niedziela, 28 grudnia 2014

Cecelia Ahern - Love, Rosie



Każdy z nas ma przyjaciela z dzieciństwa. Czasami przedłużamy tą znajomość, innym razem urywany ją. Zdarza się, że nagle okazuje się, że przyjaciel to „ten jedyny”. A gdyby tak zawrzeć umowę na wieczną przyjaźń? „Dopóki śmierć nas nie rozłączy.”  Czy to jest możliwe? Oczywiście. A jeśli twój najlepszy przyjaciel jest przeciwnej płci można się z nim normalnie przyjaźń? Niekoniecznie.

Rosie i Alex od dzieciństwa są nierozłączni. Życie zadaje im jednak okrutny cios: rodzice Alexa przenoszą się z Irlandii do Ameryki i chłopiec oczywiście jedzie tam razem z nimi. Czy magiczny związek dwojga młodych ludzi przetrwa lata i tysiące kilometrów rozłąki? Czy wielka przyjaźń przerodziłaby się w coś silniejszego, gdyby okoliczności ułożyły się inaczej? Jeżeli los da im jeszcze jedną szansę, czy Rosie i Alex znajdą w sobie dość odwagi, żeby spróbować się o tym przekonać?

Książka Love, Rosie (dawniej Na końcu tęczy) została mi polecona już w wakacje. Wtedy nie byłam do niej specjalnie przekonana, być może dlatego, że kuzynka cały czas pisała mi jaka to jest cudowna. Może dlatego, że nie lubię kiedy ktoś tak bardzo poleca mi jakąś książkę i później okazuje się gniotem – a tak dzieje się aż nazbyt często. Później wyszła ekranizacja (którą też mi wszyscy polecają) więc uznałam, że trzeba w końcu przeczytać powieść, bo film prędzej czy później i tak obejrzę, więc książkę też mogę przeczytać. W najgorszym wypadku stracę kilka dni ze swojego życia. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak bardzo się mylę.

Po przeczytaniu kilkunastu początkowych stron, zastanawiałam się co ja właściwie czytam. Nie żeby mi się nie podobało, wręcz przeciwnie. Czytałam książki z takim motywem, ale zazwyczaj to była trzy-cztery przypadki. A o czym właściwie mowa? Love, Rosie jest powieścią specyficzną, ponieważ jest pisana samymi e-mailami, listami i wiadomościami. Nawet nie wiem czy mogę to nazwać powieścią. Opowiada historię, życie, ale jednak nie przypomina zwyczajnej książki. To przedstawia ją jako niepowtarzalną i wyjątkową.  I do tego najważniejsze – to jest powieść bardzo prawdziwa, chwytająca za serce. Chociaż ani łezka nie spłynęła mi po policzku, w pewnych momentach, aż zapierało mi dech w piersiach i musiałam się nad tym poważnie zastanowić.

Cecelia Ahern używa bardzo przyjemnego i plastycznego języka. Łatwo wszystko zrozumieć. Wielkie brawa dla Joanny Grabarek (tłumaczki) za to, że jej się udało. Założę się, że przetłumaczenie tego nie było prostym zadaniem. Młodzieżowe słówka, pożądane błędy… Brawa, naprawdę! Wracając do autorki – Love, Rosie czyta się błyskawicznie, i to dzięki stylowi pisania. Z pewnością sięgnę po inne dzieła Ceceli. Jeśli tak samo pisze, to zrobię to z wielką chęcią.

Nie wiem co napisać o bohaterach, gdyż nie poznajemy ich wprost tak jak jest to w przypadku zwykłej powieści. No ale mogę spróbować. Rosie jest osobą zdecydowanie za rzadko poukładaną, zwariowaną czasami infantylną,  ale i odpowiedzialną i przyjacielską. Alex natomiast bardzo często lubi się obrażać i strzelać tak zwanego „focha”, co nie zmienia faktu, że jest przyjacielski i opiekuńczy.
Ogólnie historia skupia się na tym, co się dzieje z Rosie i Alexem, niż na nich samych, co nie zmienia faktu, że… nie wiem co napisać.

Jestem totalnie zauroczona powieścią Love, Rosie i będę ją polecać każdemu kogo spotkam. Dopiero co wróciłeś do domu, jesteś bardzo zmęczony i jedyną rzeczą którą chcesz zrobić to wypić ciepłą herbatę i zakopać się w pościeli? Zacznij czytać tą powieść to na pewno odechce ci się spać. A może nawet w ogóle nie zaśniesz. Szukasz prawdziwej powieści o życiu która rozbije twoje serce na kilka kawałków? Koniecznie sięgnij po Love, Rosie.





9/10





„Może i jesteś już nastolatką, ale nadal jesteś brzydka.”





Za możliwość wymienienia korespondencji z Alexem i Rosie dziękuję wydawnictwu Akurat!

15 komentarzy:

  1. Zaciekawiła mnie ta książka wraz z premierą filmu i coś czuję, że niedługo będę musiała po nią sięgnąć, a zaraz potem zrobić sobie mały seans. Wydaje się ciepła i urocza, a mi ostatnio brakuje takich książek. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam! W środę skończyłam czytać i naprawdę pokochałam tę historię <3 teraz tylko czekam, aż będę mogła obejrzeć film!*.*

    OdpowiedzUsuń
  3. ,,Love, Rosie" również mi się podobało, zarówno w wersji powieściowej, jak i książkowej. Choć przyznam, że filmowi na zdrowie wyszły zmiany i kilka cięć w fabule.

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że wiele osób jest zachwyconych tą książką, czuję wręcz presję, by samemu się przekonać o tym fenomenie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z pewnością kiedyś sięgnę po tę książkę, ale będę szukać pierwszego wydania :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja jeszcze "Love, Rosie" nie czytałam, bo gdy szukałam w różnych miejscach, wszędzie drogo kosztowała. Ale w końcu wyczytałam że dawniej była wydana jako "Na końcu tęczy" i na allegro kupiłam za 12 zł :) Wydanie nie tak fajne jak to nowe, ale już wolę to niż w ogóle nie czytać :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam niedawno i zakochałam się <3
    Cudowna książka!

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam tę książkę jeszcze z poprzednim tytułem (uwielbiam Dedalusa za te wyprzedaże) i mam zamiar się zabrać. Dziwnie się będzie czytało książkę, kiedy już widziałam ekranizację ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam w planach przeczytanie tej książki ;)
    http://soelliee.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Chcę tą książkę przeczytać, ale nie wiem kiedy to nastąpi :/

    OdpowiedzUsuń
  11. Widziałam film i mnie rozczarował...

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam, uwielbiam i jeszcze raz uwielbiam. Boję się iść na ekranizację, bo zapewne będę rozczarowana. :(

    OdpowiedzUsuń
  13. Już tyle dobrego słyszałam tej książce, że po prostu nie mogę przejść koło niej obojętnie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kupiłam ostatnio, chcę niedługo przeczytać :))

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Bardzo mi miło jeśli komentujesz moje posty, ale jeśli nie przeczytałeś całego posta to go nie komentuj 'tak' lub 'nie' bądź 'przeczytam' lub 'nie przeczytam'. Wykaż się i skomentuj po przeczytaniu. Dziękuję.

Pozdrawiam,
Sophie Carmen