czwartek, 24 września 2015

Gail McHugh - Collide



Ostatni raz oglądasz się przez ramię na swój stary dom i wsiadasz do taksówki. Pojazd rusza,   a ty po raz kolejny upewniasz się, że masz ze sobą bilety na samolot. Oddychasz z ulgą. Znajdują się dokładnie tam gdzie powinny. Wyciągasz telefon i skupiasz się na wpatrywaniu w godzinę. Gdy dojeżdżasz na lotnisko, łapiesz podręczny bagaż w którym masz ubrania na kilka najbliższych dni           i wchodzisz do środka. Czas zacząć nowe życie.

Zaraz po ukończeniu college'u, Emily spotyka dotkliwy cios: niespodziewanie umiera jej matka. Emily przeprowadza się ze swoim chłopakiem do Nowego Jorku, by zacząć życie od nowa.     W Nowym Jorku poznaje Gavina – czarującego mężczyznę. Dziewczyna jest rozdarta między lojalnością do dotychczasowego partnera, od którego nigdy nie zaznała niczego złego, a namiętnością do przystojnego zdobywcy serc. Sytuacja szybko się komplikuje, ponieważ z biegiem czasu Dillon zaczyna coraz częściej ujawniać swoją prawdziwą, mroczną naturę, a z kolei nadzwyczajna atrakcyjność i tajemniczość Gavina okazuje się jedynie maską, za którą kryje się bolesna przeszłość.

W czasie kiedy zabrałam się do czytania Collide potrzebowałam dobrej książki, gdzie pierwsze skrzypce będzie odgrywał wątek miłości. W skrócie – potrzebowałam przeczytać romans. Po chwili zdecydowałam się na tę powieść. Trafiłam w dziesiątkę. Fabuła, która mi się podobała i miała fajny zarys została niestety beznadziejnie ukazana. Gail McHugh, autorka, mogła trochę bardziej się do tego przyłożyć. Naprawdę, kilka miesięcy porządnych ćwiczeń i mogłaby stworzyć porywającą historię.

Jeśli już jesteśmy przy autorce, to muszę powiedzieć, że cały czas mam wrażenie, że w ogóle nie zwracała uwagi na to co pisze, a jej język jest po prostu tak bardzo amatorski, że z trudnością przebrnęłam przez Collide, które same w sobie mi się podobało. Nie przypadło mi do gustu, a nawet zniesmaczyło, to, że autorka ma obsesje na skupianiu się na erotycznych przygodach bohaterów. Gdyby nie było by to co piątą stronę, to nawet nie zwróciłabym na to nawet uwagi, a tak, strasznie to przeszkadza w lekturze. Zamiast tego mogłyby się znaleźć sceny, które przekonają nas do tego, że Emily, Dillon i Gavin naprawdę mają jakąś duszę.

Postacie były nawet w porządku, gdyby nie patrzeć na Emily, która na każdym kroku mnie rozczarowywała.  Jest ona lekkomyślna, łatwowierna i taka, jaka nie powinna być żadna postać. Najczęściej zachowuje się jak dziecko, które robi dokładnie wszystko co mu się powie, nawet jeśli każe jej się zjeść karmę dla psa. Za Dillonem nie przepadałam już od pierwszych stron powieści. Ma on przemożną potrzebę dominowania nad każdym i nie potrafi znieść odmowy. Zastanawiam się, w jaki sposób główna bohaterka mogła z nim być w związku i robić wszystko na co on ma ochotę, a nie ona. Gavina zaś przypadł mi do gustu. Wydaje mi się, że jest to jedyna postać jaką Gail wykreowała w całości.

Collide skończyłam półtora miesiąca temu, ale do tej pory trudno jest mi wyrazić swoją opinię. Jest to jedna z książek, o której po przeczytaniu nie mam żadnego zdania. Próbowałam kilka razy przelać swoje myśli na papier, ale to nie jest takie łatwe. Zakończenie mnie zaskoczyło, więc z pewnością sięgnę po kontynuację. Mam nadzieję, że McHugh poprawiła to, co tak bardzo mi się nie podobało. Trzymajcie kciuki.





5/10



 „Czasami niewłaściwe rzeczy prowadzą nas do właściwych ludzi.”




Collide
Collide | Pulse



Za możliwość przeprowadzenia się do Nowego Jorku dziękuję wydawnictwu Akurat!

9 komentarzy:

  1. I pomimo tych wszystkich zachwytów spotkałam się z takimi recenzjami, jak ta. I one w zupełności mi wystarczą, aby po tę serię zwyczajnie nie sięgać.

    Pozdrawiam :) Przy gorącej herbacie

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jest to mój typ literatury, obiła mi się ta powieść o uszy, ale nie chcę po nią sięgać.

    Leon Zabookowiec

    OdpowiedzUsuń
  3. Też mi nie przypadła do gustu postać Emily - działała mi na nerwy. Zakończenie daję nadzieję na lepszą kontynuację - mam nadzieję ;) Pozdrawiam.

    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja Emily polubiłam, nie była taka do końca bezmyślna. Nie zgodziła się zamieszkać z Dillonem, chociaż mogła, starała się sama utrzymywać, pracować. W drugim tomie jakoś z nią gorzej, no ale cóż poradzić:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurczę, strasznie chcę sięgnąć po tę książkę, choć widzę, że Ty nie do końca jesteś nią usatysfakcjonowana. Mam nadzieję, że gdy uda mi się ją zdobyć, spodoba mi się. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sama nie wiem czy sięgać po tę książkę, ponieważ jedni ją chwalą, a inni wręcz przeciwnie. Na razie może sobie odpuszczę ;)
    Aleja Czytelnika

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj muszę w końcu po nią sięgnąć!!! Strasznie mnie ciekawi co też w niej znajdę :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Książka dla osób o mocnych nerwach :D
    Pozdrawiam serdecznie ;*
    http://ravenstarkbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Czasem lubię sięgnąć po romanse lub erotyki w przerwie pomiędzy kryminałami i thrillerami jednak na tą jakoś nie mam szczególnej chęci.
    Czasem tak jest, że nie ma się kompletnie ochoty pisać recenzji jakiejś książki, ja przez kilka takich mam ogromne zaległości w postach :P.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Dagmara

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Bardzo mi miło jeśli komentujesz moje posty, ale jeśli nie przeczytałeś całego posta to go nie komentuj 'tak' lub 'nie' bądź 'przeczytam' lub 'nie przeczytam'. Wykaż się i skomentuj po przeczytaniu. Dziękuję.

Pozdrawiam,
Sophie Carmen