piątek, 27 grudnia 2013

Paulina Wnuk - Kuchnia filmowa

Wsłuchujesz się w kolejne słowa piosenki dobiegającej z radia. Siłą powstrzymujesz się aby nie zjeść ciasta czekoladowego, które czeka na zjedzenie po obiedzie. W twoje nozdrza wpływa przyjemny zapach crème brûlée. Klękasz na ziemi i spoglądasz do piekarnika. Napawasz się samym widokiem pysznego deseru. Spaghetti stygnie na stole, a ty musisz tu sterczeć pilnując ciasta. Jednak to czekanie wydaje się miłym czekaniem. Możesz patrzeć jak cukier powoli się krystalizuje. To będzie piękny dzień.

Weekend z kultowymi komediami? Ugotuj niebieską zupę Bridget Jones.
Spotkanie z kumplami? Podaj legendarne cheeseburgery z „Pulp Fiction”.
Wieczór panieński? Drink cosmopolitan z „Seksu w wielkim mieście” to najlepszy wybór!

Przypominam sobie, że książka mignęła się kilka razy w zapowiedziach, tak samo jak i u mnie. Jednak jakoś nie była moją Must Have. Pomyśl sobie, drogi Czytelniku, siedzę sobie i oglądam film. Nagle robię się głodna, a jedzenie na ekranie wygląda tak pysznie... I w tym momencie przypominam sobie o książce Kuchni filmowa, spod pióra Pauliny Wnuk. Gdy zobaczyłam, że na stosiku wydawnictwa Otwartego, stała ta książka, bez większego zastanowienia wzięłam ją do ręki i podeszłam do 'kasy'. A gdy jeszcze przyuważyłam, że autorka-Paulina, siedzi na wygodnym fotelu, i podpisuje Kuchnię filmową, podeszłam do  niej. Podpis brzmiał: "Dla Darii z życzeniami samych smacznych chwil :)". Zdecydowanie te chwile takie były!

Na początku książki znajduje się spis treści, a przepisy są podzielone rodzajami filmów. Wstęp, nie jest normalny. Nie przynudza, lecz intryguje. Widać, że autorka pisała to prosto z serca. Przed każdym przepisem z jakiegoś filmu, jest poświęcona strona na opis danego filmu, a w dolnym rogu książki, pod opisem, znajduje się prosty rysunek tego, co możemy znaleźć na następnej kartce, czyli przepis, jaki jest z tego filmu. Oprócz tego, że wszystko jest dokładnie rozpisane, jak i co zrobić, mamy osobiste notatki od Pauliny. I to przy każdym przepisie. To dodaje książki, takiej ‘swojskiej miłości’, jak to powiadam, czyli nie jest to coś pisane z przymusu, ale z własnej chęci.

Osobiście, jestem jedną z tych osób, które lubią naprawdę mało rzeczy, aczkolwiek czytając przepis, i przyglądając się pięknym zdjęciom, ślinka kapała mi nawet na widok znienawidzonych potraw. Jeśli jesteśmy już przy zdjęciach… Każda potrawa jest opatrzona profesjonalnym zdjęciem, które wygląda tak smakowicie, że przyglądanie się temu, aż sprawia, że robimy się okropnie głodni! Do tego szata graficzna Kuchni filmowej, jest… niesamowita! Niby prosty rysuneczek, a bez niego, cała ta agia by wyparowała… Stwierdziłam, że w miarę możliwości, użyję każdego przepisu chociaż raz. Nie żebym już nie skorzystała…

Odrobinkę zawiodło mnie to, że wszystkie te przepisy są z bloga autorki (From movie to kitchen), a nie ma nic nowego, aczkolwiek książka jak najbardziej godna polecenia. Przekonajcie się sami, że niektóre dania, można przenieść z ekranu na talerz!




9/10



 

„ „Zakochany kundel” to ponadczasowa opowieść o miłości Lady, pięknej cocker-spanielki, i kundla Trampa. A jak wiadomo, tam gdzie jest miłość, tam musi być także jedzenie!”





Skorzystałam z przepisu na "Ciasteczka Sansy" oraz "Piwo kremowe". Było pyszne!
 

3 komentarze:

  1. Książka jakoś do mnie nie przemawia, ale zastanowię się ;)
    wiktoriansblog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Pewnie nie wpadnie w moje ręce, a szkoda. Zupa Bridget? Jestem jak najbardziej na tak! :D

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Bardzo mi miło jeśli komentujesz moje posty, ale jeśli nie przeczytałeś całego posta to go nie komentuj 'tak' lub 'nie' bądź 'przeczytam' lub 'nie przeczytam'. Wykaż się i skomentuj po przeczytaniu. Dziękuję.

Pozdrawiam,
Sophie Carmen