środa, 23 kwietnia 2014

Nicolas Barreau - Wieczorem w Paryżu



Paryż to miasto miłości. Przynajmniej tak się mówi, ale ty nie jesteś co do tego przekonany. Przechadzasz się spokojnymi ulicami, zastanawiając się nad tym wszystkim. Miłość… Czym się różni jeśli obdarowujesz nią człowieka, a jak jakąś rzecz, choćby na przykład paprotkę, która stoi na korytarzu. Co to w ogóle znaczy „kochać”? Dlaczego jest tak, a nie inaczej? Przystajesz, i kierujesz wzrok w lewą stronę. Stoi tam mały budynek, do którego nieśmiało podchodzisz. Kino studyjne. Na drzwiach widnieje plakat, jakiegoś starego filmu, a pod nim napis „Les Amours au Paradis– środa, 21:00”. Zaciekawiony wchodzisz do środka, gdy zegar wybija 20:00.

Alain Bonard jest właścicielem małego kina studyjnego, które znajduje się w Paryżu. Jest z nim bardzo mocno związany, gdyż jako mały chłopiec uwielbiał w nim przebywać. Tak jak dzieci w jego wieku wychodziły na dwór pograć w piłkę, on udawał się do Cinéma Paradis aby obejrzeć film, wraz z swoim wujkiem, który był wtedy właścicielem kina. Kiedy Alain jest dorosły, dostaje propozycje przejęcia kina, rzuca wszystko co dotychczas osiągnął i udaje się do stolicy Francji. Jednak nie wszystko od razu idzie po jego myśli. Do kina nie napływają tłumy, więc mężczyzna decyduje się na wprowadzenie środowego cyklu filmów pod tytułem Les Amours au Paradis. Pomysł okazuje się trafiony, do kina przybywa coraz więcej osób, a wraz z nimi kobieta w czerwonym płaszczu. Alain długo zbiera się na odwagę, ale w końcu postanawia zaprosić ją na randkę. Po wspólnie spędzonym wieczorze, czuje, że jest w niej zakochany po uszy. Jednak staje się coś co ma całkowicie odmienić wszystko co było: do jego kina zawitał słynny reżyser Allan Wood, wraz z sławną aktorką Solène Avril. Dostaje propozycję nie do odrzucenia. W jego kinie ma być kręcony nowy film Woody’ego, Czułe wspomnienia o Paryżu. Kino co wieczór wypełnia się ludźmi, a on staje się dość popularny. Jednak mężczyzna przeżywa własny dramat: kobieta w czerwonym płaszczu znika.

Sam tytuł mówi czego możemy się spodziewać – romantycznej historii. Niestety, nie dostałam tego, czego oczekiwałam. Mimo tego, Wieczorem w Paryżu to powieść która wzbudza w człowieku przeróżne emocje. Smutek, szczęście, wściekłość. To w jaki sposób Nicolas Barreau opisuje przeróżne rzeczy, choćby na przykład miasto, czy cokolwiek innego jest ciekawy, i sprawia, że mamy ochotę zobaczenia tego na własne oczy. Gdyby nie postacie było by jeszcze lepiej, ale o tym trochę później. Wszystko wydaje się dość rzeczywiste, ale nie jest przewidywalne. Tak jak dla mnie większość powieści jest przewidywalna, tak po Wieczorem w Paryżu nie można się niczego spodziewać.

Przykro mi to pisać, ale większość książki jest nudna. Nie dzieje się nic ciekawego, a Alain cały czasu użala się nad sobą, jaki to jest biedny. Akcja toczy się bardzo wolno, co zdecydowanie jest minusem. Autor w niektórych momentach próbuje nas rozśmieszyć, lecz najczęściej z marnym skutkiem. Mimo tego, że to bodajże druga książka autora, jego kunszt pisarski jest na niskim poziomie Niekiedy debiutanci piszą lepiej. Kolejnym minusem jest częste używanie języka francuskiego. Samo w sobie to nie jest złe, ale kiedy nie mamy tego przetłumaczonego, czy wyjaśnionego, to osoba która nie zna francuskiego, jak na przykład ja, nie poradzi sobie. Z wszystkich zwrotów jedyne co zrozumiałam to „bonjour”, a reszta pozostaje dla mnie zagadką.

Bohaterzy to również minus powieści. Dlaczego? Bo praktycznie nic o nich nie wiemy. Alain jest słabą postacią, bo nie raz zachowuje się jakby miał 15 lat, a kiedy indziej 50. Szczerze mówiąc, do żadnej z postaci się nie przywiązałam, ani nikt też nie wywarł na mnie takiego wrażenia, że miałabym go zapamiętać. Nicolas zdecydowanie musi jeszcze nad tym popracować, bo jeśli będzie tak dalej, to większość osób przestanie go niestety czytać.

Wieczorem w Paryżu, to dobra książka. Mimo tego, że zabiera dużo czasu, jest ona dość ciekawa. Polecam, aczkolwiek dla mnie zabrakło tu tego „czegoś”.




6/10





„Ten świat został stworzony nie tylko dla zuchwałych i nieustraszonych, głośnych i asertywnych, nie, jest na nim miejsce również dla nieśmiałych, cichych, dziwacznych i upartych. Bez nich nie byłoby odcieni, błękitnych akwareli, niewypowiedzianych słów, pozwalających rozwinąć się fantazji. I czy przypadkiem to właśnie nie marzyciele wiedzą, że największe i prawdziwe przygody rozgrywają się w sercu?”




Za możliwość odwiedzenia Cinéma Paradis dziękuję wydawnictwu Bukowy Las!

4 komentarze:

  1. Słyszałam o niej co nieco, ale skoro w większości dominuje użalanie się bohatera, to spasuję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Bardzo mi miło jeśli komentujesz moje posty, ale jeśli nie przeczytałeś całego posta to go nie komentuj 'tak' lub 'nie' bądź 'przeczytam' lub 'nie przeczytam'. Wykaż się i skomentuj po przeczytaniu. Dziękuję.

Pozdrawiam,
Sophie Carmen