niedziela, 10 marca 2013

Tricia Rayburn - Syrena


Stoisz nad urwiskiem Chione. Sama. W ciemną noc. Morze szaleje, a fale sięgają dość wysoko aby wzbudzić strach i niepokój turystów. Ale ty się nie boisz. Przychodzisz tu od kilku lat. Nagle, zauważasz jakiś ruch pod powierzchnią wody. Wmawiasz sobie że ci się przewidziało. Ale… Kto wie co może się kryć w głębinach morza? Kto to może być? Przepraszam, wróć. Co tam się znajduje? Jakie tajemnice kryje morze. Gdzieś masz świadomość, że za glonami i wodorostami, znajduje się coś. O n e. Tajemnicze kobiety. Mitologiczne, greckie stworzenia. Zwodząc mężczyzn… Stop! Ignorujesz to przeczucie. Postanawiasz skoczyć. Odwracasz się tyłem do morza, pewna że nic ci się nie stanie. W najgorszym wypadku zahaczysz o skałę i się lekko zranisz. Skaczesz. Dzieje się coś gorszego od skały. Będąc pod wodą coś ciągnie cię w dół. Śmierć. Przeszła po ciebie, ale nie naturalnym sposobem. To coś straszniejszego…
Rodzina Sands co roku przyjeżdża do Winter Harbor w stanie Mine. Co roku znakomicie się tam bawią. Razem z synami państwa  Carmichaelów. Kilka temu odkryli urwisko Choine, i od tego czasu przyjeżdżają tam co roku. Pewnego dnia, po bardzo burzliwej kłótni, Justine udaje się nad urwisko. Następnego dnia policja znajduje jej ciało wyrzucone na brzeg. Załamana rodzina wraca do Bostonu. Ale z dnia na dzień Vanessa wraca do Winter Harbor, mając dziwne przeczucie że to nie był zwykły przypadek. Zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Giną ludzie. Mężczyźni (czyli prawie wszystkie ofiary) są znajdowani z ustami zastygłymi w szerokim uśmiechu. Caleb, młodszy syn Carmichaelów, ucieka. Tak się bynajmniej wydaje Vanessie i Simonowi. Szukają go. Caleb dzwonił do brata. Lecz nic nie mówił. Było tylko słychać sapanie, a następnie damski głos wymawiające jego imię. Simon i Vanessa przyjeżdżają do miejsc z których on dzwonił. Jednak nic nic nie wiedział. Nikt nic nie słyszał. A jego jak nie było tak nie ma. Prawda okaże się straszniejsza niż ktokolwiek przypuszczał…
Syreny. Każdy zna je od dzieciństwa. Na przykład słodka Arielka. Ta książka jednak nie opowiada o typowych syrenkach. Są tu one postrzegane jakie żądne śmierci morderczynie. Ja jak to ja, odmieniec, nie przepadałam za nimi. Wróć. Nie kochałam je tak jak inne dziewczęta. Nie sądziłam że są, jakby to ująć… Takie odlotowe jak wszyscy myślą. Jedyne które przypadły mi do gustu to te z H2O, ale to inna historia. Osobiście nie cierpię horrorów, a można go do tego z początku porównać. Książki z nutką tajemniczości nawet, nawet lubię. A najbardziej ten moment kiedy mówisz sobie : „Co będzie dalej?!”.  Tajemniczość, nagłe zwroty akcji. To możesz znaleźć w książce. Zaintrygowało mnie to, że wreszcie spróbuję czegoś innego. Nie tylko wampiry, wilkołaki, elfy i tym podobne. I dobrze wybrałam. Oderwałam się od mojego świata. Spróbowałam czegoś nowego i… Nie wiem co o tym sądzić. Nieprzespane noce, ze strachu jaki znajdował się na początku. Ale później było już tylko lepiej. Zamiast horrorów, to pełne napięcia akcje, które czekały aż je przeczytasz. Słyszałam różne recenzje tej oto książki. Niektóre dobre niektóre złe. Ale sama postanowiłam się za nią zabrać i się przekonać czy jest aż tak źle.  Poddałam się. Nie mogę. Jest tyle rzeczy które muszę napisać że aż szok! 
Język jakim jest ona napisana nie podszedł mi do gustu. Lubię jak emocję są rozpisane. Nie znalazłam tu tego. Da się jednak mieć z tego jakąś przyjemność. Przez większość książki, drogi Czytelniku, odniosłam wrażenie że książka opowiada o dziewczynie, która straciła siostrę. Odkrywa dziwne tajemnice, i się zakochuje w najlepszym przyjacielu. Pani Tricia miała wiele sposobów aby dodać  trochę, choćby ociupinkę magii w środku. Ale ona zostawiła to na koniec. Wyglądało to jakby Syrena miała być najciekawsza na sam koniec. Jednak wolałabym aby było to przez całą książkę, a nie pod koniec. Też przez parę książkowych „dni” było po prostu nudno. Ten sam, powtarzający się schemat. Wstałam, umyłam się, zjadłam, poszłam do Simona. Nudny monolog, który ciągnął się i ciągnął. 
 
A teraz postacie. Haha, najlepsze jest to że praktycznie wszystkie postacie był czarno-białe. Szare. Dobrze jeśli chociaż główna bohaterka jest pełna kolorów, a najlepiej jeśli wszystkie postacie. Nawet nie znamy cech bohaterki głównej, czyli Vanessy. Nie wiemy jak wygląda. Wiemy tylko to że jest strasznie strachliwa. Nie wyjątkowa, najnormalniejsza nastolatka. Jedyna wyróżniająca się postać to Zara. Jest opisana. Dokładnie. To wyglądało troszkę jakby Rayburn skupiła na nią calutką uwagę. Ale postać w której się zakochałam i polubiłam była Pacie. Kocham ją. Jest cudowna.

Książka jest nudnawa. W trans wpadasz po połowie książki. Miejmy nadzieję że następna część będzie lepsza.





8/10



"Moja siostra Justine, zawsze wierzyła, że najlepszy sposób na opanowanie lęku przed ciemnością to udawać, że jest naprawdę jasno."


 Syrena
Syrena | Głębia | Mroczna toń

1 komentarz:

  1. Ciekawie się zapowiada ta książka, myślę by sięgnąć po ta lekturę.. ;)

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Bardzo mi miło jeśli komentujesz moje posty, ale jeśli nie przeczytałeś całego posta to go nie komentuj 'tak' lub 'nie' bądź 'przeczytam' lub 'nie przeczytam'. Wykaż się i skomentuj po przeczytaniu. Dziękuję.

Pozdrawiam,
Sophie Carmen