Pozdrawiam,
Sophie Carmen